Komunikaty

pagina

Aktualności

Pominąłeś menu

menu

Przez dwanaście lat Kacha Kowalczyk i Łukasz "Lucassi" Rozmysłowski zdążyli przejść od domowych nagrań zanurzonych w marzycielskim popie przez takie style jak vaporwave, cloud rap, trap, shoegaze, hip-hop i art pop, co zaprowadziło ich na jedne z najważniejszych europejskich festiwali, choćby Primavera Sound, Eurosonic czy Iceland Airwaves. Teraz, na czwartym albumie "Magia" (2026), powracają do początków, a tym samym do swojej najbardziej precyzyjnej i sugestywnej wersji Coals - projektu, który jednocześnie jawi się jako sprawny projekt producencki, laboratorium popowej piosenki i narzędzie do tworzenia audiowizualnych mikroświatów. Za kilka dni zaczarują nią nas w klubie Szum.

Dwójka artystów, oboje mają długie, rudawe włosy i są ubrani w czerń, mają na głowach futrzane czapy. - grafika artykułu
Coals, fot. Wojtek Serowik

Historia Coals zaczyna się w 2014 roku od internetu. Wtedy Kowalczyk publikowała nagrania na YouTubie, a Rozmysłowski tworzył własną muzykę elektroniczną. Ich kontakt rozpoczął się od niepozornego komentarza pod jednym z coverów Kachy, po którym pojawiła się propozycja wspólnego utworu. Spotkali się w rodzinnym domu Łukasza w Lędzinach, a śląski kontekst szybko wpłynął także na nazwę projektu, odwołującą się do kopalnianego krajobrazu i rodzinnych tradycji górniczych. Tempo ich wspólnej działalności przypomina opowieść o funkcjonowaniu alternatywy tuż przed pełną dominacją TikToka. Pierwsze koncerty jako Coals zaczęli grać jeszcze tego samego roku, ale pierwszy prawdziwy boom - jeszcze przed nagraniem debiutanckiej płyty - przyszedł w 2015 roku, kiedy pojawili się między innymi na poznańskim Spring Breaku, OFF Festivalu w Katowicach oraz gdyńskim Open'erze. Za granicą zadebiutowali niedługo później na szwajcarskim Fantoche. W tym samym okresie nagrali sesję dla słynnego KEXP, a ich "Weightless" zostało nawet "Song of the Day" rozgłośni z Seattle.

Co takiego było w muzyce Kachy i Łukasza, że tak szybko pokochał ją świat? Zanim przyjrzymy się bliżej jej naturze, warto podkreślić inspiracje, jakie wówczas im towarzyszyły. Kowalczyk wspomina początki jako czas Enyi, Cocteau Twins i The Cranberries. Pierwotna eteryczność jej śpiewania wyrosła z nostalgicznej melodyjności i emocjonalności. To jednak dopiero część tej historii, bo projekt Coals powstawał w momencie, gdy vaporwave, hauntologia, estetyka VHS-u i starego Windowsa, obrazy zapomnianych galerii handlowych oraz internetowa archeologia właśnie przechodziły z niszowych mikrospołeczności do szerszej alternatywy. Debiutancki album "Tamagotchi" (2017) idealnie uchwycił tę chwilę. Senny dream pop połączył się na nim z elektroniką, hip-hopową rytmiką i tym charakterystycznym poczuciem lekkiego odrealnienia, tworząc album bardziej atmosferyczny niż narracyjny. Zamglone wokale Kowalczyk i fascynacja cyfrowymi widmami przeszłości w produkcjach Rozmysłowskiego ułożyły się w język, który duet później wielokrotnie rozwijał i przetwarzał.

Kiedy dwa lata później premierę miała EP-ka "Klan" (2019), wydawało się, że Coals zamierzają wstrzelić się w moment, w którym polski rap właśnie pożerał kolejne obszary popkultury. Duet interesował jednak przede wszystkim jego język brzmieniowy - beat, przestrzeń, sposób ustawienia wokalu i możliwość spotkania z gośćmi. Wszystko to układało się w wirtualne, senne miasto, w którym Coals prowadzili dialog z zaproszonymi artystami, takimi jak Piernikowski czy Schafter. Przy "Docusoap" (2020) było już jasne, że hip-hopowy zwrot stanowił jeden z etapów, a trapowa rytmika mogła spotkać się z ambientowym rozmyciem, dając przy tym zadziwiająco popowy efekt. Później Coals trafili do "Sanatorium" (2024) - albumu rozstrzelonego gatunkowo i songwritersko, opartego na konkretnych sytuacjach i postaciach, świadomie niespokojnego i ruchliwego.

