Komunikaty

pagina

Aktualności

Pominąłeś menu

menu

Głośniej niż wypada

Przez kilka lat stał z gitarą na krakowskich ulicach, śpiewając przechodniom o sprawach, których inni woleli nie poruszać. A kiedy w końcu podłączył instrument do wzmacniacza, zrobiło się jeszcze mniej grzecznie.

. - grafika artykułu
Maciej Maleńczuk, fot. materiały prasowe

W Homo Twist Maciej Maleńczuk - charyzmatyczny łobuz, wokalista, ale też wprawny gitarzysta - połączył ciężkie gitarowe riffy z niemal jazzową swobodą i jedynymi w swoim rodzaju tekstami, balansującymi między groteską, poezją a zwyczajną bezczelnością. W środowy wieczór 21 października wraz ze swoim zespołem wystąpi w Tamie, po latach telewizyjnych występów, grania dancingowych standardów i jazzowych eksperymentów znów pokazując swoje najbardziej hałaśliwe oblicze.

Maleńczuk urodził się w 1961 roku w dolnośląskim Wojcieszowie, ale jego muzyczna historia na dobre zaczęła się w Krakowie, do którego największy sentyment ma zresztą do dziś. Jego drogę jako artysty zapoczątkowały fascynacje hipisami, Led Zeppelin i The Doors. W 1981 roku odmówił służby wojskowej - skazany za to na dwa lata pozbawienia wolności, za kratami spędził półtora roku. Później wspominał, jak w pace śpiewał bluesa przy prasie hydraulicznej. Po wyjściu na wolność zaczął zarabiać ulicznym graniem, trudniąc się tym przez większość lat 80. W centrum Krakowa wykonywał zarówno własne piosenki, jak i evergreeny amerykańskiego bluesa.

Tak z ulicy trafił do Püdelsów - krakowskiego zespołu skupionego wokół Andrzeja "Pudla" Bieniasza, do którego dołączył w 1986 roku. Na wydanej dwa lata później płycie o wdzięcznym tytule "Bela Pupa" (1988) pojawił się obok Kory, która zaśpiewała na niej większość piosenek. Grupa wyróżniała się nawet na gęstej scenie ówczesnej alternatywy - punkową zadziorność, nową falę i reggae połączyła z kabaretową prowokacją, co idealnie współgrało z charakterem nonkonformisty Maleńczuka. Kolejne albumy umacniały charakter grupy - "Viribus Unitis" (1996), "Narodziny Zbigniewa" (1997), "Psychopop" (1999) i przebojowa "Wolność słowa" (2003) miały w sobie tyle buty, że Püdelsów trudno było ignorować. Nie mówiąc już o tym, że takie piosenki jak "Dawna dziewczyno" czy tytułowa "Wolność słowa" szybko trafiły do znacznie szerszej publiczności, choć śpiewał je człowiek, któremu wciąż zdecydowanie bliżej było do ulicznego komentatora pokazującego wszem i wobec środkowy palec niż klasycznego rockowego frontmana skandującego razem z tłumem.

W międzyczasie, na początku lat 90., powstał Homo Twist. Początkowo Maleńczukowi towarzyszyli w nim basista Leszek "Miarka" Kowal i perkusista Grzegorz Schneider, muzycy wywodzący się z krakowskiej sceny jazzowej. Ich debiutancki "Cały ten seks" (1994) przyniósł przede wszystkim elektryczne wersje piosenek, które Maciej wykonywał podczas ulicznych występów. "Ach, proszę pani", "Miasto Kraków", "Pieniądze" czy "Narkomanka" w wersji płytowej zachowały swój gorzki humor i bezpretensjonalną dosadność, ale zyskały nową, gęstszą, chwilami wręcz duszną oprawę, za sprawą której z akustycznych szkiców powstał psychodeliczny, ciężki rock.

Jeszcze ciekawiej zrobiło się na "Homo Twist" (1996), nagranym z Franzem Dreadhunterem i Arturem Hajdaszem. W "Techno i porno", "Populares uber alles", "Mandeli" czy "Krwi na butach" panowie wykonali śmiały slalom między przesterowanym funkiem, punkową nerwowością i teatralną przesadą. Maleńczuk, ze swoją tak charakterystyczną manierą wokalną, śpiewał o seksie, przemocy, hipokryzji i społecznych obsesjach, przy okazji sięgając po poezję Emily Dickinson i zapraszając do współpracy między innymi znanego z Voo Voo Wojciecha Waglewskiego. Płyta otrzymała aż pięć nominacji do Fryderyków za 1996 rok, ale żadnej statuetki. Dla Maleńczuka był to dowód, że Homo Twist zawsze będzie skazany na alternatywny margines.

