MY NAME IS POZNAŃ. Nie chcę przynależeć

- Wszystkie moje teksty to listy do samego siebie. Taka myśl musi być pewnego rodzaju kamieniem w bucie - mówi poznański piosenkarz Kuba Przybyła, który przygotowuje się do wydania solowego albumu "Ekshibicjonista".

Mężczyzna w czapce gra na gitarze i śpiewa. - grafika artykułu
Kuba Przybyła, fot. Mia Stamm, materiały prasowe

Twój najnowszy utwór - "Ostatnia godzina" - jak mówisz, "sam się wylał". Pamiętasz moment, w którym przeżyta emocja stała się historią do opowiedzenia?

Pamiętam moment, w którym dowiedziałem się o śmierci Romka, znajomego muzyka - i towarzyszący temu ścisk w gardle... To jest taki rodzaj ścisku, który będzie odczuwalny, dopóki świadomie się go nie rozluźni. Można to zrobić przez rozmowę z drugim człowiekiem - łatwiej jest mi jednak pisać.

Śmierć kogoś bliskiego potrafi zatrzymać kadr, ustawić ostrość na rzeczy, które wcześniej były marginalne. Co dokładnie zatrzymało się wtedy w Tobie?

Przede wszystkim myśl, że nigdy nie znalazłem czasu, aby zjawić się na próbie zespołu Romka, na którą mnie kilkukrotnie zapraszał. Poczucie bezradności i niemocy utrzymywało się we mnie najdłużej.

W tekście pojawiają się obrazy rzeczy, które nigdy nie doszły do skutku - kwiat, który się nie rozwinął, czas, który nie zdążył minąć. Pisząc to, myślałeś o tej jednej konkretnej stracie czy bardziej o wszystkich niewypowiedzianych "nigdy", które nosimy w sobie?

Wspomniana wcześniej próba zespołu stała się wytrychem do rozmyślań nad tym, jakie niezrealizowane plany pojawiają się w głowach innych osób, będących w podobnym położeniu do mojego. W tekstach rzadko stosuję moralizatorski ton, w formie nakazującej. Raczej zwierzam się z własnych złych doświadczeń, z nadzieją na to, że ktoś dostrzeże w nich wartościową treść dla samego siebie.

Nie wiem, czy dobrze czuję, ale Twoje teksty często brzmią tak, jakbyś najpierw mówił do siebie, a dopiero potem pozwalał tego słuchać innym. Co w Twoim przypadku musi się wydarzyć, żeby osobista myśl stała się publicznym śpiewem?

To dobre spostrzeżenie - wszystkie moje teksty to listy do samego siebie. Taka myśl musi być pewnego rodzaju kamieniem w bucie. Jeśli jest na tyle intensywna, że zaczyna wywoływać dyskomfort, to staram się ją przelać na papier, rozwinąć i ubrać w odpowiednie dźwięki.

"Ekshibicjonista" - to tytuł Twojej nadchodzącej płyty - ma być brutalnie szczery. To będzie gest odwagi czy raczej bezradność wobec tego, że inaczej już nie potrafisz? I kiedy możemy spodziewać się tego albumu?

Nie wiem, czy to gest odwagi, czy może bardziej szaleństwa. Przyzwyczaiłem się już do pisania osobistych tekstów, więc nie powiedziałbym, że wymaga to ode mnie ponadprzeciętnej odwagi. Jest to jednak forma obnażania własnych emocji, więc nie będę żywił urazy, jeśli ktoś uzna to za szaleństwo. Nadawanie tytułów - czy to piosenkom, czy dłuższym formom - od zawsze sprawia mi sporą satysfakcję. To wyzwanie, żeby powiedzieć dużo, nie mówiąc prawie nic. A co do daty premiery, to wstrzymam się jeszcze od jakichkolwiek predykcji. Chcę, żeby ten materiał dojrzewał swoim tempem - na przekór zatrważającej prędkości dzisiejszego rynku muzycznego.

Z jednej strony frywolność południowego rocka, z drugiej pesymistyczny cień Seattle. Czy te nurty są w Tobie w konflikcie, czy działają na zasadzie kontrastu? A może traktujesz je jak dwa równoległe katalizatory prawdy o sobie?

Nie są w konflikcie, raczej podtrzymują moją twórczość w pewnego rodzaju harmonii. Mam taką przypadłość, że tworząc cokolwiek - również poza muzyką - podświadomie podejmuję decyzje, które oddalają mnie od przynależności do pewnej grupy. Wskazując na te dwa gatunki, chciałem zaznaczyć, że wpływ na to, co można usłyszeć w mojej muzyce, mają często przeciwstawne bieguny, więc nie warto podchodzić do niej z predefiniowanymi oczekiwaniami.

Grając z metalowym zespołem Ignora, jesteś zanurzony w hałasie i intensywności, tutaj operujesz ciszą i nagą frazą. Z czego wynikła Twoja chęć działania w pojedynkę?

Potrzebowałem ujścia dla zupełnie innych emocji niż te, które wylewam z siebie w Ignorze. Zapalnikiem okazał się mój solowy debiut, czyli utwór "Koniec lata". Poczułem wtedy mocną potrzebę tworzenia materiału, w którym metalowe breakdowny przyjmują formę literackich punchline'ów. Solowa działalność to też większa swoboda twórcza. Ignora jest jednak oparta na kolektywnych decyzjach.

Kiedy śpiewasz o końcach, mimowolnie pojawia się też pytanie o początek. Jaka myśl albo emocja byłaby Twoim "pierwszym zdaniem", gdyby trzeba było zacząć wszystko od nowa?

Pesymistyczna część mnie, czerpiąca z Seattle, podpowiada, że byłoby to głębokie westchnienie. Ta lżej podchodząca do życia, która najchętniej zamieszkałaby na ranczu w Teksasie, mówi: "Zapisz się na lekcje śpiewu". (śmiech)

Rozmawiał Sebastian Gabryel

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2026