Komunikaty

pagina

Aktualności

Pominąłeś menu

menu

Po Poznaniu z Władysławem Reymontem

W 1920 roku Władysław Reymont został właścicielem resztówki majątku w Kołaczkowie pod Wrześnią. Odtąd przyjeżdżał do Wielkopolski każdego roku, by cieszyć się klimatem wielkopolskiej wsi i mierzyć z gospodarskimi wyzwaniami. Od czasu do czasu opuszczał ukochany zakątek. Na trasie jego podroży po regionie nie mogło zabraknąć Poznania.

Elegancko ubrany mężczyzna siedzi na krześle pod domem, wśród zieleni. - grafika artykułu
Władysław Reymont (1867-1925) na wakacjach w Riccione, wrzesień 1913 roku. Fot. ze zbiorów Biblioteki Uniwersyteckiej w Poznaniu

Do stolicy Wielkopolski przyjeżdżał z różnych powodów. Początkowo, by dopełnić formalności związanych z nabyciem Kołaczkowa, choć z czasem w jego imieniu progi siedziby Okręgowego Urzędu Ziemskiego przy ul. Fredry przekraczała dobra znajoma Rymonta - Józefa Michałkiewicz, pomagająca wielkopolskim chłopom w załatwianiu spraw w urzędzie. Pisarza denerwowało przeciąganie się całego procesu. "[...] nawet trudno było mu wytłumaczyć, że to nie jest takie proste i musi trwać nieco dłużej. - Ale pani pilnuje - mawiał - [...]. Tak - zapewniałam". Reymont był "niesłychanie rad", gdy stał się w końcu właścicielem Kołaczkowa.

Nie był to jedyny poznański urząd, z którym pisarz miał do czynienia, choć inne odwiedzał raczej z pobudek towarzyskich. Będąc w Poznaniu zaglądał nieraz w porze obiadowej do Józefa Żychlińskiego, prezydenta Ziemstwa Kredytowego przy ul. Wjazdowej (dziś ul. Św. Marcin), dysponującego służbowym mieszkaniem. Znał tego wielkopolskiego ziemianina, właściciela leżącego 4 km od Kołaczkowa Gorazdowa, będącego jednym z jego najbliższych sąsiadów. Pisarz gościł również u wojewody Witolda Celichowskiego w urzędzie przy ul. Gołębiej. Po spotkaniu w 1922 roku z Żychlińskimi przyszły noblista pojechał autem do Gorazdowa. Ponadto znał i spotykał się m.in. z braćmi Seydami Zygmuntem i Marianem oraz ich stryjem Władysławem, lokalnymi działaczami i politykami.

Reymont korzystał z uroków miasta. W lipcu 1924 roku udał się do Teatru Polskiego na premierę farsy Władysława Zalewskiego pt. "Maskota", która ostatecznie okazała się porażką. Słów krytyki w prasowej recenzji nie szczędził pisarz i publicysta Edward Ligocki, który nie omieszkał wspomnieć o obecności pisarza: "Nędzna ramota miała zejść niezwłocznie z repertuaru [...] Wystawienie "Maskoty" nie przyniosło zaszczytu Teatrowi Polskiemu, pomimo łatania sytuacji przez ogromne wysiłki zespołu aktorskiego. A w dodatku obecny był na widowni mistrz słowa polskiego, artysta wielkiej miary, Władysław S. Reymont".

Tego samego dnia pisarz odwiedził renomowaną restaurację i winiarnię "Hungaria" przy Placu Wolności, specjalizującą się w serwowaniu ostryg, kawioru i homarów oraz szerokiego wyboru znakomitych win i wódek. W tym dniu towarzyszył rodzinie nowego dzierżawcy Kołaczkowa Edwarda Brzeskiego.

Nie tylko interesy czy spotkania towarzyskie skłaniały Reymonta do przyjazdu do Poznania. Powodem odwiedzin było również słabe zdrowie. "Moje kalekie życie zmusza mnie do trzymania się miasta i doktorów" - pisał w lipcu 1925 roku. Jego stan zdrowia był na tyle poważny, że nieraz utrudniał mu pracę, nawet tę literacką, na której tak bardzo mu zależało. Dokuczało mu słabe serce oraz nawracające infekcje.

Jednym z miejsc, do których Reymont zaglądał po zdrowie była lecznica dr. Stanisława Janty-Połczyńskiego (którego wzywał zresztą nieraz do Kołaczkowa), znanego poznańskiego lekarza, specjalisty chorób wewnętrznych, kardiologa i neurologa. Klinika znajdowała się na piętrze w kamienicy Seweryny Skórzewskiej przy pl. Nowomiejskim 1a (dziś pl. Ratajskiego).

Pisał w czerwcu 1923 roku: "siedzę od miesiąca w sanatorium w Poznaniu i leczę się elektroterapią, jak dotąd z dosyć dobrym rezultatem, ale muszę się jeszcze kurować przez lipiec [...]". Mieszkał wówczas w pensjonacie p. Bukowieckiej przy ul. 3 Maja nr 7 (dziś narożny dom z nr 1 od strony placu Cyryla Ratajskiego).