Najnowsza "Magia" wyraźnie się z nim łączy, bo zachowuje podobną swobodę, choć zdecydowanie mocniej pilnuje wspólnego brzmienia materiału. Pierwszym utworem napisanym z myślą o niej był "Pierrot", który powstał po powrocie duetu do wspólnego tworzenia, po okresie skupionym na licznych koncertach i innych projektach. Początkowo Kowalczyk proponowała zbudowanie wokół niego EP-ki, jednak Rozmysłowski dostrzegł w nim kierunek dla większej całości, która ostatecznie urosła do trzynastu utworów. Jego konstrukcja ustawiła parametry "Magii" - pełnej żywych instrumentów i czytelnych melodii, w której przetworzona elektroakustyka kontrastuje z organicznym fletem i wokalem Kachy, znów charakterystycznie załamującym się jak w najwcześniejszych dokonaniach Coals. Podejście przyjęte podczas pracy nad czwartym krążkiem Lucassi określa mianem "demoizmu" - przywiązania do energii pierwszej wersji. Po latach pracy stricte producenckiej przy innych projektach, także z rejonów mainstreamowego trapu, zaczęła go pociągać bezpośredniość pierwszego pomysłu, która szybko stała się wspólną zasadą pracy duetu.

Najciekawszy aspekt "Magii" kryje się jednak we wspomnianej już elektroakustyce. Zwykle termin ten oznacza ustawienie żywych instrumentów obok elektroniki, jednak u Coals granica zaczęła przebiegać znacznie głębiej. Słychać to choćby w "Basenie", w którym chórki powstały przez połączenie głosu Kachy z wirtualnymi partiami wokalnymi. W "Traces" zwykły werbel został zastąpiony samplem wokalnym. Podobną drogę przeszła "Fanga": z początku ocierała się o trapowe hi-haty i R&B, aż jednym z punktów odniesienia dla ostatecznego kształtu perkusji stały się... "Małe szczęścia" Roberta Jansona z 1997 roku, zaśpiewane przez Kubę Badacha. Jednocześnie Coals wciąż reagują na nowe zjawiska z szybkością charakterystyczną dla ludzi, którzy dopiero przed chwilą zaczęli obsesyjnie przekopywać SoundClouda, Bandcampa i kolejne nisze Spotify.

Warto też podkreślić, że na "Magii" Kacha porzuciła odgrywanie kolejnych ról. Wróciła do tekstów opisowych, symbolicznych, opartych na obrazie i skojarzeniu, przyrównując ich charakter do samotnego siedzenia w pokoju ze słuchawkami i obserwowania tego, co zaczyna dziać się później w głowie. Dziś swoje teksty kieruje przede wszystkim ku sobie. Pojawiają się kryzys twórczy, przeciążenie pracą, upływ czasu, szukanie sensu we własnej aktywności i trudność pogodzenia artystycznej potrzeby z zawodowym charakterem muzyki. Impulsem do podjęcia części tych tematów stały się filmy - zwłaszcza "Synekdocha, Nowy Jork" Charliego Kaufmana z 2008 roku, a także "Trzynastka" Catherine Hardwicke z 2003 roku. 

Słowo "magia" pasuje do Coals podejrzanie dobrze. Jest proste, pojemne, lekko kiczowate, podatne na ironię i równocześnie zdolne unieść bardzo poważne znaczenie. Wszystko to znajdujemy na opatrzonej nim płycie, którą sam duet wiąże z rosnącą popularnością astrologii, ezoteryki i różnych współczesnych systemów wiary, powracających szczególnie mocno w okresach kryzysu. Ta potrzeba odrealnienia może mieć jednak zupełnie przyziemne źródło - w jednym z wywiadów twórcy mówią o potrzebie ucieczki od przebodźcowania powiadomieniami, TikTokiem i Instagramem oraz od FOMO, czyli lęku, że coś ważnego dzieje się właśnie bez naszego udziału i że inni uczestniczą w życiu intensywniej, ciekawiej i pełniej niż my. Po ponad dekadzie Coals mają już własny sposób poruszania się pomiędzy tymi wszystkimi rzeczywistościami i wyjątkową umiejętność sprowadzania bardzo odległych tropów do wspólnego języka. Dobrze jest mieć ich za przewodników.

Sebastian Gabryel

  • Coals
  • 19.09, g. 19
  • Szum
  • bilety

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2026

Powiązane wydarzenia

Logo obiektu.
Logo obiektu.
Posen Club, al. Niepodległości 8a