W Polsce Ludowej inicjatywy realizowane przez aktywistów Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej i powiązanych z nią działaczy społecznych, bardzo często uzasadniane były chęcią wsparcia dla linii realizowanej przez partię i jej najwyższych przedstawicieli. Dotyczyło to zarówno jednorazowych działań, jak i kilkuletnich planów, uwielbianych przez PRL-owskich strategów. Propagandowe wsparcie obejmowało nie tylko działania w kraju, ale też na arenie międzynarodowej, dając w ten sposób złudzenie samodzielności Polski w polityce dyplomatycznej, choć dla wszystkich było jasne, że dyplomacja PRL jest jedynie przedłużeniem tej radzieckiej.
Generał "pobłogosławił"
W październiku 1985 roku Społeczny Komitet Budowy Parku-Pomnika Braterstwa Broni i Przyjaźni Polsko-Radzieckiej na Cytadeli podjął uchwałę o budowie Dzwonu Pokoju i Przyjaźni Między Narodami, a jako jedną z przesłanek takiej decyzji wskazano chęć upamiętnienia wystąpienia generała Wojciecha Jaruzelskiego podczas jubileuszowej Sesji Zgromadzenia Ogólnego Narodów Zjednoczonych, o czym w specjalnym liście poinformował generała przewodniczący Społecznego Komitetu Edward Stachowiak. Dlaczego właśnie do tego wydarzenia odwołali się inicjatorzy budowy Dzwonu Pokoju? Jaruzelski występując (27 września 1985 roku) podczas 40. Sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ, był jednym z wielu mówców - przywódców państw. Jednak dla propagandystów PRL-u było to symboliczne wyjście z izolacji międzynarodowej po okresie stanu wojennego i kolejny argument za normalizacją sytuacji w kraju, w rzeczywistości iluzoryczną jak wiele innych aspektów życia w tamtym czasie.
Przypodobanie się Jaruzelskiemu nie było jedynym powodem decyzji o budowie Dzwonu Pokoju, a po prostu wpisywało się w szerszą narrację państw bloku komunistycznego, które uczestnicząc aktywnie w wyścigu zbrojeń, jednocześnie kreowały siebie na głównych obrońców pokojowego współistnienia.
Niespełna miesiąc po wystosowaniu listu, Komitet Budowy otrzymał odpowiedź - nie od samego Jaruzelskiego, ale od wiceministra obrony narodowej i szefa Głównego Zarządu Politycznego Wojska Polskiego, gen. broni Józefa Baryły. "Ze wzruszeniem przyjęliśmy wiadomość o zainicjowaniu przez Was czynu społecznego dla poparcia polskiego głosu na czterdziestej jubileuszowej sesji Zgromadzenia Ogólnego Narodów Zjednoczonych" - pisał gen. Baryła i gratulował inicjatywy budowy Dzwonu Pokoju. Po takim "namaszczeniu" ze strony rządzącej krajem komunistycznej generalicji, nie pozostało nic innego, jak ostro zabrać się do realizacji ambitnego zadania.
Nieprzypadkowe terminy
Lokalizację wybrano w pobliżu Alei Republik, biorąc pod uwagę między innymi to, by dźwięk dzwonu był jak najlepiej słyszalny. Wyznaczono daty wmurowania aktu erekcyjnego na 21 lipca 1986 roku i odsłonięcia całej konstrukcji na 11 października 1986 roku. Zgodnie z jedną z wielu "świeckich tradycji" tamtego czasu, daty nie były przypadkowe. Akt erekcyjny miał być wmurowany w przeddzień święta państwowego PRL (ogłoszenie manifestu Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego 22 lipca 1944 roku), a odsłonięcie w przeddzień święta Ludowego Wojska Polskiego przypadającego w rocznicę bitwy pod Lenino (12 października 1943 roku - chrzest bojowy 1. Polskiej Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki). "Gazeta Poznańska" pisała o uznaniu i szerokim poparciu dla inicjatywy ze strony mieszkańców Poznania i całej Wielkopolski oraz podawała numer konta do wpłat na rzecz budowy Dzwonu Pokoju. Nie trzeba chyba dodawać, że oba terminy zostały dotrzymane przy zaangażowaniu wszelkich sił i środków, a tymi monopolistyczna władza mogła swobodnie dysponować. Proces powstawania samego dzwonu jak i jego konstrukcji został bardzo szczegółowo opisany w "Kronice Miasta Poznania" nr 4/1987, w artykule Zdzisława Nowickiego, z którego korzystałem pisząc ten tekst.
