Co znaczy dla Pań film dokumentalny? Czy pamiętają Panie pierwszy film, który zrobił na Was takie wrażenie, że postanowiłyście zostać reżyserkami filmów dokumentalnych?
Aniela Gabryel: Pierwsze wspomnienie to film Wernera Herzoga. Fascynuje mnie film dokumentalny, bo życie niesamowicie mnie pociąga, ciekawi, zadziwia, boli i raduje zarazem. Myślę, że właśnie dokument jest w stanie to uchwycić, zrobić syntezę, oddać część tej tajemnicy, jaką jest życie. Film dokumentalny jest dla mnie miejscem spotkania. Interesuje mnie spotykanie się z ludźmi, którzy są różni, wychowali się w różnych miejscach, sytuacjach politycznych, kulturowych, historycznych, a jednak mają jakiś punkt wspólny.
Małgorzata Goliszewska: Od zawsze miałam w sobie ogromną potrzebę pokazania tego, jaki świat jest wspaniały, i tego, co ja doświadczam, jakie to wszystko jest niesamowite. Robiłam to długo poprzez fotografię. Później trafiłam na niezwykłe miejsce w Szczecinie. To był pchli targ, gdzie ludzie z chodnika sprzedawali wszelkie dziwactwa. Tam się toczyły bardzo dziwne rozmowy, zdarzały niestworzone historie. A ja tam po prostu codziennie przychodziłam. Kochałam to miejsce. Miałam ogromną potrzebę, żeby to jakoś przekazać światu. Zaczęłam więc robić o tym film. To właśnie to miejsce, a nie jakiś obejrzany tytuł, zbudziło we mnie potrzebę nakręcenia filmu dokumentalnego. Dopiero później zaczęłam oglądać dzieła polskich klasyków, jak na przykład Kieślowskiego, Łozińskiego, Karabasza czy Bławuta.
"Naszym celem jest przekazanie kursantom praktycznych umiejętności filmowych - pracy z bohaterem, kamerą i dźwiękiem, aż po montaż - a także rozwijanie kompetencji niezbędnych każdemu twórcy dokumentalnemu: uważnej obserwacji, umiejętności słuchania, zadawania pytań i twórczego interpretowania rzeczywistości" - jak będzie wyglądała praca z uczniami?
M.G.: To jest nauka nowego rodzaju; po prostu nauka patrzenia, słuchania, fascynowania się rzeczywistością, zakochania się w rzeczywistości, w ludziach, w miejscach, w wydarzeniach. I to jest, tak myślę, największa nauka, bo ta strona techniczna to już...
A.G.: Ja tutaj się z Gosią nie zgadzam. Oczywiście, że nauka patrzenia, słuchania, sztuka rozmowy, obserwacji i tak dalej to istotne elementy. Ale ja uważam, że technika, rzemiosło filmowe jest bardzo ważne. Zasady dramaturgii, zasady opowiadania trzeba znać doskonale, żeby móc je potem łamać, wywracać do góry nogami. Razem z Gosią chcemy dać solidne podstawy wiedzy studentom, oczywiście na przykładzie klasyki, od Karabasza, przez Kieślowskiego, Bławuta, Łozińskich, Drygasa... to wszystko będą musieli poznać. Oczywiście będą też międzynarodowe produkcje dokumentalne, już wspomniałam o Herzogu... Wiedza jest bardzo ważna. Uważam, że szczególnie w tych czasach jest nam potrzebne, by dużo czytać, oglądać. My będziemy do tego studentów inspirować, będziemy im pomagać, będziemy ich prowadzić, nawet będziemy przerabiać paradygmat trzech aktów Arystotelesa. Solidne rzemiosło filmowe jest bardzo ważne, aby autor mógł potem iść swoją drogą i robić także to, o czym mówi Gosia - zanurzać się w życiu. Ale trzeba mieć podstawy, żeby umieć o tym opowiedzieć. No bo co z tego, że się wybiegnie z telefonem czy z aparatem w jakimś zachwycie czy zainteresowaniu. Trzeba znać nuty, żeby zaśpiewać pieśń, czyli przeprowadzić widza przez jakąś partyturę emocji. Reżyser uczy się tego, jak to zrobić.
M.G.: To jest bardzo ciekawe, że my się spotykamy z Anielą w naszej miłości do dokumentu i do filmu w ogóle, ale wychodzimy z trochę różnych środowisk. Bo ja robiłam swoje pierwsze dwa filmy, nie mając żadnego warsztatu filmowego, żadnej wiedzy, żadnego przygotowania. Wszystko robiłam intuicyjnie, to się praktycznie samo robiło. Nie byłam wtedy w szkole filmowej, dopiero później poszłam do szkoły Wajdy. A pierwsze filmy były robione w takim właśnie zachwycie, z potrzeby, intuicyjnie. Obie przeszłyśmy podobną drogę filmową, zarówno ja, jak i Aniela, poprzez pełnometrażowe produkcje światowe, liczne festiwale, mnóstwo obejrzanych filmów. Dla mnie najcenniejsze było to, jak się na tej drodze spotykałam z różnymi reżyserami i widziałam, jakie filmy powstawały, jakie były różne, jak potem różny był efekt i jak z wielu rzeczy trzeba zrezygnować, żeby powstał film.
