Kultura w Poznaniu

Historia

opublikowano:

ZAPISKI Z LAMUSA. Bardzo kulturalne żarty

Można odnieść wrażenie, że dziennikarze poznańskich gazet ze zniecierpliwieniem oczekiwali jednego dnia w roku. Tego dnia, kiedy wolno wszystko lub prawie wszystko, jeśli o dowcipach mowa... Dniem tym był 1 kwietnia. Podejrzenie to wzmagało się z każdym pierwszokwietniowym numerem poznańskiego dziennika, w którym liczba specjalnie na Prima Aprilis spreparowanych wiadomości, sięgała niejednokrotnie kilkunastu. Żarty koncentrowały się wokół polityki i gospodarki. Wdzięcznym tematem był też Ogród Zoologiczny oraz - a jakże - kultura!

. - grafika artykułu
Pola Negri, 1935, fot. ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego

Wierni czytelnicy "Zapisków z lamusa" pamiętać mogą odcinek primaaprilisowy poświęcony przyjazdowi Charliego Chaplina do Poznania. Nie była to jedyna gwiazda kina, która stała się bohaterem blefu tego rodzaju i formatu. Czytamy bowiem w "Nowym Kurierze" 1 kwietnia 1927 roku ("Pola Negri w Poznaniu", nr 75/1927): "Dzisiejszej nocy przyjedzie do Poznania pociągiem międzynarodowym sławna na obu półkulach znakomita artystka filmowa, nasza rodaczka, Pola Negri. Na dworcu oczekiwać będą sławnego gościa przedstawiciele naszego świata filmowego. Pola Negri przyjedzie w towarzystwie sekretarza p. Brodzińskiego"*. Aktorka miała pojawić się w stolicy Wielkopolski w związku z planami zainwestowania - jako "gorąca patrjotka" - swoich pieniędzy w poznański biznes pod szyldem wytwórni "Popfilm". Na tym jednak nie koniec! Wielbiciele talentu i urody Negri spodziewać się mogli jej udziału w kolejnej produkcji tegoż przedsiębiorstwa, co oznaczało, że znana aktorka prawdopodobnie zatrzymałaby się w Poznaniu na dłużej, dając swoim fanom niezwykłą możliwość osobistego spotkania przy okazji pracy nad kinowym widowiskiem. Kto nie chciałby spotkać uznanej artystki na ulicach swojego miasta przy okazji wykonywania najzwyklejszych, codziennych czynności? Rzecz byłaby to miła i bardzo pożądana!

W roku następnym "Nowy Kurier" nie spuszczał z tonu. Trzeba przyznać, że autorzy primaaprilisowych dowcipów prasowych ukazujących się w tej gazecie, mieli polot i fantazję, której pozazdrościć im mogli redaktorzy innych lokalnych pism. W 1928 roku ("Sensacja dla Poznania", "Nowy Kurier", nr 77/1928) zapowiadali kolejną sensację - tym razem z pogranicza zdobyczy współczesnej techniki i życia kulturalnego. Chodziło mianowicie o urządzenie, które w kolejnych dekadach zyskało popularność i nieco złamało kulturalne kręgosłupy, skutecznie odciągając publiczność od literatury czy teatru. Wróćmy jednak do lat dwudziestych! Oto na łamach wspomnianego dziennika zapowiadano wydarzenie niebywałe i wyjątkowe. Tak niezwykłe, że zasługujące na specjalną oprawę i miejsce. Miejscem tym była Aula Uniwersytecka, a sensacją "najnowszy wynalazek Marconiego, mianowicie aparat telewizyjny"! Z dzisiejszej perspektywy to nic wielkiego. W dobie zmęczenia mediami telewizory znikają z niektórych współczesnych domów. W innych wypadkach jednak nadal stanowią ważny element nie tyle wyposażenia salonu, co centrum ogniska domowego. Wówczas jednak była to nowinka przyprawiająca o dreszcze... Co więcej, czytelnicy "Nowego Kuriera" zostali powiadomieni, że na ekranie wspomnianego telewizora pojawi się lubiany przez poznaniaków komik - Antoni Fertner, "który wygłosi humorystyczne przemówienie przez radjo". A wszystko po to, by publika mogła nie tylko artystę usłyszeć, ale też "obserwować niezrównaną mimikę".

Dużą kreatywnością wykazali się dziennikarze w 1932 roku. Wtedy to 1 kwietnia w "Nowym Kurierze" ("«Tajemnica grodu nadwarciańskiego»", nr 75/1932) ukazał się elektryzujący artykuł o planowanym przedsięwzięciu świetnego reżysera René Claira, które miało zostać zrealizowane nie gdzie indziej, a właśnie w Poznaniu! Clair miał w tym celu przybyć do Poznania, aby omówić szczegóły. "Ze sfer dobrze poinformowanych donoszą nam, że wielki reżyser filmowy bynajmniej nie ograniczy swojej bytności w stolicy Wielkopolski do pertraktacyj z Kazimierzem Junoszą-Stępowskim, który - jak wiadomo - odtworzyć ma tytułową postać w wielkim filmie historycznym «Car Paweł I», według scenarjusza wykrojonego z głośnej sztuki Mereżkowskiego" - czytamy dalej. Co jednak stało się główną inspiracją dla reżysera, że zdecydował się przebyć drogę z Paryża do Poznania i właśnie tutaj nakręcić nowy film? "René Clair zainteresował się poważnie skandalami towarzyskiemi, w które brzemienne jest ostatniemi czasy życie poznańskiego «high-lifu»" - brzmi odpowiedź. Liczne kontrowersje w miejskim światku doprowadziły do wyklarowania się pomysłu na stworzenie dzieła "o treści wybitnie sensacyjnej, zatytułowanego «Tajemnice grodu nadwarciańskiego»". Jeśli to już wydaje się niezwykłe i niespodziewane, czytelnicy powinni usiąść, by nie omdleć z wrażenia, czytając kolejną linijkę niniejszego tekstu. Oto bowiem prace nad scenariuszem miały zostać powierzone autorom popularnego kabaretu literackiego Różowa Kukułka!