Odsłonięcie w Poznaniu, szczyt w Rejkjaviku
Uroczyste odsłonięcie Dzwonu Pokoju odbyło się z licznym udziałem delegacji państwowych, partyjnych, wojskowych, kombatanckich, czy szkolnych, ale pojawili się także przedstawiciele duchowieństwa - katolickiego, protestanckiego i prawosławnego. Obecny był - co wówczas oczywiste - konsul generalny Związku Radzieckiego Iwan Bojko, ale również konsul Stanów Zjednoczonych Mary Rose Brandt. W oficjalnym przemówieniu sekretarz Komitetu Wojewódzkiego PZPR Stanisław Piotrowicz, mówiąc o polskich inicjatywach pokojowych wymieniał: Władysława Gomułkę, Wojciecha Jaruzelskiego, Adama Rapackiego i... Karola Wojtyłę. Zważywszy na moment historyczny taka retoryka ze strony komunistycznych władz miała - z ich punktu widzenia - swoje uzasadnienie. W drugiej połowie lat 80. XX wieku władze PRL starały się łagodzić swój wizerunek i stwarzać wrażenie, że starają się dążyć do porozumienia z różnymi grupami społecznymi oraz otwierają się na Zachód (oczywiście z zachowaniem monopolu PZPR). Z jednej strony wynikało to z chęci łagodzenia nastrojów społecznych w związku z coraz trudniejszą sytuacją ekonomiczną. Drugim powodem było zapewne dostosowywanie się do nowej linii politycznej Kremla, gdzie od ponad roku władzę sprawował Michaił Gorbaczow, realizując "Pieriestrojkę" i stopniowo odchodząc od dogmatycznego stylu rządów swoich twardogłowych poprzedników.
Dodatkowo dzień odsłonięcia Dzwonu Pokoju w Poznaniu zbiegł się z pierwszym dniem spotkania na szczycie w Rejkjaviku między właśnie przywódcą Związku Radzieckiego Michaiłem Gorbaczowem a prezydentem Stanów Zjednoczonych Ronaldem Reaganem. Do tego wydarzenia w przemówieniu nawiązał z kolei Przewodniczący Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej Tadeusz Czwojdrak: "Życzymy obydwom mężom stanu, by osiągnęli porozumienie w najważniejszej dla ludzi całego świata sprawie: określenia drogi do ogólnoświatowego, trwałego pokoju".
Choć spotkanie w Rejkjaviku nie doprowadziło jeszcze do przełomu w negocjacjach nad kontrolą zbrojeń jądrowych, to okazało się początkiem sekwencji wydarzeń, które doprowadziły do obniżenia napięcia zagrożenia światowym konfliktem nuklearnym (narastającym od początku lat 80. XX wieku). Rozmowy w stolicy Islandii okazały się początkiem końca tamtej "zimnej wojny", a w konsekwencji upadku systemu, którego reprezentanci w Poznaniu zbudowali Dzwon Pokoju. Można powiedzieć, że życzenia pokoju na świecie wyrecytowane pod Dzwonem Pokoju partyjnych notabli lokalnego szczebla spełniły się, choć w formie, której oni sami raczej nie oczekiwali.
Kiedy bije dzwon?
Poznański Dzwon Pokoju był trzecim na świecie tego rodzaju obiektem po Hiroszimie i Nowym Jorku. Został odlany w pracowni ludwisarskiej Saturnina Skubiszyńskiego w Poznaniu, zaś autorem projektu obiektu był plastyk miejski Jerzy Nowakowski. Ważący 850 kilogramów dzwon o średnicy 102 cm znajduje się na szczycie 16-metrowego pomnika (sam dzwon zawieszony jest na wysokości 10 metrów). U stóp pomnika wmurowana jest tablica ze skromnym i prostym napisem "DZWON POKOJU I PRZYJAŹNI MIĘDZY NARODAMI 1986". Na jego sercu umieszczono bogatą ornamentykę oraz wizerunki gołębi - symboli pokoju. Po 1989 roku Dzwon wraz z monumentem ominęły działania dogmatycznych dekomunizatorów, którzy najchętniej wymazaliby z przestrzeni publicznej wszystko co powstało przed upadkiem Polski Ludowej. Zresztą w samej konstrukcji poznańskiego Dzwonu Pokoju próżno szukać symboliki nawiązującej do ideologii obowiązującej w momencie historycznym w którym powstał, dlatego zapewne wielu młodych ludzi może wcale nie skojarzyć go z czasami PRL.
Cały obiekt jest na bieżąco konserwowany i znajduje się w bardzo dobrym stanie. Jego dźwięk rozbrzmiewa kilka razy w roku, zazwyczaj w samo południe, podczas wyjątkowych okazji, świąt oraz ważnych dat historycznych, na przykład: 23 lutego (rocznica zakończenia walk o Poznań), 3 maja (święto Konstytucji), 8 maja (rocznica zakończenia II wojny światowej), 28 czerwca (rocznica Poznańskiego Czerwca), 6 sierpnia (Dzień Dzwonów Pokoju na Świecie w Hiroszimie), 1 września (rocznica wybuchu II wojny światowej), 11 września (rocznica zamachów terrorystycznych WTC), 11 listopada (Święto Niepodległości), 27 grudnia (rocznica wybuchu Powstania Wielkopolskiego).
Pokój Wam
40 lat pod odsłonięciu Dzwonu Pokoju na Cytadeli można odnieść wrażenie, że świat wrócił do punktu wyjścia, a napięcie i zagrożenie globalnym konfliktem zbrojnym jest nie mniejsze niż w połowie lat 80. XX wieku. Z tą różnicą, że na Kremlu nie rządzi człowiek pokroju Gorbaczowa, a wręcz jego osobowościowe przeciwieństwo, zaś na lokatora Białego Domu też nie można liczyć. Oby do tragicznych rocznic które wyznaczają bicie dzwonu nie trzeba było nigdy dodawać nowych. Oby Cytadela była już zawsze miejscem spacerów i zadumy, a nigdy więcej miejscem bitew. Niech poznański Dzwon Pokoju bije zawsze ku pamięci, nigdy na trwogę.
Mateusz Malinowski
© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2026