W ramach "reCYAN" (2026) cały materiał został nagrany od początku i stał się osią trasy obejmującej ponad 30 koncertów. W najbliższą niedzielę dotrze ona do Tamy, gdzie obok "Władzy", "Roszpunki", "Klepsydry" czy monumentalnej "Ciszy w jej domu" zabrzmią utwory z całej, prawie czterdziestoletniej już historii grupy, w tym z ubiegłorocznego "Argento" (2025).
A wszystko rzeczywiście zaczęło się od wina. Kiedy założony w Warszawie w styczniu 1988 roku zespół szukał jeszcze dobrej dla siebie nazwy, Zbigniew Bieniak miał podsunąć kolegom słowo znalezione na butelce marki Klosterkeller. Anja Orthodox - gotycka femme fatale, już wtedy charakterna i charakterystyczna postać polskiej sceny muzycznej - dobrze znała zresztą ten trunek z osiemnastych urodzin gitarzysty grupy, zakończonych podobno wyjątkowo intensywną degustacją... Literę "K" zamieniono później na "C" - według jednej z ulubionych anegdot wokalistki także po to, by nazwa kapeli trafiała wyżej w alfabetycznych zestawieniach.
Pierwszy skład Closterkellera oprócz Orthodox tworzyli Przemysław Guryn, Jacek Skirucha, Tomasz "Wolfgang" Grochowalski i Grzegorz Tomczyk, a muzyczne początki grupy były mocno zanurzone w zimnej fali i post-punkowych brzmieniach. Jak wspominała później Anja, ćwiczyła śpiew do nagrań gotyckich legend w rodzaju Xmal Deutschland i Siouxsie And The Banshees, co wydaje się całkiem logiczną genealogią jej unikalnego głosu - teatralnego, chłodnego, momentami bardzo drapieżnego, a chwilę później przechodzącego w delikatne, niemal eteryczne frazowanie.
Tempo pierwszych sukcesów grupy było imponujące. Zaledwie rok po powstaniu Closterkeller został jednym z laureatów festiwalu w Jarocinie, wcześniej zdobywając wyróżnienia na kolejnych przeglądach, między innymi Rock Pokoju, Rock pod Chełmcem czy Odjazdach. Album "Purple" (1990) pozwolił grupie wyjść poza ten konkursowo-klubowy początek, a dwa lata później "Blue" (1992) pokazał już zespół wyraźnie gotowy na znacznie więcej. Jak łatwo domyślić się po tytułach wspomnianych płyt, każda kolejna otrzymywała swój kolor, a wraz z nimi zmieniała się również barwa samej muzyki.
Tak oto późniejszy "Violet" (1993) mocniej skierował się ku cięższym brzmieniom, a "Scarlet" (1995) doprowadził Closterkeller do już zdecydowanie bardziej metalowej postaci. Warto dodać, że był to moment, w którym w składzie znajdowali się już Paweł Pieczyński, Krzysztof Najman i Piotr "Posejdon" Pawłowski - muzycy, z którymi Orthodox zbudowała jedno z najbardziej charakterystycznych wcieleń zespołu. Gotycka atmosfera spotykała się tu z hard rockiem, metalem i przestrzennym, nieco psychodelicznym klimatem, tworząc idealne, niejednorodne tło dla głosu Anji.
Po premierze "Scarlet" można było spodziewać się, że kolejnym ruchem grupy będzie dołożenie jeszcze większej porcji gitarowego ciężaru, ale Closterkeller wybrał zupełnie inny kierunek. "Cyan", którego premiera odbyła się wiosną 1996 roku, zaskoczył fanów śmiałą elektroniką, wykorzystaniem samplerów i rozbudowanymi partiami instrumentów klawiszowych, które dodawały kompozycjom wielowymiarowości. Zespół zachował swoją rockowo-metalową masę, choć środek ciężkości wyraźnie przesunął się w stronę tajemniczej aury.
Przykład "Cyan" świetnie pokazuje, jak trudno zamknąć Closterkellera wyłącznie w gotyckiej szufladzie. Patrząc na dyskografię zespołu z lotu ptaka - a jest na co, mając na uwadze jedenaście albumów z premierowym materiałem - widać, jak eklektyczny to katalog. Można znaleźć w nim zarówno cold wave, post-punk i metal, jak i psychodelię, pop-rock, akustyczne ballady, brzmienia industrialne, a nawet wyraźnie orientalne. W przypadku "Cyan" ten gatunkowy rozrzut stał się wręcz główną zasadą.
