Kultura Poznań.pl

Kultura

opublikowano:

KOŁONOTATNIK. Długa droga, trudna historia

Tym razem miało być więcej dramatyzmu, chociaż jakiś deszcz albo wiatr. Skończyło się na burzliwych... historiach miejsc, do których dotarliśmy. Wszystkie na północ od Poznania.

.
Zajazd Pod Złotą Gwiazdą, Golęczewo, ul. Dworcowa 46 (d. 35), fot. Ewa Jermakowicz/Wikipedia

Bogdanka jest największym lewobrzeżnym dopływem Warty na terenie miasta, liczy ponad 11 km. Pod koniec czerwca performer Mateusz Kowalczyk zdecydował, że ją przepłynie kajakiem zbudowanym z plastikowych butelek. Chciał opowiedzieć jej historię (podsumowanie projektu Dzikie strumienie dostępne jest na stronie Festiwalu Malta). Ta spisana przeze mnie - z perspektywy rowerowego siodełka, jest zgoła inna. Bo gałęzie nie były mi straszne. A wodery niepotrzebne. Nie musiałam też dźwigać roweru (Kowalczyk przeniósł na głowie kajak przez park Sołacki).

Zatopiona historia

Jak najłatwiej (ale też, żeby było ciekawie) dojechać z Wildy na północ Poznania? Kierujemy się na dworzec główny PKP i dalej ścieżką rowerową wzdłuż al. Niepodległości. Za akademikiem Hanka skręcamy w lewo, w ul. Nowowiejskiego. Aleja Wielkopolska doprowadzi nas do parku Adama Wodziczki, rosną tam okazałe klony, ale też lipy, dęby i topole. A na horyzoncie wspomniany już park Sołacki, w jego centrum wielki staw. Od tej chwili pilnujemy już zielonego szlaku, na trasie Doliny Bogdanki m.in. Rusałka i Strzeszynek (drugie kąpielisko przywitało nas tańszą kawą dla rowerzystów, ponadto wciąż zastanawiam się, dlaczego nie zabrałam ze sobą stroju kąpielowego, bo przejrzysta woda naprawdę kusiła). Nad Rusałkę prowadzi leśna droga, potem jest już szuter. Trudności jakichkolwiek brak, no najwyżej przyczepić się mogą komary.

Miało być wakacyjnie i plażowo (na terenie Strzeszynka można jak zawsze obejrzeć plenerową galerię obiektów artystycznych - Visual Park czynny jest codziennie od g. 10 do zmroku), ale nie mogę udawać, że nie pamiętam historii tych kąpielisk! Bo z żydowskich nagrobków zbudowane są zapory na Strzeszynku, chroniące przyjeziorną łąkę przed zalewami. Pochodzą z przedwojennego cmentarza przy ul. Głogowskiej. Ponadto w minionym roku niski poziom wody w Rusałce oczom spacerowiczów ukazał fragmenty zatopionych nagrobków. Dziś wiemy, że trafią one na jeden z cmentarzy żydowskich, trwają też rozmowy, co zrobić z macewami, które okalają brzegi akwenu. Rusałka powstała w czasie II wojny światowej z rozkazu okupanta niemieckiego. A prace przy budowie jeziora wykonywali więźniowie obozów pracy.

Wzorcowa wieś

Poruszamy się dalej zielonym szlakiem. Dojeżdżamy do Kiekrza (tamtejsze plaże jednak ominęliśmy) i kierując się na północ, przejeżdżamy przez kilka urokliwych wsi w dolinie Samicy, np. Pawłowice z pięknymi łąkami (widzieliśmy bocianią rodzinę, wyglądało to tak, jakby maluchy uczyły się właśnie latać), mijamy Sobotę. Golęczewo natomiast zasługuje na osobny tekst. Bo wieś ta nas oczarowała i aż dziw, że nie była celem samym w sobie naszej wyprawy. Z pozoru zwyczajna, ma niesamowitą historię. Golęczewo, o czym możemy przeczytać na tablicach informacyjnych w jego centrum, jest "murowanym dokumentem historii", świadectwem zabudowy kolonizacji niemieckiej z lat 1902-1906 w Wielkopolsce. To tzw. wzorcowa wieś pruskiej komisji osadniczej. Część Golęczewa, począwszy od stacji kolejowej po skrzyżowanie z ul. Tysiąclecia i Lipową, została zaprojektowana tak, by stanowić spójny organizm, choć każdy z budynków wzorowany był na innym stylu, charakterystycznym dla wybranych niemieckich landów. Obecnie na jej terenie znajduje się blisko 50 obiektów wpisanych do rejestru zabytków, choć część z nich została przebudowana. Inne z kolei wciąż czekają na remont. Nie sposób nie zauważyć np. niewielkiej remizy, gdzie kiedyś "od świtu do nocy tętniło życie", albo gospody Pod Złotą Gwiazdą, którą cechuje mansardowy dach z naczółkowo wykończonymi szczytami.

Przyszłych mieszkańców tzw. wzorcowej wsi starannie wybierano. Przeważali reemigranci z Bośni i Slawonii. Ale mieszkali tam też Niemcy, m.in. z Badenii, Śląska, Hanoweru, Saksonii i Galicji. Byli to gospodarze, rzemieślnicy i robotnicy, z czasem wszyscy ewangelicy, dla których utworzono parafię w pobliskim Chludowie. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości mieszkańcy Golęczewa zobowiązani zostali do opowiedzenia się za Polską albo Niemcami.

Golęczewo to świetny kierunek na wycieczkę z dzieckiem, polecam stronę, z której można ściągnąć grę. Postępując zgodnie z instrukcją, jej uczestnicy mogą zdobyć specjalną odznakę krajoznawczą.

Kolejno (do pokonania ruchliwa S11) minęliśmy Złotkowo (ścieżka na granicy poligonu), zahaczyliśmy też o torfowiskowy rezerwat Gogulec. Konwalie co prawda przekwitły, ale i tak warto! Bo można trafić na 129 innych gatunków roślin, 37 mchów, w tym 15 torfowców. Oczywiście są też bezkręgowce, płazy i gady. Ptaki rzecz jasna śpiewają, spotkać można nawet nietoperza i bobra (one z kolei milczą).

Poligon i meteoryty

W końcu wjechaliśmy na trasę Pierścienia Rowerowego Poznania, który przebiega przez teren poligonu w Biedrusku. Trasa Złotniki-Biedrusko otwarta jest dla rowerzystów w soboty i niedziele, w dni ustawowo wolne od pracy, o ile na terenie poligonu nie ma ćwiczeń. Można z niej nieco zboczyć i zobaczyć m.in. pomnik ofiar faszyzmu w Łagiewnikach, ruiny kościoła oraz sfabrykowane ruiny zamku w Chojnicy (dostały rolę w Ogniem i mieczem Jerzego Hoffmana). Jadąc żółtym szlakiem, zwróćcie uwagę na to, z czego zrobione są znaki. Namalowano je na równo przyciętej korze z brzozy, rozwarstwione wyglądają jak książki.  

Powrót, rzecz jasna, przez Morasko i Rezerwat Meteorytów, dalej Naramowice. Trochę tam pobłądziliśmy, bo inaczej sobie wyobrażałam ten kawałek Nadwarciańskiego Szlaku Rowerowego. Oznaczony jest średnio (nawet bardzo), tak że uważajcie! Poczułam tego dnia te przebyte 70 km. Ha, nawet dwa dni później...

Monika Nawrocka-Leśnik

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2020