Bogdan Popiołek jest zwykłym, niczym niewyróżniającym się, czterdziestokilkuletnim nauczycielem historii w jednym z poznańskich gimnazjów. Jego życie płynie spokojnie (by nie rzec monotonnie) do czasu, kiedy kobieta, z którą od niedawna się spotyka, Anita Bogacka, umiera we własnym mieszkaniu w niejasnych okolicznościach. Od tego momentu życie głównego bohatera zmienia się diametralnie. Uczucie, jakim darzył zmarłą, nie pozwala mu przejść nad jej zagadkową śmiercią do porządku dziennego. Tym bardziej że wkrótce sam Bogdan staje się zarówno jednym z podejrzanych w prowadzonym śledztwie, jak i celem wyznaczonym do wyeliminowania przez anonimowych sprawców tej i innej, bliskiej już przedawnieniu zbrodni sprzed 30 lat. Bohater stopniowo odkrywa kolejne elementy układanki, które mozolnie, acz konsekwentnie zaczynają układać się w spójną całość.
Autor "Drzazgi", Piotr Bojarski, ma na swoim koncie już kilkanaście tytułów książkowych - od serii retro kryminałów z komisarzem Zbigniewem Kaczmarkiem w roli głównej, z przedwojennym i międzywojennym Poznaniem w tle, po pozycje non fiction, jak biografia słynnego podpoznańskiego podróżnika i pisarza Arkadego Fiedlera czy reportaż o wydarzeniach roku 1956. Autor, obecnie kierujący poznańskim Centrum Szyfrów Enigma, większość swojego zawodowego życia spędził, pracując jako dziennikarz - najpierw "Gazety Poznańskiej", potem "Gazety Wyborczej", wreszcie Wydawnictwa Miejskiego Posnania, w którym prowadził stronę Poznańskiego Archiwum Historii Mówionej.
Echa pierwotnego fachu wyraźnie pobrzmiewają w jego najnowszej powieści - na kartach Drzazgi nie tylko pojawia się fikcyjna postać dziennikarza śledczego "Głosu", mocno zaangażowanego w śledztwo sprzed lat redaktora Krzysztofiaka, ale i sam główny bohater, badając kolejne tropy, stosuje najprostsze metody dochodzenia do prawdy po przysłowiowej nitce do kłębka - spotyka się z ludźmi którzy mogą coś wiedzieć, przegląda stare artykuły prasowe zawierające pomocne informacje, cierpliwie łączy kropki i wysnuwa własne wnioski. Niestety, przez większość czasu jest w swoich działaniach tak niezborny (pomysł z podrzuceniem nadajnika GPS do części bagażowej furgonetki jednego z powieściowych opryszków, gdzie - według mnie - najłatwiej byłoby go zdemaskować), chaotyczny (pomysł z ukończeniem podstawowego kursu dla prywatnych detektywów) i bezmyślny (scena blagi z rzekomą chęcią wstąpienia w szeregi skrajnej prawicy w szemranym pubie "Szaniec" - zakończona tak, jak tylko podobna mistyfikacja może się zakończyć, czyli boleśnie dla jej pomysłodawcy), a niekiedy wręcz naiwny (oczekiwanie od przedstawicieli policji, że będą dzielić się z nim szczegółami na temat prowadzonego śledztwa w sprawie zabójstwa), że aż irytujący. Być może to celowy zabieg autora, wszak tym razem główną postacią kryminalnej intrygi uczynił przeciętnego, nieco nudnego i absolutnie niczym niewyróżniającego się nauczyciela, w dodatku już na pierwszych stronach historii nakreślonego jako "46-letni singiel z pięknie zarysowaną tendencją do otyłości". Ot, zwykły obywatel niechcący wciągnięty przez los w wir niebezpiecznych politycznych układów i zabójstw na zlecenie. Jednak nawet jeśli to celowe działanie, Bogdan Popiołek momentami może naprawdę działać niektórym czytelnikom na nerwy.
Jeśli dodać do tego niekiedy sztywne i sztucznie brzmiące dialogi (przykład: infantylne mówienie o dyrektorze szkoły per "dyro" w rozmowie dwóch kolegów z pracy albo wypowiedź Bogdana na temat zmarłej ukochanej, a więc osoby niezwykle mu bliskiej, wyrażona kompletnie nienaturalnie po nazwisku i w trzeciej osobie), pompatyczne metafory ("mauzoleum naszej miłości" na określenie mieszkania, w którym zmarła Anita) oraz drażniące (bo zwyczajnie niepotrzebne), zamienniki i synonimy (co jednak jest bolączką większości powieści tego gatunku) - jak "wujek Google" (wyszukiwarka internetowa), "wieczerza" (w tym kontekście zwyczajna, składająca się z kilku kanapek kolacja) czy "gorący napar" (w odniesieniu do kawy czy herbaty) to uzyskujemy sumę, która znacząco obniża moją ocenę całości.
Gwoli sprawiedliwości (i równowagi) muszę jednak pochwalić elementy, które sprawdziły się znakomicie i "zagrały" bez fałszywego tonu. Już sam pomysł wyjściowy, by główną osią zdarzeń uczynić wybory samorządowe i łączącą się z nimi lokalną kampanię wyborczą, a osią poboczną zamiecioną pod dywan zbrodnię sprzed lat, jest nad wyraz trafiony. Podobnego rodzaju rozrywki dostarczyło mi wydane w 2018 roku (nomen omen akcja "Drzazgi" rozgrywa się właśnie pod tą datą) "Zabójstwo z urzędu" Lili Łady (tak się składa, że autorka również posiada dziennikarskie korzenie). Rzecz jasna poszczególni bohaterowie, zdarzenia czy wymieniane na kartach książki partie polityczne są - zarówno u Łady, jak i Bojarskiego - literacką fikcją, jednak ich niewątpliwe podobieństwo do realnych ugrupowań, a co za tym idzie puszczanie oczka do czytelników, to element bezsprzecznie zasługujący na docenienie. Podobnie jak momenty humorystyczne i przyjemnie sarkastyczne, zdecydowanie umilające lekturę (błyskotliwe "- Masz jakiś problem? - spytał inteligentnie" w scenie rozmowy z prawicowym radykałem albo uroczo zrzędliwe "- A raz to nie wystarczy?!" w odpowiedzi na kilkukrotne użycie dzwonka do drzwi). Niewątpliwymi atutami jest również sprawne poruszanie się bohaterów w topografii miasta (co zapewne sprawi przyjemność czytelnikom poznańskim) i - równie sprawne - poruszanie się autora między fragmentami współczesnymi akcji i retrospektywnymi. Wszystko to razem sprawia, że "Drzazga", choć nieidealna, może okazać się dobrym wyborem na niezobowiązującą lekturę urlopową czy weekendową. No, chyba że w wakacje planowaliście odpocząć od polityki, również tej lokalnej...
Anna Solak
- Piotr Bojarski, "Drzazga"
- Wydawnictwo Oficynka
© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2026