Kultura Poznań.pl

Historia

opublikowano:

Polscy świadkowie Greisera

Arthura Greisera, hitlerowskiego namiestnika Kraju Warty, bronili w 1946 roku wybitni poznańscy adwokaci, Stanisław Hejmowski i Jan Kręglewski. Na świadków powołali Polaków z otoczenia gauleitera, których Greiser traktował przyzwoicie. Nazista nie uniknął jednak szubienicy.

. - grafika artykułu
Proces Arthura Greisera przed Najwyższym Trybunałem Narodowym w Auli Uniwersyteckiej. Fot. Zbigniew Zielonacki, ze zb. Lecha Zielonackiego / cyryl.poznan.pl

Greiser, namiestnik Rzeszy w tzw. Kraju Warty i gauleiter NSDAP opuścił Poznań 20 stycznia 1945 roku, tuż przed nadejściem pierwszych oddziałów sowieckich. 48-letni wówczas niemiecki zbrodniarz został aresztowany przez Amerykanów 16 maja 1945 roku w schronisku w Krimml (Austria). Od początku przekonywał, że nie odpowiadał za okrucieństwa i egzekucje SS i gestapo, a także za obóz w Kulmhof (w Chełmnie nad Nerem). W czasie okupacji Niemcy zamordowali w lasach wokół Chełmna ok. 150 tys. Żydów i Romów. Wbrew temu, co twierdził, Greiser doskonale o tym wiedział.

Jako namiestnik Kraju Warty zapisał się brutalną polityką skierowaną przeciw Polakom i Żydom. Według Catherine Epstein, autorki biografii Greisera, wdrożone przez niego prześladowania Polaków stanowiły równie istotną część nazistowskiego przedsięwzięcia germanizacyjnego jak wymordowanie Żydów. Jego dewiza brzmiała: "Niemiec jest na tym terenie panem, a Polak niewolnikiem". Podwładni pochodzącego ze Środy Greisera już jesienią 1939 roku zamordowali 10 tys. przedstawicieli polskiej inteligencji, a kolejne tysiące deportowano do obozów.

W grudniu 1939 roku Niemcy deportowali z Wielkopolski ponad 87 tys. Polaków i Żydów. Wyrzucani z domów na mróz ludzie mieli zwykle kilka minut, by się spakować - zdążali zabrać tylko najpotrzebniejsze rzeczy, większość dobytku zostawała w domach dla nowych, niemieckich lokatorów. Trafiali z reguły do obozu przejściowego Główna, stamtąd wywożono ich w wagonach bydlęcych do Generalnego Gubernatorstwa. Do maja 1941 roku z Kraju Warty deportowanych zostało w sumie około 272 tys. Polaków, co ósmy trafił na roboty przymusowe do Rzeszy. Na ich miejsce sprowadzono 536 tys. Niemców z Rosji i krajów nadbałtyckich.

Schwytany przez Amerykanów Greiser został przekazany Polsce. W 1946 roku Najwyższy Trybunał Narodowy wyznaczył na jego obrońców Stanisława Hejmowskiego i Jana Kręglewskiego. Hejmowski nie chciał bronić Greisera - w czasie wojny stracił bowiem dwóch braci. Dlatego napisał do Bieruta z prośbą o wyznaczenie kogoś innego. Bierut odpowiedział, że Greisera musi bronić świetny adwokat, aby uniknąć podejrzeń, że to typowy proces pokazowy.

W czerwcu i lipcu 1946 roku procesem Greisera w auli uniwersytetu żył cały Poznań. Gauleiter został oskarżony o "dążenie do fizycznego wyniszczenia narodu polskiego w Wielkopolsce". "Ziemia polska może być dla Greisera tylko grobem!" - grzmiał prokurator Jerzy Sawicki.

