Kultura Poznań.pl

Kultura

opublikowano:

Nitki strachu

Podczas kolejnego spotkania z cyklu "Spojrzenie na Wschód" w Zamku goście opowiadali o współczesnej Białorusi. Katarzyna Kwiatkowska-Moskalewicz, Aneta Prymaka-Oniszk oraz Jędrzej Morawiecki - współautorzy zbioru reportaży "Ojczyzna dobrej jakości. Reportaże z Białorusi" - rozprawiali o dziennikarstwie, młodzieży, historii i tym, co Białorusini myślą o swoim kraju.

.
fot. materiały CK Zamek

Jędrzej Morawiecki opowiedział o projekcie, który ostatecznie zaowocował powstaniem książki. - Przygotowaliśmy projekt, który polegał na warsztatach dla dziennikarzy białoruskich. To była niesamowita przygoda. Pomagaliśmy sobie nawzajem, a tempo pracy było bardzo duże - mówił. A Kwiatkowska-Moskalewicz dodała: - To było nowe doświadczenie, bo zwykle, kiedy jedzie się robić reportaże, wyrusza się samemu. Muszę jednak przyznać, że wspólne omawianie tematów było pomocne. Okazało się, że kolektywna praca jest fajną sprawą. Prymaka-Oniszk też podzieliła się własnymi spostrzeżeniami: - W projekcie brali też udział dziennikarze z Niemiec, którzy mieli troszkę inną opinię, ciekawe spojrzenie na przeszłość. Konfrontowanie naszych wyobrażeń, których przywieźliśmy ze sobą, było ciekawe i pomocne.

- W Polsce o Białorusi pisze się stosunkowo niewiele, a jeśli już to najczęściej z ustalonej perspektywy - tam się nic nie dzieje, nic się nie zmienia - powiedziała prowadząca, Agnieszka Smólczyńska-Wiechetek, wschodoznawczyni i politolożka, dając do zrozumienia, że następnym tematem rozmowy będzie kwestia stereotypów. Zapytała o to jacy są młodzi Białorusini i Białorusinki. Kwiatkowska-Moskalewicz: - Pierwsza rzeczą, która mnie zafascynowała po wieloletniej nieobecności w Białorusi, było wrażenie zagubienia w czasie przez ludzi tam mieszkających. Spotkałam się ze znajomymi, którzy w większości pokazywali swój kraj jako nowoczesne państwo, nawet jeśli byli wobec niego bardzo krytyczni. Często słyszałam hasła w rodzaju "teraz w naszym kraju są już dostępne wszystkie zachodnie marki". Pokazywano mi modne, młodzieżowe miejsca pełne foodtracków, w intencji ukazania czegoś fajnego, nowoczesnego. Widziałam też różnego rodzaju napięcia - miłe funkcjonariuszki kontrastowały z widokiem uczelnianego rygoru, narzucanego przez straż, która sprawdzała legitymacje przy wejściu na uniwersytet. Te napięcia są w zupełnie innym miejscu niż dwanaście lat temu, ale istnieją - mówiła. - Nitki lęku wychodzą w przypadkowych rozmowach, ale nie są artykułowanych wprost na Białorusi - dodała.

Tekst "Za dużo hałasu" autorstwa Morawieckiego, traktuje o dziennikarzach, funkcjonujących w rozbiciu między "swoim a "nieswoim". - Dziennikarze mogą domagać się prawa do informacji jak każdy obywatel, ale w praktyce wychodzi inaczej. Postanowiłem zrobić tekst o dziennikarzach, bo czułem, że znajdziemy wspólny język, a poza tym chciałem pisać o tematach regionalnych, które wiedziałem, że będą przez nich poruszane. Siłą rzeczy polityka właziła w słowa sama, a ja nie chciałem bezpośrednio poruszać tematu władzy. Niestety podział na "właściwe" i "niewłaściwie" dziennikarstwo nadal jest na Białorusi dostrzegalne. Właściwym jest oczywiście to państwowe, a niezależne budzi niepokój. - opowiadał. Wspomniał też o swojej kilkugodzinnej rozmowie z przedstawicielami dziennikarstwa państwowego: - Jeśli noga powinie ci się w jednym miejscu, to będziesz mieć problem ze znalezieniem pracy w innym - mówił. I kontynuował: - Zamiast kogoś zamykać, najczęściej zasypuje się go grzywnami. Potem przychodzi komornik, pojawiają się niewygodne pytania, które mogą mieć przykre skutki. Ludzi straszy się na przykład odebraniem dzieci. Warunki w areszcie też mogą łatwo złamać człowieka. Mimo to, kiedy pytałem ludzi o to, jak według nich powinna wyglądać rzeczywistość, najczęściej słyszałem, że po prostu nie chcą, żeby było gorzej niż jest. Rozmawiając z ludźmi, czułem jednak, że jest w beznadziei nadzieja, bo poczułem silną wiarę w uczciwe dziennikarstwo. Nie mam na myśli polityczności, ale niestrudzonych prób działania.

"Historia z rodzinnych opowieści" Anety Prymaka-Oniszk z kolei traktuje o trudnych relacjach polsko-białoruskich. - Zaczynając pisać, nie wiedziałam na czym się skupię, ale w trakcie pracy okazało się, że mój tekst będzie poświęcony nie tym, którzy wyjechali, a tym którzy zostali w okolicy Białegostoku. Terror czystek lat trzydziestych był bardzo silny i tworzył podział państwowy w Białorusi - mówiła. Chcąc opowiedzieć o tym, na ile strach wynikający z doświadczeń wojennych i powojennych, został zakonserwowany w Białorusinach, przytoczyła historię o dziewczynie, której babcia przeżyła piekło wojennego terroru: - Jej rodzina wyjechała we wsi mieszczącej się pod Białymstokiem. Ona była jedynym dzieckiem, które znało historię swojego regionu, bo jej ojciec opowiedział o Baciutach na białostoczcyźnie. Oczywiście nie była to szczegółowa historycznie relacja - mówił tylko, że ich wygnano. Rodzeństwo tej dziewczyny nie poznało tej opowieści, w trosce o ich bezpieczeństwo. Język babci rozwiązał się dopiero w momencie, kiedy ta dziewczyna przyprowadziła do domu swojego kandydata na męża i to on został odbiorcom traum. Pokazuje to jak lęk silnie został zakonserwowany w tamtym regionie.

Julia Niedziejko

  • Z cyklu: "Zamek Czyta_Spojrzenie na Wschód": "Ojczyzna dobrej jakości. Reportaże z Białorusi" - spotkanie z Jędrzejem Morawieckim, Katarzyną Kwiatkowską-Moskalewicz i Anetą Prymaką-Oniszk
  • prowadzenie: Agnieszka Smólczyńska-Wiechetek
  • CK Zamek, Scena Nowa
  • 3.12

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2019