Komunikaty

pagina

Aktualności

Pominąłeś menu

menu

PROSTO Z EKRANU. Uwierz w ducha

"A ghost story" Davida Lowery'ego to niespieszna, cicha opowieść o przemijaniu. Wszystkiego, od narzędzi i istot posługujących się nimi na jednej z planet, aż po cały kosmos. I o zapominaniu. Przedmiotów i ludzi, którzy byli tu przed nami, i po których szczątkach stąpamy, nie pamiętając o tym na co dzień.

. - grafika artykułu
fot. materiały dystrybutora

Casey Affleck, znany m.in. z rewelacyjnego i utrzymanego w podobnym duchu (nomen omen) "Manchester by the Sea" i Rooney Mara ("Dziewczyna z tatuażem", "Carol", "Her", "Song to song") to zwyczajna, mieszkająca na przedmieściach amerykańska para. Kiedy wprowadzają się do nowego domu nie wiedzą jeszcze, czy będą tu szczęśliwi, ale jak wszyscy młodzi ludzie z ufnością patrzą w przyszłość. Są dla siebie dobrzy i czuli, wyraźnie pielęgnują swoją miłość. Niestety, w którymś momencie coś pęka. Okazuje się, że ich oczekiwania i plany, także te dotyczące miejsca, w którym chcą spędzić życie, rozmijają się. Problem, który początkowo wydawał się poważny jest jednak nic nieznaczącym drobiazgiem wobec tego, co dopiero ma nastąpić...

Kiedy "C" (Affleck) ginie w wypadku samochodowym, "M" (Mara) musi zmierzyć się z bólem i samotnością. Lowery obrazuje te momenty w sposób niesłychanie delikatny, nienarzucający się. Dziewczynę widzimy więc w sytuacjach różnych, tak bardzo jak jej nastroje podczas mierzenia się z żałobą. Raz przytula się do zmiętej pościeli albo w zamyśleniu słucha muzyki skomponowanej przez męża, innym razem łapczywie pochłania ciasto, tak jakby jedzeniem chciała zagłuszyć wewnętrzny głód. Jednocześnie czuje obecność ukochanego i nie daje temu wiary. Kiedy z półki na książki spada Nawiedzony dom Virginii Woolf odczytuje to jako znak. To jednak wciąż za mało, żeby móc zostać w miejscu, które tak dotkliwie kojarzy się z przeszłością. Malując mieszkanie, w szparę we framudze drzwi "M" wciska zwitek papieru, na którym napisała coś, najprawdopodobniej do Niego. Co? Nigdy się tego nie dowiemy. Wiemy tylko, że wiadomość przyniosła zmarłemu ulgę.

Takich niedopowiedzeń jest tu znacznie więcej i to właśnie w nich tkwi siła filmu. Wysmakowane kadry nasuwają skojarzenia malarskie, większość dialogów jest skąpa i wyrwana z kontekstu, a cisza wszechogarniająca. Dokładnie taka, jaka wybrzmiewa po stracie. Jedynym momentem, w którym twórcy dają widzowi jakąkolwiek interpretacyjną podpowiedź jest scena imprezy, podczas której towarzystwo słucha emocjonalnego wywodu pewnego racjonalisty o tym, co kiedyś z nami będzie. Po takim wystąpieniu wszyscy będziemy zazdrościć Beethovenowi, że skomponował IX Symfonię.

Jedno jest pewne - "A ghost story" to dyskretna rzecz o tym, czego boimy się wszyscy, a co każdego z nas nieuchronnie spotka. Reżyser posłużył się tu najprostszym z możliwych środków - dosłownością. Nieżyjący już w ziemskim wymiarze "C" objawia się nam pod postacią klasycznego ducha, tak jak rysują go i wyobrażają sobie dzieci. Z narzuconym na siebie białym prześcieradłem przemierza pomieszczenia i miejsca, jak się wkrótce okazuje - nie tylko przystające do własnego życia na dziejowej linii czasu. Nie jest w tym odosobniony. Jedną z najsmutniejszych scen filmu jest ta, w której rozmawia z innym, "mieszkającym" po sąsiedzku, duchem:

- Co robisz?

- Czekam na kogoś.

- Na kogo?

- Nie pamiętam.

Anna Solak

  • "A ghost story"
  • reż. David Lowery