A.G.: Świetnie to powiedziałaś, ale ty jesteś z ASP, z Akademii Sztuk Pięknych, a ja skończyłam szkołę filmową w Łodzi, naszą "Filmówkę", gdzie kładziony jest twardy nacisk na rzemiosło. Podejście intuicyjne jest mi bliskie, ale nie chcę wpuszczać studentów w maliny, bo nie każdy jest taki jak Gosia. Niektórym to wychodzi, a niektórym nie. Myślę, że wiedza zawsze jest przydatna.
M.G.: Wiedza (w szkole) będzie, wiedza musi być, ale dokument filmowy jest na tyle specyficzny, że najważniejsze, a może najcenniejsze, co możemy przekazać uczniom, to nasze doświadczenie, bo dokumentu człowiek się uczy tylko poprzez kręcenie dokumentów. Nie ma jednego przepisu na film dokumentalny. To jest tak naprawdę bardzo spontaniczne, plastyczne. To jest jak relacja, jak związek. Nie ma przepisu na szczęśliwy związek, a każdy film to tak naprawdę bardzo intymny związek z tematem czy z tą osobą, o której go robimy. To wymaga pewnych cech, wymaga dużej otwartości serca i gotowości. To jest po prostu rozwój osobisty.
A.G.: I dlatego (o dokumencie) nie ma podręcznika, w ogóle w filmie nie ma podręczników. Jest to, o czym, Gosiu, mówisz - w dokumencie uczy nas doświadczenie plus ktoś spotkany po drodze, ktoś, kto cię prowadzi. Dla mnie to był między innymi Jacek Bławut.
M.G.: Dla mnie Marcel Łoziński.
A.G.: Ja też miałam spotkania z Pawłem i z Marcelem (Łozińskimi - przyp. red.) i to były ważne spotkania. Musi być ten ktoś, kto przeszedł kilka dróg z dokumentem, tu się naciął, tam się potknął. Po to będziemy my. Studenci będą mogli się zagłębiać w swoje fascynacje czy bolączki, w swoje światy, ale żeby się zupełnie nie wywalili, będziemy ich pilnować i razem z nimi iść tą drogą. Na tym polega kurs.
M.G.: Myślę, że zwłaszcza w dzisiejszych czasach to jest jeszcze cenniejsze, że właśnie film dokumentalny wymusza konieczność bezpośredniej interakcji z życiem, nie w zapośredniczeniu przez jakieś ekrany. Jest zapośredniczenie kamery, ale tak naprawdę kamera czyni cuda, bo przed kamerą często ludzie otwierają się o wiele bardziej niż bez niej. Są możliwe cuda, są możliwe rzeczy, które nie wydarzyłyby się bez kamery. W dzisiejszych czasach to jest nam jeszcze bardziej potrzebne, gdy my, ludzie, coraz bardziej się oddalamy od siebie. Dokumentu nie da się zastąpić. Sztuczna inteligencja może nam zabrać wszystkie zawody świata, ale nie zrobi filmu dokumentalnego. Może AI zrobi film fabularny, ale nie zrobi dokumentalnego, bo czynnik ludzki jest ponad wszystko, to jest właśnie człowieczeństwo - film dokumentalny.
A jak będzie wyglądał kurs reżyserii filmu fabularnego?
A.G.: Film fabularny rozpisany jest na trzy semestry. Pierwsze pół roku to szukanie własnego tematu twórczości. Rozmawiamy o tym, czym jest prolog w filmie, temat filmu, tytuł filmu jako mapa, jako drogowskaz. Czym jest mój temat, o czym chcę zrobić film. Uczymy się opowiadać o tym. Szukać "haków" na film, głównego story. Tak jak jest w Liście Schindlera, że bogaty fabrykant ratuje Żydów. To będzie też praca trochę terapeutyczna, bo będziemy wprowadzać także techniki medytacji, żeby odkryć swój własny temat twórczości, także techniki fantazjowania, inspirowania się. I potem żelazne, solidne zasady dramaturgii. Tego jest bardzo dużo - od paradygmatu trzech aktów poprzez wszystkie struktury narracyjne, tandemowe, równoległe, retrospekcje. Filmy z jednym protagonistą, z multiprotagonistami, także szkatułkowe konstrukcje. Teraz filmy są bardzo hybrydowe, a narracje bardzo rozbudowane.
"Ponadto zależy nam na tym, aby każdy, kto ukończy kurs, miał też wiedzę na temat funkcjonowania branży filmowej i tego, jak się odnaleźć w świecie festiwali, dotacji i grantów" - czyli jak?
M.G.: Nie tylko to. Bo tak naprawdę, jak później wychodzimy z filmem, "do świata", to przekonujemy się, że branża ma swoje reguły i można powiedzieć, że jest czasami brutalna. My tę drogę przechodziłyśmy. Wiemy, co to znaczy pitchować projekt, czyli prezentować film. Wiemy, co to znaczy dostać dofinansowanie w PISF-ie (Polskim Instytucie Sztuki Filmowej - przyp. red.). Jak bardzo ważne jest znalezienie producenta, dystrybutora itd. My naszych studentów wypuszczamy w świat przygotowanych na to, jak funkcjonować w branży. W szkole filmowej nie ma takich zajęć. To jest okazja życia, tym bardziej że my jesteśmy bardzo zgodne i bardzo spójne, a jednocześnie pochodzimy z różnych środowisk. To jest komplementarne podejście, jednocześnie łączące sztukę, teatr, film i szkołę filmową. A na dodatek jesteśmy urodzone tego samego dnia, 12 czerwca 1985 roku.
Rozmawiał Przemysław Toboła
© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2026