Jej twórca Johannes Simon Mayr, znany bardziej pod zwłoszczonymi imionami Giovanni Simone, był cenionym kompozytorem. Dziś rzadko mamy sposobność posłuchać jego oper, a tych napisał prawie 70. Pochodził z Bawarii, gdzie uczył się gry na instrumentach i wydał swoje pierwsze utwory. Dzięki wsparciu barona Thomasa von Bassusa w 1789 roku rozpoczął naukę we Włoszech, z którymi związał się na stałe. Jako kompozytor operowy zadebiutował w Wenecji. Szybki sukces sprawił, że zamówienia płynęły do niego z całych Włoch, doceniano go także poza ich granicami. Pracował szybko: rok w rok tworzył po kilka oper, w kolejnych latach otworzył także szkołę muzyczną w Bergamo. Jednym z jego uczniów był późniejszy mistrz włoskiej opery Gaetano Donizetti. Mayr zmarł w 1845 roku i jego sława uległa zapomnieniu.
Życie Mayra przypadło na okres wielkich muzycznych zmian. W umysłach twórców kwitły idee romantyzmu, zmieniała się rola kompozytora w społeczeństwie (z rzemieślnika na służbie na natchnionego geniusza), w przeszłość odchodziły dawne wzorce. To czas przełomu, który przejawia się także w twórczości Mayra. Włoska opera XVIII wieku była już sztuką skostniałą, uwięzioną w wywodzących się jeszcze z baroku strukturach i konwencjach. Kompozytor przejął z niej środki wyrazu, ale wniósł też wyczucie na narracyjną rolę brzmienia instrumentów i ekspresję. Sztywny barokowy schemat fabularny uległ rozluźnieniu na rzecz płynniejszej dramaturgicznie akcji. Mayr ograniczył ilość wirtuozowskich arii postaci drugoplanowych, dbając jednocześnie o emocjonalną głębię bohaterów. Był jednym z poszukiwaczy nowych rozwiązań, z których część weszła później na stałe do XIX-wiecznej opery włoskiej.
Wśród jego licznych oper znajduje się "Verter", skomponowany około 1796 roku. Autorem libretta jest Antonio Simeone Sografi, który oparł je na swojej wcześniejszej scenicznej adaptacji "Cierpień młodego Wertera". Opera doczekała się różnych przeróbek, natomiast dwójka włoskich badaczy, Luca Bianchini i Anna Trombetta, odnalazła w Konserwatorium Muzycznym w Mediolanie sygnowany ręką kompozytora rękopis. Właśnie tę najstarszą wersję słyszymy na płycie Filharmoników Poznańskich. Lecz uwaga - ci, którzy spodziewają się romantycznych porywów i wielkiej rozpaczy będą zaskoczeni. W przeciwieństwie do najsłynniejszej operowej adaptacji "Wertera", spod ręki Julesa Masseneta, to nie rozrywający serce romantyczny dramat, a... farsa.
Kluczową postacią jest nie Werter (pod zwłoszczonym imieniem Verter), a Giorgio - podobnie jak tytułowy bohater zakochany w Carlottcie, ale przez nią odrzucony. Rozsiewa więc pogłoskę, że Carlotta zdradziła męża, Alberta. Prawie dochodzi do rozlewu krwi, ale udaje się sytuację wyjaśnić i załagodzić. Triumfuje przyjaźń i lojalność. Z jednej strony historia ma swój ciężar - Verter jest wciąż beznadziejnie zakochany, a fałszywa plotka ściąga na bohaterów realne zagrożenie - z drugiej znajdziemy w niej wiele elementów z tradycji neapolitańskiej opery komicznej. Są tu sytuacyjne żarty i nieporozumienia. Pojawia się obowiązkowa w tym gatunku dwójka służących. Sługa Vertera, Ambrogio, utyskuje na swój ciężki los u pana, który z miłości traci głowę; Paolina, służąca Carlotty, pełna jest energii i praktycznego zmysłu, co słychać najlepiej w jej uroczym polonezie. Nie brak także lubianego przez librecistów oper komicznych wyzywania się od łobuzów i kanalii. Całość podszyta jest lekkim kiczem.
Na nagraniu, zrealizowanym przez poznańską Filharmonię na 29. Wielkanocnym Festiwalu Ludwiga van Beethovena w 2025 roku, wyróżnia się właśnie humor i wyczucie stylu. Łukasz Borowicz dyrygował z lekkością i smakiem, a interpretacja zawiera typowe dla Mayra łączenie stylów: z jednej strony słychać mozartowską lekkość i elegancję, z drugiej żywy puls włoskich komedii. Orkiestra brzmi jasno, wyróżniają się z niej stylowe sola oboju i fagotu. Obsada pozostawia mieszane odczucia. Verter musi cierpieć nawet w komedii: Krystian Adam Krzeszowiak w tej roli przeżywa miłosne katusze z dużą egzaltacją, co wyróżnia go na tle twardo stąpających po ziemi pozostałych postaci. Tomasz Kumięga (Giorgio) śpiewa soczystym i giętkim basem i udanie rysuje portret negatywnego bohatera. Zuzanna Nalewajek zachwyca ciepłym, wyrównanym głosem, biegłością koloratur oraz dużą wrażliwością w solowej arii Carlotty "Placa quell'ira ingiusta". Katarzynie Drelich problem sprawiły koloratury w partii Paoliny. Trzeba jednak zaznaczyć, że to partia na głos lżejszy i bardziej biegły niż ten, którym śpiewaczka dysponuje.
Najnowsza operowa płyta Filharmonii to nie tylko kolejne nagranie utworu spoza kanonu. Album daje obraz kulturowego fermentu, który miał miejsce w Europie na przełomie XVIII i XIX wieku. Gra z literackim pierwowzorem i muzyczny eklektyzm mogą zaskoczyć, ale wpuszczają trochę oddechu w obraz najsłynniejszej historii miłosnej romantyzmu. A odrobina śmiechu jeszcze nikomu nie zaszkodziła.
Paweł Binek
- Giovanni Simone Mayr, "Verter"
- wyd. Filharmonia Poznańska
© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2026