Komunikaty

pagina

Aktualności

Pominąłeś menu

menu

Nie wszystko zagrało

Koncert Beltaine w Blue Note na pewno był ciekawym doświadczeniem. Zespół jest niewątpliwie jednym z najlepszych na polskiej scenie muzyki folk, jednakże czwartkowy koncert nie spełnił moich oczekiwań w stu procentach.

. - grafika artykułu
Fot. Tomasz Nowak

Beltaine promuje swoją szóstą płytę - "Live'15". Na albumie pierwszy raz usłyszeć można nowego perkusistę zespołu - Pierra, oraz muzyków spoza Beltaine - Witolda Kulczyckiego (saksofon altowy) i Dominika Mietła (trąbka). Tak jak wszystkie krążki tego zespołu "Live'15" to kawałek naprawdę dobrej muzyki. Koncertowa wersja nie odjęła jej wartości, a wręczy przeciwnie, poruszyła ciekawość, by usłyszeć muzyków na żywo.

Więcej różnorodności

Okres zimowo-wiosenny nie służy nikomu i artyści nie stanowią tu niestety wyjątku. Członkowie Beltaine nie uniknęli sezonu grypowego, co było bardzo słyszalne. A raczej nie było, ponieważ brzmienie zespołu zostało zakryte przez działanie dźwiękowca. Przesadna masa efektów dodana do instrumentów (szczególnie do skrzypiec) nie pozwoliła mi na skupienie się na poszczególnych frazach. Dźwięki rozpływały się, straciły swoją ostrość i zlały się w jedną plamę. Najbardziej ucierpiał na tym właśnie Adam Romański, który w prezentowanych utworach miał wiele momentów, w których mógł wykazać się wirtuozerią. Przeziębienie nie ominęło Grzegorza Chudego. Artysta ten gra m.in. na instrumentach dętych - low whistle i bansuri, a katar i zatkany nos nie służą wzmożonemu wysiłkowi oddechowemu. Niedyspozycja zespołu została niestety niezbyt subtelnie "przypudrowana" efektami dźwiękowymi.

Jednak to, czego najbardziej brakowało mi na koncercie, to większa różnorodność. Zespół długo rozkręcał się, zanim porwał publiczność. Oczywiście muzyka, którą wykonuje, nie jest sztuką masową, nie ma potencjału wypuszczenia światowego hitu (tym bardziej, że ich utwory w większości są instrumentalne), ale jednak jest niezwykle żywiołowa i energiczna. Niestety zanim ów żywioł i energia dały o sobie znać, minęło sporo czasu. Wydaje mi się, że za dużo. Szkoda też, że za mało w ich występie było przykuwających uwagę popisowych solówek. W tym aspekcie wyróżniał się jedynie Grzegorz Chudy. Reszta muzyków nie dała się do końca poznać. Publiczność, która przyszła na koncert, niestety nie była bardzo aktywna (a raczej bardzo długo się rozkręcała), co jeszcze spotęgowało wrażenie monotonii.

Ogromny potencjał

Były oczywiście utwory, które zabrzmiały świetnie i zostaną na długo w pamięci. Szczególnie poruszył mnie utwór "Pol (s)ka", w którym artyści zbudowali niezwykły klimat. Z dużą starannością o dźwięk potrafili w interesujący sposób stworzyć napięcie oraz snuć dźwiękowe aluzje, które porywały myśli do różnych krajów.

Nie usłyszałam na koncercie żadnego utworu, który by mi się nie podobał. Różnorodne inspiracje, które słychać w ich muzyce, to studnia bez dna, a inwencja muzyków jest duża. Szczególnie odwołania do muzyki irlandzkiej i bretońskiej, których w twórczości Beltaine jest najwięcej, są bardzo nośne, czego doskonałym przykładem jest utwór "Chicken in the bucket". Gdyby nie niedomaganie członków zespołu, energia tej muzyki rozpaliłaby cały Blue Note.

Mimo wszystko uważam, że czwartkowy koncert był interesujący. Można było zaobserwować bardzo zdolnych instrumentalistów, którzy świetnie czują się w swojej muzycznej niszy. Ich sukces jest zaskakujący - w dobie łatwej muzyki i łatwych tekstów, zdobyli popularność muzyką czysto instrumentalną. Z wielką przyjemnością pójdę na inne koncerty tego zespołu, by posłuchać ich w lepszej formie.

Aleksandra Bliźniuk

  • Koncert zespołu Beltaine: Adam Romański - skrzypce, Grzegorz Chudy - low whistle, wokal, akordeon, bombarda, bansuri, Jan Gałczewski - bouzouki, gitara elektryczna, bodhran, dudy gaita, Jan Kubek - tabla, darabuka, djembe, cajon, instrumenty perkusyjne, Łukasz Kulesza - gitara akustyczna, Bartek Dudek - gitara basowa, Pierre - perkusja
  • Blue Note
  • 3.03