Hiszpańska, a właściwie katalońska reżyserka Carla Simón zrobiła wcześniej dwa filmy, oba bardzo dobrze przyjęte. "Alcarràs" (2022) - historia rodziny rolników, która musi opuścić swój dom na katalońskiej wsi - przyniósł jej nawet Złotego Niedźwiedzia na festiwalu w Berlinie. Najnowszemu, "Romería", bliżej jednak do debiutanckiego "Lata 1993" (2017). Opowiadał on o kilkuletniej dziewczynce, która po śmierci swoich rodziców trafia pod opiekę krewnych.
W najnowszym filmie ta dziewczynka ma już osiemnaście lat i zamierza studiować reżyserię. Musi jednak wyjaśnić pewną sprawę dotyczącą swojego ojca, którego nigdy nie poznała. Jedzie więc z rodzinnej Barcelony do galicyjskiego Vigo, by spotkać się z jego rodziną, także jej dotąd nieznaną. Krewni przyjmują ją raczej życzliwie, choć z wyraźnie wyczuwanym dystansem. Marina odkrywa, że za historią jej rodziców kryje się dużo niedopowiedzeń i tajemnic, ale także bólu. Związany jest on z uzależnieniem od narkotyków i epidemią HIV/ AIDS, choroby, której nazwy nikt w rodzinie nie chce głośno wypowiedzieć. Zwłaszcza że jest to familia o wysokiej pozycji społecznej, jej członkowie zakładali miejscową stocznię. Dziadek dziewczyny chce jej nawet dać sporą sumę pieniędzy, byle tylko Marina nie drążyła tematu.
Wbrew pozorom "Romería" nie jest demaskatorskim dramatem o odkrywaniu rodzinnych sekretów. To dzieło niespieszne i kontemplacyjne. Reżyserka skupia się na życiu wewnętrznym wchodzącej w dorosłe życie bohaterki. Tytuł filmu oznacza pielgrzymkę, bo - jak mówi sama Simón - wyprawa Mariny na drugi koniec Hiszpanii ma charakter mityczny, pozwala jej nawiązać więź ze zmarłymi bliskimi, a przy okazji odkryć istotną prawdę o sobie. Marina czyta listy, które pozostawiła matka, a które w rzeczywistości są listami napisanymi przez matkę Simón. Reżyserka bowiem nie ukrywa, że film ma charakter autobiograficzny.
Bartosz Żurawiecki
- "Romería", reż. Carla Simón
- premiera: 15.05
© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2026