W słoneczne dni opuszczał lecznicę i udawał się na Plac Wolności do Café Esplanade. Tam, latem 1924 roku, po raz ostatni spotkał się z Przemysławem Mączewskim, redaktorem "Illustracji Polskiej". W czasopiśmie tym czytelnicy po raz pierwszy mogli przeczytać nowe opowiadanie pisarza pt. "Osądzona", opublikowane w 20 odcinkach na przełomie 1922 i 1923 roku. Pisarz wymieniany był jako główny współpracownik literacki gazety aspirującej do rangi poważnego artystycznego tytułu. Ostatecznie nie skupiło on wybitnych autorów, a Reymont zamieścił na jego łamach jedynie "Osądzoną". Opowiadanie to było jednym z pięciu tekstów napisanych przez niego w ostatnich latach życia. W 1929 roku Mączewski przekazał fragment rękopisu do zbiorów Biblioteki Uniwersyteckiej w Poznaniu.

Poza lecznicą Janty-Połczyńskiego Reymont przebywał w szpitalu sióstr Elżbietanek przy ul. Łąkowej, po opuszczeniu którego pisał w sierpniu 1920 roku: "Źle się czuję, byłem tak przeziębiony, wyziębiony, zgnębiony, iż dziesięć dni przeleżałem w szpitalu u Sióstr Elżbietanek w Poznaniu. Od trzech dni jestem w Kołaczkowie, mam się nieco lepiej, zaziębienie przechodzi, ale serce podłe. [...] Krople i różne świństwa połykam, a myślą gonię bolszewików. Niestety sto kroków zrobić nie mogę bez bólu".

Ostatnim miejscem pobytu Reymonta w Poznaniu był Szpital Przemienienia Pańskiego, do którego trafił we wrześniu 1925 roku. Tygodnie poprzedzające powrót do szpitalnego łóżka wypełniły ważne dla niego wydarzenia. W lipcu do Kołaczkowa przyjechali amerykańscy wydawcy, a w sierpniu pisarz wyruszył na dożynki do Wierzchosławic pod Krakowem, które wyprawiono dla laureata Nobla. Po powrocie do Poznania Reymontowie zatrzymali się w mieszkaniu Józefy i jej męża Mieczysława przy ul. Górna Wilda. Następnego dnia gospodarze odwieźli gości do Kołaczkowa. Wkrótce Reymont trafił do szpitala na 6 tygodni, skąd pisał, że "doznał zbyt wstrząsających wrażeń na wielkich uroczystościach ludowych, wydanych dla niego i czuje się źle".

W szpitalu przy Placu Bernardyńskim odwiedzili go delegaci wydawnictwa i redakcji "Piast" z Krakowa z naczelnym prezesem Władysławem Kiernikiem. Wręczyli mu pięknie oprawione egzemplarze "Piasta" z okresu dożynek oraz album w bogatej oprawie, ozdobiony motywami ludowymi, zawierający około 200 zdjęć z uroczystości. Oficjalna część spotkania była krótka, mimo to wywołała wielkie wzruszenie u Reymonta, który "rad by wszystkich nas przytulić do serca, ucałować, uściskać, ale sił mu było brak. [...] W saloniku dyrektora szpitala przy aromatycznej kawie i smakowitym domowym cieście toczyła się swobodna, nacechowana serdecznością rozmowa. [...] Miał nadzieję, że zdrowie mu się poprawi. [...] Z głębokim żalem opuszczaliśmy Poznań".

Reymont "wieczorami, w pierwszej fazie pobytu w szpitalu lubił opowiadać o swoich młodych latach, przeżyciach, biedzie, jaką przeszedł, trudnościach, z jakimi się borykał, itp. Co więcej - o planach na przyszłe lata. Po pewnym czasie, dzięki troskliwej opiece lekarzy i sióstr, poczuł się lepiej" - wspominała Michałkiewiczowa. Znajomi wciąż towarzyszyli pisarzowi od czasu do czasu zabierając go na wycieczki do Puszczykowa, nad Jezioro Strzeszyńskie bądź Kierskie. Dr Czesław Meissner, który opiekował się pacjentem, nie wróżył mu jednak długich lat życia. Czując się dobrze w towarzystwie Michałkiewiczów Reymont każdego dnia dowiadywał się czy przyjdą. "[...] Nieraz dłużej w noc musieliśmy siedzieć, bo nie chciał zostać sam, a spać nie mógł".

Ostatecznie rozpoczęto przygotowania do jego wyjazdu. Do Warszawy wybrali się również Michałkiewiczowie: "Pojechaliśmy pociągiem w towarzystwie pielęgniarza, na wszelki wypadek. Żegnając się z ziemią poznańską, wyraził się bardzo serdecznie o swym tu pobycie. Podkreślał solidność Poznańczyków, ich pracowitość i uczciwość".

Reymont wyjechał, ale w mieście pozostały po nim pamiątki. Na przełomie września i października 1926 roku Aurelia przekazała Bibliotece Uniwersyteckiej w Poznaniu fragment księgozbioru, który służył pisarzowi przy pracach nad powieścią historyczną "Rok 1794", ostatnim większym tekstem, który wyszedł spod jego pióra. Książki, druki ulotne i mapy były dla bibliotekarzy "tem cenniejsze, iż związane [...] ściśle z wielkim naszym pisarzem". Zapewniano wdowę, że "dar będzie ustawiony w magazynie [...] jako osobna całość, a exlibris każdego tomu zachowa pamięć Jej Męża [...]".

Alina Kucharska

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2026