Rzadko polecam filmy dokumentalne. Tym razem napiszę jednak o "Dziecku z pyłu" Weroniki Mliczewskiej, zwycięzcy Krakowskiego Festiwalu Filmowego. Bohaterem jest Sang, pięćdziesięciokilkuletni Wietnamczyk, jeden z tzw. Amerasians, czyli dzieci spłodzonych przez amerykańskich żołnierzy w czasie wojny wietnamskiej. Doświadczyły one wszelkiego rodzaju upokorzeń i znalazły się na marginesie społeczeństwa. Nie inaczej rzecz wygląda w przypadku Sanga, który w dzieciństwie trafił do rodziny zastępczej, był bity, nigdy nie poszedł do szkoły, nie umie więc pisać i czytać. Ojca także nigdy nie poznał, jednak udaje mu się go odszukać. To schorowany mężczyzna, mieszkający w Orlando na Florydzie, ojciec trójki innych dzieci.
Amerykańska familia życzliwie reaguje na "nowego" brata, rodzeństwo sprowadza bohatera do USA. Tam jednak okazuje się, że rzeczywistość nie wygląda tak pięknie, jak się zapowiadała. Przede wszystkim Sang nie mówi po angielsku. Zderza się też z innym niż w Wietnamie podejściem do kwestii rodzinnych. Z chłodem wzajemnych relacji, wewnętrznymi konfliktami. Zaczyna tęsknić do bliskich pozostawionych w Ho Chi Minh. Jednocześnie podnosi się jego standard życiowy, dostaje pracę i domek na przedmieściach. Jak jednak sam mówi z rozgoryczeniem - nigdy nie zostanie Amerykaninem, tak jak nigdy nie był do końca Wietnamczykiem. Czy można zacząć wszystko od nowa, zwłaszcza w nienajmłodszym przecież wieku?
Mliczewska podejmuje temat poszukiwania własnej tożsamości, ale skupia się na emocjonalnej stronie opowieści. Obserwujemy Sanga w relacjach nie tylko z amerykańskimi krewnymi, ale też m.in. z własną córką mającą problem z narkotykami. Reżyserka pozostaje z kamerą bardzo blisko bohatera, rejestruje jego radość i łzy, rozczarowania i nadzieje.
Bartosz Żurawiecki
- "Dziecko z pyłu"
- reż. Weronika Mliczewska
- premiera: 17.04
© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2026