Komunikaty

pagina

Aktualności

Pominąłeś menu

menu

Nie bezdusznie, nie bezowocnie...

W tym roku tradycyjne Zaduszki Jazzowe w klubie Blue Note poprowadzili pianista Krzysztof Dys, kontrabasista Andrzej Święs i perkusista Krzysztof Szmańda. Ten miły listopadowy zwyczaj był dla nich tylko pretekstem do przedstawienia utworów z najnowszej płyty, która już niebawem trafi na półki sklepów muzycznych. Czy będzie warto ją z nich ściągnąć? Wzorem jej tytułu, albumem "Toys" Krzysztof Dys Trio pokazali, że jazzowe dźwięki są dla nich jak zabawki, zaś jazzowe standardy zawsze dobrze traktować jako kompozycje, których wcale nie trzeba grać standardowo.

. - grafika artykułu
fot. materiały Blue Note

Jako dość regularny bywalec koncertów jazzowych muszę przyznać, że części z nich jestem uczestnikiem nienaocznym. Bywa tak, że zasłuchując się, mimowolnie przymykam oczy. Bynajmniej nie jest to efektem mojego znudzenia, raczej odruchowej chęci wychwytywania niuansów, tak wyraźnie obecnych w tym gatunku. To żadne odkrycie, że takie detale najlepiej wyłapuje się, polegając wyłącznie na zmyśle słuchu. Jednak w przypadku zaduszkowego koncertu Krzysztof Dys Trio swoją manierę musiałem zarzucić. Bo premierowy występ Dysa, Święsa i Szmańdy był nie tylko ucztą dla ucha.

Jedną z rzeczy, która z jazzem kojarzy mi się najbardziej, bez względu na to, jak różny by nie był, to interakcja. Bardziej niż w przypadku innych gatunków jazz postrzegam jako rodzaj niewerbalnego dialogu - instrumentalnej rozmowy, której iskrą zapalną jest chemia wytwarzająca się między stojącymi na scenie indywidualnościami. Sądzę, że miałem przyjemność taką zaobserwować właśnie podczas tego występu, i to od początku aż do jego końca. Występu, w którym prezentacja nowego albumu okazała się powrotem do standardów. Tylko i aż? Myślę, że to pierwsze można spokojnie skreślić.

Ze środowego wieczoru zapamiętałem przede wszystkim trzy wykonania. Kilkunastominutową "suitę" rozpoczętą od pamiętnego utworu "Solar" legendarnego trębacza Milesa Davisa. Kompozycji pierwotnie napisanej na potrzeby hard bopowego albumu "Walkin'" z 1957 roku, później często powracającej choćby na płytach Cheta Bakera, Stanleya Clarka czy tak lubianego w Polsce Pata Metheny'ego. W wykonaniu Krzysztof Dys Trio na pewno nic nie straciła ze swego filmowego charakteru, spożytkowanego choćby w kryminalnym dramacie "Zodiak" Davida Finchera.

Napoczęta nieśmiałymi, impresjonistycznymi dźwiękami fortepianu, przypominającymi nagle urwane myśli, powoli wyłaniała się z mistycznego pogłosu. Krajobraz jesiennej szarugi zarysował się w całej swej okazałości. Z czasem, potęgowany pomrukami kontrabasu i perkusji uderzającej jeszcze po cichu, jak krople deszczu w okno, oddalał się przysłonięty "dźwiękowym obrazem" narastającego lęku, ale i żywego zaciekawienia. Bębny wysunęły się na pierwszy plan, nierzadko popadając w arytmiczność, wzbudzając tym świadomie uskuteczniany, prawie niekontrolowany chaos.

Ten pęd i zgiełk nierzadko urywał się zastępowany zaznaczoną już wcześniej kojącą harmonią. Tak było w przypadku interpretacji utworu "Pinocchio" Wayne'a Shortera, chyba najgenialniejszego żyjącego twórcy jazzu, który w 1967 roku napisał ją właśnie dla Davisa. Znów można było usłyszeć delikatność, a zaraz później eksplozję pierwotnej energii osiąganej za sprawą całkowitej symbiozy trzech instrumentów. Tak mocno absorbujący kontrast co rusz powracał - choćby w zagranej chwilę później kompozycji pianisty Billa Evansa pt. "Till remembered".

Porozumiewawcze spojrzenia muzyków, "wymiany zdań" między fortepianem i kontrabasem, nierzadko ucinane perkusyjnym monologiem, stanowiły o magii tamtego wieczoru. 18 listopada będzie można ją zaprowadzić w domowe zacisze. Premiera "Toys" to jedna z tych, na którą z pewnością warto jest czekać, do czego Was, Drodzy Czytelnicy, szczerze zachęcam.

Sebastian Gabryel

  • Zaduszki Jazzowe: Krzysztof Dys Trio - premiera płyty "Toys"
  • Blue Note Jazz Club (ul. Kościuszki 79)
  • 2.11