Historia zespołu rozpoczyna się w grodzie Kraka. Na początku lat dziewięćdziesiątych artystyczne środowisko jednego z najstarszych polskich miast o ogromnych walorach artystycznych, zwróciło oczy w stronę projektu, dzięki któremu o poecie Marcinie Świetlickim niedługo miało zrobić się głośno w całej Polsce. Choć lublinianin stanął na jego czele, to ręka w rękę z niemniej utalentowanymi muzykami. Byli nimi członkowie zapominanej już grupy Trupa Wertera Utrata, która choć nie mogła pochwalić się jakąkolwiek dyskografią, to zaznaczyła się w historii polskiej muzyki alternatywnej okresu transformacji.
Mając ją w swoim składzie, Świetlicki po raz pierwszy stanął na scenie podczas jednego z pamiętnych spotkań poetyckich "Na Głos". Spotkań, na które chętnie chodziła zarówno Wisława Szymborska, jak i Czesław Miłosz. Tym razem również znaleźli się wśród publiczności. Debiut przed takim audytorium z pewnością może zbić z pantałyku, ale nie ich. Muzycy dali radę - zaskoczyć, zaintrygować, zapaść w pamięć. Po wydaniu pierwszej płyty w 1993 roku mogli pochwalić się już całkiem pokaźnym gronem przychylnych im miłośników rockowej poezji śpiewanej i piosenki literackiej.
"Obóz koncentracyjny" pokazał, że nie mają w niej sobie równych. Krytycy cmokali z zachwytu, a pierwsi zagorzali fani rozpływali się nad rockową muzyką, a przede wszystkim tekstami Świetlickiego, których część została wydana już wcześniej w formie tomików i na łamach pamiętnego czasopisma "Brulion". Nie minęły nawet dwa lata, a Świetliki otrzymały zaproszenie na festiwal w Opolu, dzięki czemu charakterystyczną, jedyną w swoim rodzaju manierę melorecytacji lidera zespołu poznała cała Polska.
Premiera drugiego albumu zatytułowanego "Cacy cacy fleischmaschine" zapewniła artystom pierwsze, w pełni zasłużone nominacje do prestiżowych Fryderyków. Ich niekwestionowany status polskich gwiazd muzycznej alternatywy tylko podkreśliła wydana trzy lata później płyta "Perły przed wieprze". Był to ostatni materiał sygnowany logiem niezależnej krakowskiej wytwórni Music Corner, z którą drogi Świetlików definitywnie rozeszły się w chwili (2001 rok) wydania przez Universal Music Polska ich albumu "Złe misie". Najłagodniejszego, a jednak równie intrygującego, co podkreślił udział Kasi Nosowskiej i Lecha Janerki w gronie zaproszonych do współtworzenia go artystów.
Świetliki coraz chętniej zapraszały gości. Przy okazji pracy nad późniejszym "Las putas melancólicas" - krążka promowanego przez przebojową "Filandię" - pełnoprawnym członkiem grupy uczyniły nawet Bogusława Lindę! Można było tylko dziwić się, że po tak kreatywnych eksperymentach nastało aż osiem lat ciszy. Na powrót załoga Świetlickiego zdecydowała się dopiero w 2013 roku, choć z rozmachem godnym mistrzów. "Sromota" - album składający się z trzech płyt, na których znalazło się aż 36 piosenek - przypomniała, że pomimo lat zespół wciąż nie zatracił swojego niepowtarzalnego stylu. W niedzielę z pewnością udowodni to kolejny raz.
Sebastian Gabryel
- Świetliki
- Pod Minogą (ul. Nowowiejskiego 8)
- 20.11, wejście od g. 19, start g. 19.30
- bilety: 49 zł