Kultura Poznań.pl

Muzyka

opublikowano:

Dźwiękowy mikrokosmos

Tego wieczoru myśli podążały tylko za muzyką. Podczas inauguracji 74. sezonu artystycznego Filharmonii Poznańskiej, lśniła ona doprowadzającym do łez Agnus Dei Krzysztofa Pendereckiego, porywającym i nagradzanym ogromnymi oklaskami solistą Alexandrem Mielnikovem oraz triumfalną apoteozą beethovenowskiej symfonii.

. - grafika artykułu
fot. Antoni Hoffmann/ Filharmonia Poznańska

Afirmacją radości z rozpoczęcia nowego sezonu stały się więc burzliwe oklaski, które wypełniały Aulę UAM po każdym utworze. Wysłuchaliśmy bowiem dzieł kompozytorów różnych epok, poczynając od wyjątkowego dla nas w tym toku Krzysztofa Pendereckiego, przez XX-wiecznego symfonika Dmitrija Szostakowicza, aż na wiedeńskim klasyku - Beethovenie kończąc.

Najpiękniej wybrzmiało dla mnie Agnus dei z Polskiego Requiem Krzysztofa Pendereckiego w opracowaniu na 8 wiolonczel. Utwór ten w 1981 roku kompozytor skomponował ku pamięci kardynała Stefana Wyszyńskiego, jako część mszy żałobnej. Czytelność kompozycji sprawiła, że nie trudno było przekształcić ten utwór na obsadę czysto instrumentalną. Kilkadziesiąt lat później kompozytor postanowił tym samym utworem uczcić pamięć swojego przyjaciela wiolonczelisty. Podczas wykonania tego dzieła na inauguracji, jego przeszywający i żałobny charakter budował nastrój niewypowiedzianego piękna. Choć utwór ten to ukłon kompozytora w stronię wielowiekowej tradycji muzyki chóralnej, to jednak wydaje się, iż wersja na 8 wiolonczel zdecydowanie bardziej oddaje nastrój kompozycji. Aura mistycyzmu oraz niewymuszonej religijności bez słów obrazowała retoryczność oryginalnego tekstu. Piętnujące się kulminacje i spokojne oddechy muzyczne, jeszcze lepiej wyrażały uniwersalny język muzyczny, który krył się za dźwiękami Agnus Dei. Brzmienie wiolonczel doskonale ilustrowało patetyczny nastrój, podczas słuchania kompozycji publiczność mogła więc poczuć się po prostu "tu i teraz".

Żonglując emocjami

II Koncert fortepianowy F-dur op. 102 Dmitrija Szostakowicza to gatunkowy eklektyzm. Kompozytor napisał ten utwór dla swojego syna Maxima z okazji jego 19. urodzin. Koncert ten skrzy się tempem, melodyjnością i dowcipem. Choć nie ma on wielkich znamion wirtuozerii, to jest w nim coś takiego, że nie sposób oderwać od niego swojej uwagi. Szczególnie zachwyciła część II, a zatem odwołanie się kompozytora do tradycji muzyki rosyjskiej  oraz kreacja melancholijnej, spokojnej frazy. Część wolna przepełniona była liryzmem i subtelnością, a orkiestra niemalże płynęła za melodyjnością solisty. Z pewnością było to zasługą maestro Marka Pijarowskiego, który doskonale prowadził filharmoników, oddając nastrojowość kompozycji Szostakowicza. Część trzecia charakteryzowała się subtelnymi dialogami pomiędzy solistą a orkiestrą, jak również dawką dowcipu i groteski.

Szczególny zachwyt tego wieczoru wzbudził solista - Alexander Mielnikov, który niemalże żonglował emocjami publiczności. Pełen temperamentu pianista, swoją grą "zmuszał" słuchaczy do przeżywania każdego dźwięku. To artysta świadomy, silnie odzwierciedlający zapis nutowy, a także nadający mu znamię indywidualizmu. Milenikov, wywołany lawiną oklasków, wracał na estradę pięciokrotnie, z czego za czwartym razem, grając dla publiczności solo, ukazał całą paletę muzycznych barw, prezentując swoją grą impresjonistyczny obraz przebiegów dźwiękowych.

Scena nad strumykiem

VI Symfonia F-dur op. 68, zwana też pastoralną, to idea powrotu do natury. To jedno z nielicznych dzieł Beethovena, w którym zbliża się on do idei programowości, a zatem wyrażenia kategorii pozamuzycznych. Obecne w tej symfonii wątki pastoralne to wyidealizowany obraz życia wiejskiego i wiejskich zwyczajów. To inspiracja człowiekiem pierwotnym zaczerpniętym z filozofii Rousseau. Beethoven nie bez powodu wykorzystuje tutaj także tonację F-dur, jeszcze bardziej podkreślającą rustykalność kompozycji.

Dzieło to zostało skomponowane w 1808 roku. Symfonia podzielona została na pięć części, ilustrujących obraz XIX-wiecznej wsi. Część pierwsza to Obudzenie, czyli obraz beztroskiego pobytu na wsi z charakterystycznym, znanym publiczności tematem przewodnim. Część druga to Scena nad strumykiem, w której to słyszymy onomatopeiczne i ilustracyjne odgłosy płynącej i szemrzącej wody oraz stylizowane świergoczące ptaki, imitowane m.in. przez flet. To tutaj orkiestra pięknie obrazuje sielankową płaszczyznę, gra z niebywałą lekkością, kreując preromantyczne muzyczne pejzaże. Trzecia część to wiejska zabawa, a zatem potańcówka wsi XIX wieku ubrana w alfabet nut muzyki klasycznej. To w tej części słychać gwar muzyki ludowej, a orkiestra naśladuje brzmienie instrumentów ludowych m.in. dud. Część czwarta to najbardziej wyrazista ilustracja muzyczna. Burza jest synonimem zmysłowości i mroku, atmosferyczności, naturalistycznych błyskawic i grzmotów.

Wydaje się więc, że Beethoven korzysta tu z powszechnych środków wyrazu, jakimi są wzmocnienie apokaliptycznego nastroju chociażby przez instrumenty dęte. Orkiestra podążająca w tej symfonii za ręką maestro Marka Pijarowskiego, to orkiestra głęboko odczuwająca. Umiejącą przekazać zwiewność, subtelność i dużo muzycznej przestrzeni dla beethovenowskiego dzieła. Poruszanie się po muzycznych płaszczyznach dynamicznych, pełnych kulminacji i dialogów pomiędzy sekcjami instrumentalnymi stanowi o sile orkiestry poznańskiej filharmonii. Wsłuchując się ten muzyczny obraz, życzyłabym sobie samych takich poranków i przebudzenia. Czasami brakowało jedynie większej wyrazistości wykonania, które uczyniłyby dzieło Beethovena jeszcze bardziej sugestywnym.

Czwartkowy koncert to hołd nie tylko wobec wybitnego Beethovena, w przypadającą w tym roku 250 rocznicę urodzin kompozytora. To również wspomnienie pamięci o Krzysztofie Pendereckim, który odszedł od nas w ciszy i izolacji. Koncert ten wymusił na nas pewnego rodzaju zatrzymanie się i skierowanie swoich emocji jedynie na muzyczny mikrokosmos, tak aby skupić swe myśli wyłącznie na harmonii pomiędzy muzyką a resztą świata.

Katarzyna Nowicka

  • Inauguracja 74. sezonu artystycznego Filharmonii Poznańskiej - koncert z cyklu Beethoven nasz współczesny. Gwiazdy światowych estrad
  • Aula UAM
  • 8.10

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2020