Na kolejnym "Moniti Revan" (1997) miejsce Dreadhuntera zajął Olaf Deriglasoff, a grupa skręciła w stronę punkowego grania. "Twist Again" i "Irma Tine Var" pokazywały też coraz większe upodobanie wokalisty do zabawy brzmieniem języka - część fraz wymykała się zwykłemu znaczeniu, pozostawiając nas z domysłami. Na drugim biegunie znajdował się taki kwiatek jak rozbudowany "Bema pamięci żałobny rapsod", oparty na wierszu Cypriana Kamila Norwida i muzycznym pomyśle rozsławionym wcześniej przez Czesława Niemena.

W tym miejscu warto dodać, że przez Homo Twist przewinęło się również wielu innych cenionych muzyków, w tym Tomasz "Titus" Pukacki z Acid Drinkers. Ale formacja nieoczekiwanie rozwiązała się po pożegnalnej trasie w 2000 roku, udokumentowanej koncertowym "Live After Death" (2002), powracając jednak już kilka lat później w rozbudowanych składach, czego śladem pozostają "Demonologic" (2005) i "Matematyk" (2008). Po drugiej z tych płyt doszło do... ponownego rozwiązania zespołu, a Maleńczuk skupił się na innych projektach.

W międzyczasie Maciej Maleńczuk, podobnie jak w latach 80. i 90., wielokrotnie dawał się poznać jako urodzony skandalista i prowokator. W 2003 roku jako juror "Idola" częściej niż z telewizyjną uprzejmością kojarzył się z ciętym, nieraz brutalnym komentarzem, również wobec osób przychodzących na casting. Nie gryzł się w język także w wywiadach, komentując politykę, obyczaje i innych artystów. Znacznie poważniejsze konsekwencje przyniósł mu jednak incydent z 2016 roku, kiedy podczas wydarzeń na krakowskim Rynku uderzył działacza ruchu antyaborcyjnego. W 2021 roku zapadł prawomocny wyrok uznający go za winnego naruszenia nietykalności cielesnej. Maleńczuk niezmiennie bronił swojego zachowania, ale sąd ocenił je inaczej.

Muzycznie też potrafił zaskakiwać i skręcać w kierunkach, których po autorze "Techno i porno" mało kto mógł się spodziewać. Odświeżał stare polskie szlagiery na "Psychodancingu" (2008), bywał interpretatorem Włodzimierza Wysockiego, śpiewał "Ostatnią nockę" z Yugopolis, a na "Jazz for Idiots" (2016) sięgnął nawet po saksofon. Koniec końców zawsze wracał jednak do ostrego, publicystycznego komentarza, jak na "Klauzuli sumienia" (2020). Trzy lata temu, po czternastu latach, znów przywrócił też do życia swoje elektryczne trio, przyznając w jednym z wywiadów: "Homo Twist to zawsze był strzał w kolano, natomiast jestem na ten strzał gotowy".

Z basistą Dominikiem Wywrockim i perkusistą Wiesławem Jamiołem przygotował nowe wersje repertuaru Homo Twist. Impulsem było zapytanie platformy Netflix o wykorzystanie "Narkomanki" i komplikacje z prawami do dawnego nagrania. Muzycy weszli więc do studia, a jedna zarejestrowana ponownie piosenka pociągnęła za sobą następne. Efektem był "Spider" (2024) - zbiór kilkunastu utworów, który ukazał się w efektownej, kolekcjonerskiej oprawie, także z grawerowanym pendrivem.

"Homo Twist to takie marzenie z dzieciństwa, to jest moje Led Zeppelin" - mówił Maleńczuk po wydaniu płyty. Trudno powiedzieć, ile jeszcze razy jego zespół zakończy działalność, by po latach znów powrócić. Na razie Maleńczuk ponownie staje przed publicznością z elektryczną gitarą i wzmacniaczem, który może rozkręcić tak głośno, jak tylko zechce. A gdyby ktoś przypadkiem zapomniał, z kim ma do czynienia, zawsze może przypomnieć: "Ja jestem pan Maleńczuk, syn Edwarda / Moja głowa to bomba, a pięść to petarda".

Sebastian Gabryel

  • Maciej Maleńczuk i Homo Twist
  • 21.10, g. 20
  • Tama
  • bilety

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2026