I choć wielu się tego nie spodziewało, to właśnie teraz, po latach rockowego hałasu, ów hałas okazuje się zbędny. Zamiast ściany dźwięku - dialog. Zamiast prądu - słowo. Zamiast rockowego uderzenia - pulsująca cisza, która rezonuje równie mocno. Wydana pod koniec ubiegłego roku płyta "Mój trup jest większy niż twój" (2024) to prowokacja i wyznanie zarazem. A Luxtorpeda, choć zawsze była zespołem bezkompromisowym, tym razem idzie jeszcze dalej - i robi to bez ani jednego rozkręconego wzmacniacza, o czym przekonamy się niedługo na żywo.
Dla tych, którzy pamiętają początki Luxtorpedy, decyzja o akustycznym materiale może być małym szokiem. W końcu zespół wystartował z wielkim hukiem - "Autystyczny", "Wilki dwa" czy "Hymn" to petardy, które rozsadzały sceny klubów i festiwali, często bardziej niż niejeden metalowy skład. Z jednej strony była w nich punkowa rebelia, a z drugiej - potężna dawka liryki. Ale akustycznie? "Po śmierci, to może" - powtarzali przez lata. A jednak - oto są. Na "Mój trup jest większy niż twój" Luxtorpeda serwuje dziewiętnaście akustycznych wersji swoich utworów - zagranych na żywo podczas trasy Absolutnie Akustycznej. Ale to nie jest zwykłe unplugged. To surowy, szczery materiał, w którym muzyka staje się przestrzenią dla słowa, a nie odwrotnie. Gitary brzmią ciepło, ale nie tkliwie. Perkusja nie dudni - pulsuje. Bas prowadzi, nie pcha. A głosy Litzy i Hansa - bardziej odsłonięte niż kiedykolwiek wcześniej - wreszcie pozwalają usłyszeć każde słowo.
To płyta, której można słuchać na różne sposoby. W aucie - jasne. Podczas biegania - pewnie. Ale najpełniej działa ona w samotności. Gdzieś między kieliszkiem wina a własnym cieniem. Bo "Mój trup..." to coś na kształt duchowego autoportretu zespołu. A może nawet jego rozrachunku z przeszłością. Brak hałasu pozwala wsłuchać się w historie. W pytania. W wątpliwości. I właśnie tu ujawnia się geniusz tego albumu: nie polega on na braku prądu, tylko na obecności treści. Kiedy znikają gitarowe ściany, teksty wychodzą na pierwszy plan jak prawda po opadnięciu kurtyny. I trudno się od nich oderwać. Dla tych, którzy unikali zespołu przez zbyt ciężkie brzmienie - to również najlepszy możliwy punkt wejścia. I wreszcie: dla zespołu - to forma dojrzałości. Odwaga, by wyjść poza swój mit, który Luxtorpeda sukcesywnie budowała.
Po mocarnej, kipiącej analogową siłą "Omedze" (2022), dla której punkowy gniew i metalowy ciężar były fundamentem, nowy materiał wydaje się być niemal... medytacyjny. Ale nie mylmy go z melancholią. To nie jest płyta smutna - jest poważna. A to różnica. Jeśli "Omega" była jak rozżarzone żelazo rzucone w rzeczywistość, to "Mój trup..." jest jak spojrzenie na zgliszcza i pytanie: co teraz? Co zostało? Co ma sens? Hans i Litza - duet wokalny, który zbudował własny mikrokosmos znaczeń - w tej odsłonie brzmi, jakby siedział obok słuchacza. Nie ma dystansu. Nie ma póz. Są emocje, konkret i ludzka kruchość. Dlatego koncert w Poznaniu będzie celebracją innej twarzy Luxtorpedy. Nie tej scenicznej bestii z festiwali, która miażdżyła riffem i skandowała hasła razem z tłumem. Ale tej refleksyjnej, szczerej, zanurzonej w słowie. A jeśli ktoś sądzi, że brak mocy to brak siły - niech spróbuje zignorować cicho wypowiedziane zdanie, które trafia w samo serce. Przekona się, jak bardzo może się mylić.
Sebastian Gabryel
- Luxtorpeda
- 6.04, g. 17
- Aula Artis
- bilety: 119-139 zł
© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2025