W ramach Twojej wystawy możemy oglądać tylko i aż jedną pracę. Czy mogłabyś opowiedzieć o procesie powstawania instalacji "Chronione częstotliwości"?
Na początku ramę piaskownicy wypełnioną popiołem chciałam stworzyć z porcelany, ale okazało się to niemożliwe technicznie. Bardzo ważna była dla mnie w tamtym czasie idea zanurzenia dłoni w popiele, dzięki czemu osoby odwiedzające mogłyby zobaczyć ślad na dłoni, a nawet nieświadomie zabrać ze sobą trochę materiału, co było ważne w kontekście problematyki podejmowanej w tej pracy. Kiedy przygotowywałam się do prac nad obiektem i napotkałam wspomniane trudności techniczne, zaczęłam myśleć o włączeniu do niego emulsji światłoczułej, z którą pracuję już od około sześciu lat. Wiele lat temu prof. Jarosław Klupś podarował mi płytkę pokrytą emulsją światłoczułą - nie była wywołana ani utrwalona, ale przez lata reagowała na światło, o czym na początku nie wiedziałam. Długo naświetlana, niewywołana i nieutrwalona emulsja światłoczuła i popiół noszą w sobie zapis, którego nie da się odczytać.
W tej konkretnej pracy sięgasz do czasów dzieciństwa...
Forma obiektu nawiązuje do piaskownicy, jednocześnie przywołując skojarzenia z monolitem. Nawiązuje zatem bezpośrednio do wczesnego dzieciństwa, kiedy powstaje pierwsza wizja świata decydująca o tym, czy czujemy się w nim bezpiecznie, czy też nie. Ten nieświadomy zapis oddziałuje na całe nasze życie, mimo że nie mamy do niego dostępu, podobnie jak do tytułowych "Chronionych częstotliwości". Są to pasma radiowe, do których dostęp mają tylko konkretne służby.
Pierwszym etapem było stworzenie poszczególnych elementów, następnie malowanie emulsją światłoczułą i naświetlanie. Praca jest pokryta emulsją światłoczułą, która pozostaje w procesie otwartym, cały czas rejestrując otoczenie. Nieutrwalona warstwa znajduje się też na oknach, chłonąc to, co na zewnątrz i wewnątrz, stając się filtrem, przez który spoglądamy. Przez kilka pierwszych dni do galerii wpadało mocne światło, które pozostawiło na emulsji ślady. Jest to dla mnie unikatowe doświadczenie, gdyż zazwyczaj warstwa światłoczuła chłonie i zmienia kolory, a w tym przypadku zarejestrowała trwały ślad, zapis szczególnego momentu.
Warstwa emulsji zmienia się pod wpływem światła: od barwy białej do szarosinej. Co ciekawe, za sprawą kształtu i ograniczonej wentylacji powietrza w galerii, w pracy wybijają się inne kolory, w tym czerwień. Patrząc teraz na instalację, mam wrażenie, że coś, co wcześniej było ukryte, próbuje wydostać się na powierzchnię. Warstwa emulsji będzie dalej ciemnieć, stanie się szarofioletowa - proces przemiany się jednak nie kończy, ale będzie mniej widoczny.
Jak długo tworzyłaś tę instalację?
Piaskownica jest obiektem ulepionym za pomocą dotyku. W tym procesie pomagały mi 5-letnia Helena i 8-letnia Kornelia. Przygotowanie obiektu zajęło dwa intensywne miesiące. Nazwałabym ten proces tworzeniem i prowadzeniem, praca się przede mną odkrywała. Dno piaskownicy jest nieregularną formą z niewielkimi wzniesieniami. Powierzchnia na początku wydaje się aktywna, topniejąca, pojawia się chęć zanurzenia ręki, po chwili okazuje się to niemożliwe - jest zatrzymana w ruchu, przypomina zastygłą lawę. Obserwując osoby, które krążyły wokół pracy i zaglądały do środka, przyszło mi na myśl skojarzenie ze studnią, do której zaglądamy. W powierzchni wody dostrzegamy falujące obrazy, które są odbiciami, do których nie mamy dostępu.
Odciski palców można nie tylko dostrzec w samej fakturze pracy, ale też je poczuć. Dostrzegam w tym łączenie się historii osób, które zdecydowały się wejść w dialog z pracą - nie wiemy, ile ich było i o czym są ich historie, ale w pewien sposób stapiają się one w tej formie.
Na emulsji światłoczułej pozostają odciski. Warstwy nieznanych historii nakładają się na siebie. Sama emulsja jest też dla mnie pewnym pytaniem, nie mamy bowiem wpływu na to, co zarejestruje i nie mamy też do tego dostępu, podobnie jak do naszych wczesnych wspomnień...
...ani wczesnych wspomnień czy historii innych. Forma instalacji jest dość pojemna znaczeniowo. Jaki jest jej odbiór wśród osób odwiedzających wystawę?
Praca u wielu osób wywołuje emocjonalne wspomnienia. Podczas otwarcia miałam wrażenie, że krążące wokół formy osoby łączyło coś niewidzialnego. Wiele osób opowiadało mi o dzieciństwie i dzieliło się wspomnieniami. Dla mnie jako artystki ważne jest otwarcie się na pole indywidualnych interpretacji. Każda osoba ma prawo inaczej odebrać pracę, a niektórzy mogą przecież stwierdzić, że dzieło w ogóle z nimi nie rezonuje, i to też jest w porządku.
Niektórym jej materialność przypominała plastelinę, która po zakończonej zabawie często jest połączeniem różnych kolorów, dla innych wiązała się z doświadczeniem malarskim, zwłaszcza mieszaniem kolorów i zastygłą farbą. Jedna z osób wspomniała o przypadkowości związanej z naszym życiem i z tym, co zapisuje się w naszej pamięci. Ten "przypadek" w relacji do problematyki pracy cały czas mnie zastanawia.
Wspomniałaś wcześniej o geście otwarcia się na pracę. Czy to współbycie z dziełem sztuki było obecne w Twojej twórczości od zawsze?
W trakcie studiów konstruowałam prace tak, że wiedziałam dokładnie, o czym są i z czego będą. Każdy projekt był mocno wykoncypowany, a sam proces tworzenia był właściwie tylko drogą realizacji. Po ukończeniu uczelni otworzyłam się na doświadczenie, które jest znacznie ciekawsze. Inicjuję pracę, a potem jestem w procesie tworzenia i równocześnie się mu przyglądam. Praca w pewien sposób mnie prowadzi, coś przede mną odkrywa.
Często pracujesz z pamięcią, ale równie często z materią ulotną. Czym jest dla Ciebie pamięć?
Przede wszystkim czymś niezwykle cennym. Od kiedy pamiętam, boję się utraty pamięci o ludziach, miejscach, chwilach. Równocześnie bardzo zajmuje mnie pamięć indywidualna, zdarzenia niezauważalne, nieoczywiste, o których się nie pamięta. Bliskim mi autorem jest Winfried Georg Sebald, który mówił o tym, że świat pustoszeje. Czas unicestwia to, co było dla nas ważne, żeby znaleźć miejsce na coś nowego, co dopiero nastąpi. Jest w tym pewna ulotność, która funkcjonuje jako odwrotność zakorzenienia. Z drugiej strony pamięć i ulotność nieustannie się przeplatają.
Rozmawiała Klaudia Strzyżewska
- Ewa Kulesza, "Chronione częstotliwości"
- kuratorka: Karolina Pikosz
- Galeria Czas Kobiet
- czynna do 20.09
© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2026