Zaglądnąć, co jest po drugiej stronie lustra - to może stać się fascynującą przygodą nie tylko dla małych, ale też dla całkiem dorosłych widzów. Przyjmowany gromkimi brawami spektakl jest bardzo efektowny wizualnie, cieszy barwną scenografią i zachwycającymi kostiumami oraz mnogością pomysłów choreograficzno-akrobatycznych. Szkoda, że warstwa muzyczna - monotonna i "nie pozostająca w uchu", a przede wszystkim zbyt ostro nagłośniona - nie przystaje do zaczarowanego klimatu przedstawienia.
Literacki pierwowzór Lewisa Carrolla zainspirował pomysłodawczynię całego przedsięwzięcia Annę Niedźwiedź do ukazania środkami teatralnymi "[...] podróży do krainy baśni, czarów, niesamowitych zdarzeń, a także opowieści o poszukiwaniu przyjaźni i własnej tożsamości, adresowanej do widzów w każdym wieku" - jak czytamy w rozmowie z reżyserką w programie spektaklu. Wydaje się jednak, że książkowa fabuła stała się tylko pretekstem do wykreowania widowiska, w którym przede wszystkim chodzi o pokaz tańca i ruchu scenicznego, a w mniejszym stopniu o treściowe i ideowe przesłanie. W każdym razie dla kogoś, kto "Alicji" nie czytał (lub mu nie czytano), historia dziewczynki - śniącej na jawie i przeżywającej nieprawdopodobne przygody - nie tyle stanie się klarowna, co raczej będzie feerią ładnych, kolorowych, ruchomych obrazków, scenek, sytuacji.
Tłum na scenie
Do realizacji "Alicji" Anna Niedźwiedź zaangażowała olbrzymi, ponadstuosobowy zespół złożony z zawodowych tancerzy, uczniów Szkoły Baletowej Anny Niedźwiedź, Niepublicznej Szkoły Sztuki Tańca i Szkoły Artystyczno-Akrobatycznej oraz Poznańskiej Szkoły Chóralnej Jerzego Kurczewskiego. Choreografia jest rezultatem pracy kilkunastu osób, co wprowadza duże urozmaicenie tanecznej stylistyki, czerpiącej zarówno z klasyki baletowej i tańca ludowego, jak i współczesnych form ruchu, łącznie z pantomimą i akrobacją. Najwyższy kunszt techniki i ekspresji scenicznej reprezentowali - niezwykle urodziwa Karolina Sierant (Królowa Kier i Biała Królowa) oraz nieprawdopodobnie sprawny i pełen ognistego temperamentu Viktor Davydiuk (Królik), oboje soliści poznańskiego Teatru Wielkiego. Wyróżniali się także - Marcin Herman (Kapelusznik), Adam Niedźwiedź (Jednorożec) i pełne wdzięku: Maria Kielan-Łopatin (Czerwony Ptak) oraz Ichigo Oguro (Ptak Dodo). Tytułowa Alicja w interpretacji Renaty Dąbkowskiej była - w moim odczuciu - dosyć bezbarwna, pasywna, zagubiona w zaczarowanym świecie, nie wierząca w siebie i swoją siłę, zbyt długo nieufna nawet wobec przyjaciół.
Zaczarowane obrazy
Bardzo efektowny, baśniowy obraz teatralny autorstwa Sławomira Wrembla (w konsultacji z Ryszardem Kają) wzbogacają sugestywne, wielobarwne, skrojone z przepięknych materii kostiumy, projektowane przez Renatę Dobkowską, Annę Niedźwiedź, Sławomira Wrembla i Ewę Tetlak. Mnie szczególnie uwiodły tęczowe Motylki, składająca się z kilkunastu robaczków zjadliwo-zielona, przezabawna Mała Gąsienica, krwistoczerwony, pełzający po scenie Krab oraz - niejako obowiązkowe w tej opowieści - Filiżanka i Czajnik. Piękny i poruszający wyobraźnię jest też teatr cieni, szkoda, że tak mało wykorzystany.
Urodzie sceny nie dorównuje - niestety - muzyka Gabriela Kaczmarka. Bardzo ostra rytmicznie, bez wyraźnie rozpoznawalnych melodii charakteryzujących najważniejsze postaci, warstwa muzyczna jest przede wszystkim bardzo głośna. Nieznośnie wzmocniona przez realizatora dźwięku grzmi w fortissimo tak, jak gdyby inne dynamiczne nasycenia nie istniały. A przecież tyle stanów emocjonalnych można wyrazić używając mniejszej ilości decybeli! Muzyka "Alicji", pozbawiona wdzięku i lekkości, stawała się monotonna, nużąca, a wokalne wstawki nie dodawały jej blasku, tym bardziej, że najczęściej były to pozbawione słów, niekończące się wokalizy. W takim kontekście może zadziwić charakterystyka twórczości Kaczmarka zamieszczona w programie: "wspólnym mianownikiem pomiędzy wszystkimi jego kompozycjami jest sugestywny emocjonalizm i postmodernistyczna polistylistyka odwołująca się do tradycji wszystkich epok. Każdy dźwięk posiada mnogość znaczeń kreowanych przy użyciu kodów kulturowych, nigdy nie pozostając pustym, pozbawionym sensu ozdobnikiem". A ja (i podejrzewam, że także reszta zgromadzonej na sali publiczności) w muzyce "Alicji" tego wszystkiego nie usłyszałam. Jednocześnie trzeba przyznać, że orkiestra - Sinfonietta Polonia, prowadzona przez swojego szefa Cheunga Chau, wykonała zadania artystyczne bez zarzutu, prezentując wysoki poziom instrumentalistów (m.in. bardzo dobre instrumenty dęte i harfa). Tyle, że satysfakcję z ich gry zagłuszały owe nieszczęsne decybele.
Pozostaje więc cieszyć oczy obrazem, ruchem, tańcem i obecnością na scenie tak dużej liczby utalentowanych tancerzy, adeptów baletu oraz akrobacji. Annie Niedźwiedź należy pogratulować pomysłu i determinacji oraz życzyć realizacji dalszych artystycznych zamierzeń. W planach teraz czas na "Królową Śniegu". Jestem pewna, że wdzięczna dziecięca publiczność na pewno nie zawiedzie!
Teresa Dorożała-Brodniewicz
- "Alicja w krainie czarów" - spektakl baletowo-operowo-akrobatyczny
- 25.09
- Teatr Wielki