Komunikaty

pagina

Aktualności

Pominąłeś menu

menu

MADE IN CHICAGO. Hejnał i Wolność

Efektownie i intrygująco rozpoczęła się tegoroczna, dwunasta już edycja festiwalu Made in Chicago. Najpierw wprost z ratusza popłynął hejnał w wykonaniu tutejszych jazzmanów, potem w Scenie na Piętrze słuchaliśmy gości z Wietrznego Miasta. 

. - grafika artykułu
fot. Tomasz Nowak

Pamiętam czas, sprzed blisko dziewięciu lat, gdy w Poznaniu zagrał Herbie Hancock - gigant jazzu, nota bene urodzony w Chicago, choć wystąpił tu oczywiście poza tym festiwalem. Było to tuż po tym, gdy Barack Obama został prezydentem Stanów Zjednoczonych, a znaczna część artystów jazzowych, szczególnie tych ciemnoskórych - czego nie ukrywali - wspierała jego kandydaturę. Ówczesny poznański koncert był więc swego rodzaju eksplozją radości, artystyczną fiestą, również w kontekście wydarzeń społecznych, politycznych. Przypomniałem sobie o tym w czwartkowy wieczór, gdy grono innych, równie znakomitych, muzyków z Chicago odtwarzało głośny materiał sprzed ponad pół wieku. Sytuacja polityczna - na całym świecie zresztą - jest taka, że wyznanie, wykrzyczenie potrzeby / konieczności wolności jest dziś ważnym gestem: wolności twórczej, społecznej, swobodnej ekspresji. A właśnie "Wolność" to hasło naczelne tegorocznego festiwalu. Artyści jazzowi, szczególnie ci z Chicago, byli zawsze bardzo wyczuleni na te kwestie - społeczne, publiczne. Nadal o nich pamiętają. Nadal niosą je w swej twórczości. Przypomniał o tym, potwierdził to raz jeszcze czwartkowy koncert w Scenie Na Piętrze.

Z ratusza

Zanim jednak wieczorną porą amerykańscy goście pojawili się na festiwalowej scenie, muzyka zabrzmiała, jeszcze popołudniem, w blasku słońca na Starym Rynku. Oryginalny to pomysł. Festiwal zainaugurował bowiem koncert płynący z ratuszowej wieży. Wbrew oczekiwaniem (czy obawom) nie był to jednak li tylko artystyczny happening, ale całkiem poważne i całkiem ciekawe muzykowanie, które zresztą słychać było nie tylko pod ratuszem, ale na całym Rynku i w okolicach. Dlatego jego odbiorcami byli nie tylko sympatycy jazzu, którzy przybyli specjalnie w tym celu i zasiedli - m.in. na ławkach, leżakach - pod Ratuszem, ale też wielu przypadkowych przechodniów. O to zresztą, zdaje się chodziło organizatorom. Niektórzy z przechodniów zatrzymali się na moment, inni pozostali na dłużej - cel został osiągnięty.

Hejnał

A płynęła z ratuszowej wieży muzyka, która - jako się rzekło - z jednej strony, niewątpliwie spełniała oczekiwania ambitnej, niebanalnej, własnej wypowiedzi, z drugiej - była do zaakceptowania przez stosunkowo szerokie grono słuchaczy. Zaprezentowali się zaś artyści należący dziś niewątpliwie do najaktywniejszych polskich jazzmanów i najbardziej cenionych twórców, kojarzonych z Poznaniem. Jako pierwszy zagrał Maciej Fortuna. Przedstawił swój "Hejnał Wolności" na trzy trąbki, w czym towarzyszyli mu Patryk Rynkiewicz i Jakub Jankowiak. Potem swoją autorską muzyczną wizję poznańskiego hejnału na klarnet i syntezator przedstawił Wacław Zimpel. Rzecz była godna uważnego słuchania. Chociaż oczywiście, biorąc pod uwagę okoliczności i warunki pogodowe, trudno było wnikać w brzmieniowe i wykonawcze szczegóły. Istotniejszy był klimat, energia, barwa dźwięku płynącego nad miastem.

