Kultura Poznań.pl

Muzyka

opublikowano:

Muzyka nie zna podziałów

- Siedząc w orkiestronie muzycy mają poczucie, że jedynie akompaniują, że nie są numerem jeden. Uważam, że niezbędne jest wyciągnięcie orkiestry z kanału. I orkiestry powszechnie to robią. - mówi maestro Jacek Kaspszyk*, światowej sławy dyrygent, który poprowadzi sobotni koncert symfoniczny w Teatrze Wielkim.

. - grafika artykułu
fot. materiały prasowe

Rozmawiamy przed nadchodzącym koncertem w Teatrze Wielkim pod Pańską batutą. Zapowiada się niezwykle interesująco, ponieważ w programie usłyszymy wstęp do opery Lohengrin Richarda Wagnera, Cztery ostatnie pieśni Richarda Straussa i II Symfonię Roberta Schumanna. Dlaczego wybrał Pan akurat te utwory?

Lohengrin to pierwsza opera Wagnera, o której można powiedzieć, że jest skomponowana w stylu włoskim i w optymistycznym duchu. Z kolei Cztery ostatnie pieśni to testament Straussa. Testament cichy, dyskretny, nienarzucający się. Pojawia się w nim motyw z poematu Śmierć i wyzwolenie przekraczający granice bycia na tym świecie, stanowiący rozliczenie się z tym, w co Strauss był wplątany. II Symfonię napisał Schumann przed pobytem w szpitalu z powodu problemów psychicznych. Trudno znaleźć symfonię, która jest bardziej rygorystyczna formalnie, a ma tyle wspaniałych tematów oraz zawiera tyle optymizmu i szczęścia. Z drugiej strony trzecia część jest bardzo neurotyczna i osobista. Każdy z tych utworów ma w sobie coś podobnego, nie mówiąc już o tym, że Richarda Straussa nazwano drugim Wagnerem, bez którego nie mielibyśmy właściwie innych kompozytorów.

Czy muzyka Wagnera i Straussa ma dla Pana szczególne znaczenie?

Tak, bardzo dużo dyryguję Wagnera, którego kocham. Tak samo jak Mahlera czy Brucknera. Drugi z nich Wagnera wielbił, uważał go za geniusza całe swoje życie. Taki repertuar, oparty na niemieckim romantyzmie, zawsze był mi bardzo bliski. Podobnie jak druga szkoła wiedeńska, która powstała na muzyce Straussa i Mahlera.

Czy według Pana istnieje różnica między muzyką symfoniczną i operową?

Jako dyrygent nie wyobrażam sobie nie łączyć tych dwóch dyscyplin. Spektakl operowy musi mieć karby symfonicznej dyscypliny, natomiast muzyka symfoniczna powinna mieć dużo teatralności. Nie znam dyrygentów operowych, którzy tolerowaliby przypadkowość, czy wyczyny solistów. W operze szalenie ważna jest orkiestra, ponieważ cały dramat zawiera się w niej, w instrumentacji, nad którą kompozytorzy spędzali najwięcej czasu. Nie wyobrażam sobie opery w XIX-wiecznym wydaniu snującej się za wyczynami śpiewaków, gdzie orkiestra ma być jak najciszej, albo najlepiej, żeby jej w ogóle nie było. To co się dzieje między solistami ma odniesienie w orkiestrze. Cały spektakl operowy jest jak symfonia. Jedyna różnica jest taka, że orkiestra jest w kanale, a soliści na scenie.

Czy dla orkiestr operowych wykonywanie muzyki symfonicznej jest nowym, nietypowym wyzwaniem?

Siedząc w orkiestronie muzycy mają poczucie, że jedynie akompaniują, że nie są numerem jeden. Uważam, że niezbędne jest wyciągnięcie orkiestry z kanału. I orkiestry powszechnie to robią. Na przykład orkiestra Metropolitan Opery w Nowym Jorku, która przed COVIDem zawsze była lepszym i równiejszym zespołem niż New York Philharmonic. Miejmy nadzieję, że wróci do dawnej formy.

Sobotni koncert to nie jest pierwsza Pana wizyta w Poznaniu. Jakie są Pańskie wspomnienia związane z tym miastem?

Wspaniałe! Mój ojciec pochodził z Poznania, więc zawsze miałem trochę Poznania w domu i w uszach. Potem to miasto łączyło się ze wspaniałymi koncertami, na przykład z Festiwalem Czajkowskiego w 1981 roku, po którym opuściłem kraj. Moja pierwsza wizyta po wyjeździe, już w latach dziewięćdziesiątych, też miała miejsce w Poznaniu. Opera z kolei ma godne pozazdroszczenia tradycje, na czele z wielkim Walerianem Bierdiajewem. To zawsze było ważne miejsce i w Poznaniu spotykały mnie wyłącznie miłe rzeczy.

Za kilka dni wracamy do koncertów na żywo. Czy w związku z tym ma już Pan artystyczne plany na nadchodzący czas?

Przyznam szczerze, że nie wiem. Z Poznania miałem jechać do Hamburga, ale to się nie udało. Wracam do Londynu i tam być może pod koniec maja nastąpi otwarcie kultury. Trzymam kciuki, żeby tak było, lecz o planach w tym momencie wolałbym nie mówić.

Rozmawiał Paweł Binek

*Jacek Kaspszyk - czołowy polski dyrygent, laureat prestiżowego Konkursu Dyrygenckiego im. Herberta von Karajana. Debiutował w Operze Narodowej w Warszawie, był dyrektorem artystycznym Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia, Filharmonii Wrocławskiej i Filharmonii Narodowej. W latach 1998-2005, dyrektor artystyczny Teatru Wielkiego Opery Narodowej w Warszawie, a następnie Litewskiej Opery Narodowej w Wilnie (2006-2008). Współpracował z orkiestrami i teatrami operowymi w Wielkiej Brytanii, Niemczech, Francji, Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i Japonii. Autor uznanych nagrań płytowych.

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2021