Oczy jeszcze szerzej otwierają się przy lekturze dalszych fragmentów. Okazuje się, że pierwszoplanową rolę kobiecą chciano powierzyć...Marii Lewandowskiej. Tym, którzy tego nazwiska nie kojarzą, należy się wyjaśnienie. Była to znana z głośnej afery szantażystka, która chcąc pozyskać środki na dostatnie życie, wysłała do wielu ważnych w poznańskich kręgach osobistości - m.in. przedsiębiorców - listy, w których groziła im wyjawieniem pikantnych szczegółów z ich intymnego życia. Panowie, według jej relacji, dopuścili się zdrady małżeńskiej i ulokowali pożądliwe uczucia w samej Lewandowskiej. Lewandowska nie była aktorką. Pracowała jako nauczycielka. Widać jednak jej talent do mistyfikowania opowieści miał zrobić takie wrażenie na filmowcach, że to jej chciano powierzyć główną rolę w nowej produkcji. A "partnerami nowoodkrytej «gwiazdy» będą znani w kołach towarzyskich erotomani, przebywający od pewnego czasu na przymusowych wywczasach w «hotelu» p. Maciejewskiego przy ul. Młyńskiej: Feliks Piekucki (amant bohaterski), restaurator Hirschberg (kochanek liryczny) i Andrzejewski (t. zw. «szwarccharakter»)". Ta plejada popularnych w tamtym czasie charakterów spod ciemnej gwiazdy miała zasilić grono na planie filmowym. Trzeba przyznać, że w tym wypadku żart przeszedł najśmielsze oczekiwania i wybobrażenia.

Redakcja "Nowego Kuriera", która była w dowcipach bardzo doświadczona, w 1933 roku kpiła sobie z kolegów z "Dziennika Poznańskiego". 2 kwietnia ("Nasz prima aprilis", nr 77-A/1933) anonimowy dziennikarz używał sobie na konkurencyjnej gazecie, odnosząc się do żartu "Dziennika Poznańskiego", który zapowiedział bezpłatne bilety do Teatru Polskiego. Bilety - rzecz oczywista - bezpłatne nie były. Widzowie o tym przecież nie wiedzieli i gotowi byli ustawiać się w kolejce do kasy teatru. Aby do tego nie dopuścić, dyrekcja Teatru Polskiego wywinęła gazecie lepszy numer. Szach-mat - można rzec. Wystosowano informację, że bilety - owszem - można odebrać, ale w administracji "Dziennika Poznańskiego". Przy okazji wystawiono redakcji rachunek na 1500 zł na pokrycie kosztów wstępu na przedstawienie...

"Nowy Kurier" wykazał się nie lada pomysłowością także w 1938 roku. W numerze z 1 kwietnia (nr 75/1938) opublikowano kilka wiadomości, które mogły poderwać na nogi człowieka kulturalnego. Pierwsza dotyczyła przyznania Teatrowi Wielkiemu w Poznaniu tytułu "Honorowej Opery Polski". Nominacja to była poważna i nobilitująca. Kolejna informacja odnosiła się do fantastycznego (w sensie zupełnie dosłownym) jubileuszu poety i satyryka, Artura Marii Swinarskiego. Fantastycznego, bo miał to być jubileusz nienapisanego (tak, oczy czytelników nie mylą) 25 dramatu autora. Ostatnia notatka musiała zaciekawić bywalców Czwartków Literackich w Pałacu Działyńskich. Informowano bowiem, że nowym miejscem dla wykładów miał być "Salon 35", a to wszystko na mocy porozumienia pomiędzy Związkiem Zawodowym Literatów a Towarzystwem Współpracy Kulturalnej, do której wcale nie doszło.

Nie opuszczał dziennikarzy dobry humor i kreatywne podejście do sporządzania udanych doniesień prasowych, pośród których były takie, które zdemaskować było niezwykle łatwo i takie, w których autentyczność można było nawet uwierzyć. 1 kwietnia był najwidoczniej nie tylko Prima Aprilisem, ale i Świętem Dowcipnego Dziennikarza, któremu w znacznym stopniu puszczały wszystkie hamulce. Na szczęście i ku rozbawieniu czytających!

Justyna Żarczyńska

* We wszystkich cytowanych fragmentach zachowano oryginalną pisownię.

  • Książka Justyny Żarczyńskiej Felietony z nie pierwszej strony. Rewelacje kulturalne w poznańskiej prasie dwudziestolecia do kupienia tutaj

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2025