Dramatyzm

Max Roach, Abbey Lincoln, Coleman Hawkins - niekwestionowane gwiazdy jazzu brały udział w nagraniu w 1960 roku głośnej płyty "We Insist! (Freedom Now Suite)", która była ważnym głosem w debacie o równości praw w USA. Teksty napisał poeta, pieśniarz i songwriter Oscar Brown. 57 lat później w poznańskiej Scenie Na Piętrze te same utwory zaśpiewała jego córka - Maggie Brown, a towarzyszyło jej grono znakomitych współczesnych instrumentalistów. I to właśnie Maggie Brown, która pojawiła się w Poznaniu nie po raz pierwszy, była niewątpliwie wiodącą postacią koncertu - znakomicie, stylowo, z wielką swobodą śpiewała, prezentując magnetyczną osobowość. Pamiętamy zresztą jej możliwości sceniczne już z pierwszych edycji chicagowskiego festiwalu. Tym razem jej śpiewanie podążało momentami w stronę pewnej teatralności, formuły spektaklu, jakby wcielała się w rolę bohatera śpiewanych przez siebie utworów. Nadawało to niewątpliwie całości dramatyzmu.

Odwołania

"We Insist! (Freedom Now Suite)" było w latach sześćdziesiątych głębokim, poważnym wyzwaniem, żądaniem elementarnej wolności. Okładka albumu odwoływała się do strajku Ruchu praw obywatelskich Martina Luthera Kinga, walki z segregacją rasową. A kwestie praw człowieka powracają - wciąż są aktualne, nie przypadkiem przecież artyści dzisiaj ponownie sięgają do tego tematu.

W graniu zespołu odzywały się najlepsze tradycje improwizowanego muzykowania z Chicago. Mieliśmy zatem głębokie osadzenie całości w klasycznym jazzowym brzmieniu, a zarazem gotowość do drobnych, krótkich wypadów w umowną stronę free czy awangardy. Powracało wreszcie także echo muzyki afrykańskiej - co w tym przypadku głęboko symboliczne - do której z ochotą odwołują się chicagowscy muzycy. Wszystko oczywiście poparte nienaganną techniką, umiejętnie, choć i dość oszczędnie aranżowane.

Ciągłość

Jak wspomniałem, tuż obok wokalistki mieliśmy na scenie dziewiątkę świetnych instrumentalistów. Co prawda muzycznymi liderkami przedsięwzięcia były saksofonistki Juli Wood i Carolina Davis, jednak największe wrażenie robiły partie innego z saksofonistów - starego mistrza Ari Browna. Pięknie kontrował je trębacz Marquis Hill. Uwagę budziła sekcja rytmiczna, której ton nadawał Greg Artry za bogatym zestawem perkusyjnym. Mocno wspierał go, dodając całości kolorytu i odsyłając właśnie do kręgu tradycyjnych, zwłaszcza afrykańskich inspiracji, Calvin Deshon Newman, grający na bębnie. Ujmujące było zresztą świetne zespołowe współbrzmienie, na które składały się wysiłki wszystkich artystów.

Nie był to koncert, który odkrywałby nowe horyzonty, który kreowałby nowe muzyczne światy. Inna zresztą była idea: pokazanie ciągłości i aktualności dawnych koncepcji - muzycznych i społecznych. A to się niewątpliwie udało.

Festiwal Made in Chicago potrwa jeszcze do niedzieli. Przed nami koncerty, spotkania, warsztaty w Scenie Na Piętrze, Sali Wielkiej CK Zamek, ale też w Kontener Arcie czy na Dziedzińcu Urzędu Miasta.

Tomasz Janas

  • Made in Chicago: Hejnał Wolności, We are all born free
  • Stary Rynek, Scena na Piętrze
  • 25.05
Odwiedź także: