Z albumem, który ukazał się sześć lat po świetnie przyjętym "Kundlu" (2020), Rojek przyjedzie do Poznania, by zagrać aż dwa koncerty w Sali Ziemi MTP. Usłyszymy piosenki, w których wspomnienia z jego dzieciństwa przeplatają się z doświadczeniami ojcostwa, a melancholia, tak przecież obecna w całej jego twórczości, nabiera znacznie więcej barw niż tylko odcieni szarości i sepii.
Był 1992 rok, kiedy w Mysłowicach Artur Rojek zaczął tworzyć zespół, który początkowo działał pod nazwą The Freshmen, a później zasłynął jako Myslovitz. Grupę wyrastającą przede wszystkim z fascynacji brytyjskim gitarowym graniem - od shoegaze'u po britpop. Debiut "Myslovitz" (1995) i wydane niewiele później "Sun Machine" (1996) otworzyły jej drogę na krajową scenę alternatywną, ale prawdziwy przełom przyniosły dopiero kolejne krążki. Na "Z rozmyślań przy śniadaniu" (1997) wyraźniej uformował się charakterystyczny styl grupy, w którym przesterowane gitary i chwytliwe melodie towarzyszyły zapadającym w pamięć tekstom o wyobcowaniu, dorastaniu i uczuciowej niepewności. Potem przyszła "Miłość w czasach popkultury" (1999) - bezapelacyjnie jedna z najważniejszych polskich płyt przełomu wieków. "Długość dźwięku samotności", "Chłopcy", "Dla Ciebie" czy "Kraków", nagrany później także z Markiem Grechutą, wyszły daleko poza środowisko fanów Oasis, Radiohead czy Blur. Myslovitz jeszcze lepiej połączyli radiową przebojowość z melancholijnym, a momentami wręcz introwertycznym spojrzeniem na świat. Nie wspominając już o tym, że charakterystyczny, lekko łamiący się głos Rojka stał się jedną z wizytówek nowego polskiego rocka.
Ciekawy zwrot nastąpił też przy okazji "Korova Milky Bar" (2002), która również okazała się komercyjnym sukcesem, choć Rojek i spółka skierowali się na niej ku nieco mroczniejszemu brzmieniu. Później były jeszcze mniej udane, choć wciąż solidne pozycje: "Skalary, mieczyki, neonki" (2004), skręcające ku improwizacyjnej psychodelii, oraz "Happiness Is Easy" (2006), będące wyraźnym powrotem do alternatywnego pop-rocka. Ostatnim albumem nagranym z Rojkiem pozostało "Nieważne jak wysoko jesteśmy..." (2011), a rok po jego premierze, po dwóch dekadach wspólnej działalności, wokalista postanowił rozstać się z Myslovitz. Wielu fanów załamywało ręce, ale przecież on sam wielokrotnie dawał do zrozumienia, że gitarowy przebój jest tylko jedną z interesujących go form. Wystarczy przypomnieć choćby Lenny Valentino, projekt, w którym wraz z Mietallem Walusiem i muzykami Ścianki nagrał "Uwaga! Jedzie tramwaj" (2001). Zamiast gładkich refrenów pojawiły się tam rozciągnięte formy, post-rockowe napięcia i niczym nieskrępowana dziecięca wyobraźnia.
Był też powołany do życia w 2006 roku w rodzinnych Mysłowicach, a od 2010 roku odbywający się w Katowicach OFF Festival, który z każdą kolejną edycją rozrastał się i budził coraz większe oczekiwania. Jako jego dyrektor artystyczny Rojek zaczął kojarzyć się z festiwalowym wizjonerem, który chętnie podejmował ryzyko, zapraszając do Polski zarówno wielkich, jak i mniej znanych twórców z pogranicza gitarowej alternatywy, elektroniki, awangardy i muzyki eksperymentalnej. Na solowy album zdecydował się dwa lata po opuszczeniu macierzystej grupy. "Składam się z ciągłych powtórzeń" (2014) zaskakiwało niemal tak samo jak kolejne line-upy jego festiwalu, intrygując elektroniczną produkcją i znacznie swobodniejszym podejściem do popu. "Beksa" i "Syreny" szybko stały się przebojami, a kiedy sześć lat później przyszedł "Kundel" (2020), z takimi kapitalnymi numerami jak "Sportowe życie" czy "Bez końca", wrażenie, że działalność solowa pasuje Rojkowi jak ulał, tylko się umocniło.
Teraz przyszedł czas na zmianę perspektywy. "Chciałbym urodzić się żeby latałem" (2026) to dziesięć piosenek, których punktem wyjścia są osobiste doświadczenia muzyka - relacje z bliskimi, rodzinne wspomnienia, niepewność towarzysząca rodzicielstwu i próba przyjrzenia się samemu sobie z dystansu. Rojek porównuje ten zbiór do albumu rodzinnych fotografii. "To zdanie jest z pozoru nieporadne, wypowiedziane przez kilkuletnie dziecko, ale mieści w sobie jedne z najważniejszych życiowych potrzeb, jak przekraczanie własnych słabości czy nieograniczona wolność" - tłumaczył, odnosząc się do tytułu płyty.
Najmocniej słychać to w otwierającym "Gruby, mały" - piosence prowadzącej do doświadczeń wyśmiewania, wstydu i kompleksów, które potrafią przetrwać znacznie dłużej niż szkolne lata. Co ważne, jej premierę poprzedziła kampania z wytatuowanymi na skórze obraźliwymi określeniami - obrazami słów, które zostają w pamięci nawet wtedy, gdy ich autorzy dawno już o nich zapomnieli. Z kolei "W objęciach" skupia się na potrzebie bliskości i wysiłku, jakiego wymaga budowanie związku. "Sophia Loren Słupnej Park" i "Mirafiori" łączą tymczasem lokalne, niemal filmowe obrazy z rodzinnych Mysłowic z wakacyjnymi wspomnieniami i refleksją nad tym, ile z naszych wyborów rzeczywiście należy do nas, a ile powtarzamy po wcześniejszych pokoleniach.
Na płycie znalazły się też dwa szczególne duety. W "Yetim" Dawid Podsiadło śpiewa z gospodarzem o radzeniu sobie z codziennym chaosem, a "Nauka tęsknoty" z udziałem Korteza to zdecydowanie jeden z najbardziej poruszających momentów albumu, przede wszystkim za sprawą zawartych w niej pytań o relacje z dziećmi, odpowiedzialność i najlepszy możliwy sposób okazywania miłości. Na osobną uwagę zasługuje zresztą samo brzmienie "Chciałbym urodzić się żeby latałem", zbudowane wspólnie z Olkiem Świerkotem. Od strony muzycznej dostaliśmy materiał znacznie bardziej akustyczny, oparty na delikatnych gitarach, dyskretnych partiach klawiszy i mnóstwie drobnych aranżacyjnych szczegółów. Niemała w tym zasługa orkiestracji Zbigniewa Preisnera - kompozytor znany z wieloletniej współpracy z Krzysztofem Kieślowskim wniósł do nowych nagrań własną wyobraźnię i charakterystyczną wrażliwość na dramaturgię.
To interesujący moment w kontekście kariery Artura Rojka. Człowiek, którego głos towarzyszył wchodzeniu w dorosłość tysiącom słuchaczy Myslovitz, dziś opowiada o własnym dzieciństwie z perspektywy ojca dorastających synów. Trzy solowe płyty wytyczyły mu osobną drogę, coraz bardziej oddaloną od brzmienia dawnego zespołu, a na najnowszej słychać to chyba wyraźniej niż kiedykolwiek wcześniej. Dobrze, że wciąż nią podąża, bo niewielu polskich artystów potrafi z taką swobodą łączyć osobiste historie z muzycznymi poszukiwaniami. I opowiadać o wielkich sprawach bez choćby najmniejszej potrzeby podnoszenia głosu.
Sebastian Gabryel
- Artur Rojek
- 16.10, g. 17.30 i 20.30
- Sala Ziemi MTP
- bilety
© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2026