Pisząc o tym albumie, najłatwiej zacząć oczywiście od "Władzy", bo to właśnie ona stała się jego największym przebojem. Utwór zadebiutował na Liście Przebojów Programu Trzeciego pod koniec marca 1996 roku i spędził na niej czternaście tygodni, docierając aż do piątego miejsca. Piosenka - z wyjątkowo bezpośrednim politycznym tekstem, w którym władza działa niczym narkotyk: fascynuje, obiecuje, budzi lęk i uzależnia - nomen omen uzależniła od siebie znacznie szerszą publiczność niż tylko fanów ciężkiego grania.
Drugim mocno społecznym momentem tej płyty jest pamiętny "Zmierzch bogów", a później zaczyna się już prawdziwy stylistyczny slalom - od przebojowej "Ziemi obiecanej", przez rozbudowany i senny tytułowy "Cyan", mechaniczną "Klepsydrę", przewrotnie lekki "Smutek spełnionej baśni" i żartobliwe "Senne macanki", aż po "Roszpunkę", w której baśń od początku prowadzi w wyjątkowo ciemny zaułek. Na drugim krańcu płyty znajduje się tymczasem "Cisza w jej domu" - ponad siedem minut budowania napięcia, ciężaru i przestrzeni, bliźniaczka "Ciszy w moim domu", za produkcję której odpowiadała Edyta Bartosiewicz, zresztą także śpiewająca z Anją w utworze. W sesjach do "Cyan" brała też udział imponująca grupa klawiszowców: Tomasz "Mech" Wojciechowski, Dariusz Boral, Maciej Możdżeń, Romuald Kunikowski, Stanisław Bokowy i Michał Rollinger. Ten ostatni trzy dekady później wraca do "Cyan" już jako członek obecnego składu grupy.
Ciekawostką było również samo wydanie płyty. Wersja CD zawierała ścieżkę multimedialną przeznaczoną dla komputerów, co w połowie lat 90., gdy napęd CD-ROM dopiero stawał się powszechniejszym elementem domowego peceta, należało w Polsce do pomysłów pionierskich.
Zresztą nawet sam tytuł albumu świetnie koresponduje z jego charakterem. Cyjan jest kolorem mocno zakorzenionym w świecie cyfrowego obrazu, a jednocześnie przywołuje skojarzenie z silnie trującym związkiem chemicznym. Ta dwuznaczność idealnie pasuje do świata tekstów Orthodox - piękno i toksyczność, miłość i obsesja, baśń i okrucieństwo od zawsze stoją w jej pisaniu bardzo blisko siebie. Temu romantyzmowi daleko do niewinnej historii o księżniczce zamkniętej w wieży.
Teraz grupa postanowiła odnowić wizję tej płyty i podarować nam "reCYAN". Zespół zachował szkielety dawnych kompozycji, ich melodie, dramaturgię i charakterystyczny chłód, ale przepuścił je przez dzisiejsze brzmienie - pełniejsze, bardziej selektywne i zdecydowanie potężniejsze w gitarowych fragmentach. Największa różnica pojawia się oczywiście w głosie Anji - niższym, bardziej chropowatym i znacznie cięższym emocjonalnie, przez co "Roszpunka", "Cyan" czy "Cisza w jej domu" zyskują jeszcze bardziej gorzki posmak. Całość pozostaje przy tym zaskakująco wierna duchowi pierwowzoru. Zespół sprawdza po prostu, jak te same piosenki funkcjonują trzy dekady później w rękach muzyków znajdujących się już w zupełnie innym miejscu. Po ostatnim takcie odpowiedź wydaje się jasna - "Cyan" zdecydowanie zasługiwał na takie drugie życie.
Closterkeller zaczynał jeszcze przed upadkiem PRL-u, przeżył Jarocin, wielki fonograficzny boom ostatniej dekady XX wieku, erę CD, rozkwit polskiego gotyku i metalu, kryzys rynku płytowego oraz streamingową rewolucję, po drodze dzieląc scenę z takimi gigantami jak Jethro Tull, Cocteau Twins, Clan of Xymox czy Paradise Lost. Wychował też co najmniej kilka pokoleń publiczności, które do dziś spotykają się pod jedną sceną. Bo cyjan wciąż ma dokładnie ten sam kolor. W Tamie będzie można przekonać się, jak mocno potrafi zatruć.
Sebastian Gabryel
- Closterkeller, "30 lat albumu Cyan"
- 11.10, g. 19
- Tama
- bilety
© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2026