Hejmowski i Kręglewski bronili Greisera najlepiej, jak potrafili. Powołali na świadków jego polskich pracowników, których w trakcie wojny gauleiter traktował po ludzku. Protokoły procesu zachowały się w aktach IPN. Polskich świadków, zeznających - z wyczuwalnym w protokołach skrępowaniem - na korzyść oskarżonego, przesłuchano w końcówce trwającego kilkanaście dni procesu. Był wśród nich m.in. ogrodnik, którego syna Greiser ułaskawił. Syn ogrodnika został skazany przez sąd specjalny na śmierć, ale dzięki interwencji gauleitera został wywieziony z więzienia na Młyńskiej i trafił do więzienia w Rawiczu, a potem do obozu pracy w Duisburgu, gdzie doczekał końca wojny.

Przed sądem stanął też były kolega szkolny Greisera z Inowrocławia, Stanisław Kozielski, który - powołując się na dawną znajomość - w grudniu 1944 roku wystarał się u gauleitera o ułaskawienia dla syna, który znalazł się w obozie w Żabikowie. Świadek zeznał, że Greiser przyjął go w zamku cesarskim "nie jak gauleiter, ale jak kolega kolegę", że przywitał go przy drzwiach i nawet podał mu rękę. A potem przy biurku rozmawiał z nim długo, wspominając szkolne figle (!). Ostrą politykę wobec Polaków miał tłumaczyć potrzebą "twardej ręki" dla utrzymania systemu. A na koniec rozmowy miał poprosić polskiego kolegę ze szkoły, by śledził jego rozporządzenia i informował go o przypadkach nadużyć wobec Polaków ze strony niemieckich urzędników.

W trakcie procesu Greiser starał się przekonać sąd, że takich ułaskawień dla Polaków skazanych na śmierć podpisał w czasie wojny "setki". Ale sędziowie nie dali mu wiary. 

Innym polskim świadkiem wezwanym przez obrońców Greisera był łowczy w dobrach objezierskich, który stykał się z Greiserem, miłośnikiem polowań w tamtejszych lasach. Zeznał on, że w trakcie polowań nazista był w stosunku zarówno do Polaków, jak i Niemców "równy i spokojny". I że "nie było wypadku", by wzywał kierowników folwarku do złego traktowania polskich pracowników. Na pytanie prokuratora, czy on sam pytał wtedy nazistę o przyszłość narodu polskiego, świadek odparł, że Greisera interesowało jedynie, jaka dziczyzna znajduje się w pobliskich lasach.

Swoje osobiste pozytywne relacje z Greiserem potwierdził też niejaki Jóźwiak, objeżdżacz koni Greisera w Ludwikowie. Do niego również nazistowski dygnitarz miał odnosić się przyzwoicie, po ludzku. Ale Jóźwiak zeznał jednocześnie o przypadku publicznego powieszenia Polaka, który pomógł się ukrywać jeńcowi rosyjskiemu, ujętemu przez Greisera podczas jednego z polowań. Polaka powieszono na polecenie Greisera jako "przestrogę" dla Polaków.

Hejmowski i Kręglewski próbowali też udowodnić, że Greiser był "figurantem" w faszystowskim systemie totalitarnym i nie ponosi odpowiedzialności za wykonywanie rozkazów dowódców. Podawali też w wątpliwość, czy głowa państwa (Greiser był w latach 30. prezydentem Senatu Wolnego Miasta Gdańska) może być sądzona przez sąd innego państwa.

Starania obrony Greisera pokazują, że wywiązała się ona w pełni z powierzonego jej zadania. Lista dowodów obciążających gauleitera była jednak zbyt długa. Greiser nie miał szans na inny wyrok niż kara śmierci. Bierut odrzucił jego prośbę o ułaskawienie. 21 lipca 1947 roku Greiser został powieszony na stokach poznańskiej Cytadeli. Katem na tę okazję został kelner z restauracji Smakosz - posiadał bowiem czarny frak, strój kata. Nie był fachowcem, więc założył pętlę skazańcowi w niedoskonały sposób. Nazista dusił się około 20 minut.

Piotr Bojarski

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2020