Pana twórczość wydaje się szczególnie odważna i różnorodna: sięga Pan do wielu dziedzin sztuki - poezji, malarstwa, filozofii, filmu. Skąd taki twórczy niepokój?
Zamknięcie się w obrębie jednej estetyki byłoby strasznie nudne! Nie wyobrażam sobie być artystą jednego gatunku. Taka moja specyfika, lubię zmieniać źródła inspiracji, szukam wciąż czegoś nowego.
Jest Pan spadkobiercą idei korespondencji sztuk?
Pewnie bym tego tak nie nazwał, skoro jednak tak to pani zdefiniowała, myślę, że coś musi być na rzeczy. Wszystkie moje inspiracje wynikają z potrzeby chwili, to są emocje, wrażenia, które szybko staram się przenieść na język muzyki. Nie dzieje się to jednak bez udziału świadomości. To we mnie pulsuje - zainteresowanie malarstwem, poezją, światem filozofii. Uczestniczę w świecie zarazem jako świadek i jako kreator.
A jakie miejsce w Pana twórczości zajmuje muzyka religijna?
Czasami szczególne, czasami mniej - zależy od okoliczności. Bywają momenty szczególnego napięcia religijnego i wtedy zwracam się w stronę muzyki religijnej. To nie jest jednak zawsze najistotniejsze, to nie jest constans.
Podejmując topos Stabat Mater, kontynuuje Pan wielowiekową tradycję, sięgającą choćby Josquine'a des Pres, Palestriny... W jakim sensie dzieło włącza się w to kulturowe dziedzictwo, w jaki sposób podejmuje z nim rozmowę?
Średniowieczny tekst Stabat Mater Dolorosa, uniwersalny tekst o cierpieniu, jest opowieścią o najważniejszym wydarzeniu w historii Kościoła - ukrzyżowaniu Chrystusa. Temat ten jest istotny nie tylko z perspektywy eschatologicznej, ale i z perspektywy rozeznania się w codziennym życiu. Duch chrześcijaństwa stworzył nową cywilizację, której jesteśmy uczestnikami. Zajmujemy swoje miejsce w łańcuchu tej historii, jesteśmy jej kolejnym ogniwem i odpowiadamy na temat Zbawienia w indywidualny sposób. Mój pomysł na Stabat Mater to odkrycie dla samego siebie, że chorał gregoriański można uzupełnić tym, co typowe dla mojej twórczości. Ja proponuję pomost między chorałem w czystej postaci a fortepianową improwizacją.
Wydawałoby się, że to dziedziny odległe. Ale może rzeczywiście... niekoniecznie?
No właśnie. Gdyby się zastanowić - niekoniecznie! Bo czym jest improwizacja? To impuls, to bardzo spontaniczna reakcja, która wyraża kontekst inspiracji. Gdy ją zapiszemy, stanie się utworem. Na początku jest jednak zawsze spontanicznym działaniem.
Czyli tak samo było z Misterium Stabat Mater?
Pomysł na utwór jest owocem mojej znajomości z poznanym w Warszawie zakonnikiem, który wykładał chorał gregoriański w seminarium w Tuchowie. Idea połączenia chorału z improwizacją najpierw dojrzewała w naszych głowach. Potem spędziłem w seminarium ponad dwa tygodnie. Siedziałem w bibliotece, dokonując wyboru pieśni chorałowych. Pomysł dojrzewał więc w zakonie - tam odbywały się próby, tam nagraliśmy płytę, rejestrację mszy św. w Wielki Piątek 2000. Pierwszymi wykonawcami Stabat Mater były zakonnice i zakonnicy. Od tuchowskich początków minęło piętnaście lat, a Stabat Mater wykonujemy do dziś.
Także w Poznaniu. Czego spodziewa się Pan po listopadowym koncercie?
W Poznaniu graliśmy dawno w farze, tym razem wracam jednak w niezwykłych okolicznościach. Wiem, co kryją mury Teatru Muzycznego i z jakiej okazji zagramy. Kontekst jest niezwykły - koncert będzie poświęcony ofiarom Gestapo w Poznaniu. Stabat Mater to jest historia, którą w tych okolicznościach trzeba opowiedzieć - historia walki człowieka w imię ideałów, poświęcenia aż do śmierci. Każde wykonanie Stabat Mater jest dla mnie duchowym świętem.
rozmawiała Agata Szulc-Woźniak
Włodek Pawlik - kompozytor, pianista jazzowy i pedagog. Jego zespół, Włodek Pawlik Trio, wspólnie z Filharmonią Kaliską i Randym Breckerem zdobył nagrodę Grammy w kategorii Best Large Jazz Ensemble Album w 2014 r.
- III Koncert Zaduszkowy "Pamiętamy..."
- w programie "Misterium Stabat Mater" W. Pawlika
- wykonawcy: Włodek Pawlik, Chór Teatru Muzycznego, zespół wokalny Sonus Artis pod dyrekcją Jacka Sykulskiego
- 3.11, g. 20
- Teatr Muzyczny
- bilety: 20-60 zł