Komunikaty

pagina

Aktualności

Pominąłeś menu

menu

BLISKO Z WERSAMI. Koszty gryzienia landrynek

Druga książka w dorobku Oliwii Stępień, wydane przez WBPiCAK w Poznaniu "Fakty tysiąca i jednej nocy", to tomik o przymusie wytwarzania historii o sobie narzuconym przez społeczności i systemy, w ramach których funkcjonuje się na co dzień. Poetka w swoich utworach analizuje niejako od spodu prawa fikcji, która oferuje schronienie w swoich fałdach za cenę przemilczenia prawdziwej tożsamości.

Kolażowa okładka tomiku poezji. Dominują motywy kwiatowe. - grafika artykułu
Oliwia Stępień, "Fakty tysiąca i jednej nocy", fot. materiały prasowe

Zarysowana powyżej tematyka może wygląda z pozoru jak problem do rozwiązania na gruncie teorii literatury, jednak Stępień od początku książki wprowadza do swoich wierszy temat schizofrenii, co czyni ją o wiele bardziej namacalną. Gest ten sprawia, że postaci które czytelnik spotyka w trakcie lektury, dwoją się i troją (sic!), by sprostać nieniuansowalnym wymaganiom stawianym przez zbiorowość, która zawsze patrzy.

Wiersz otwierający tomik o znaczącym tytule "pod kątem prostym", wprowadza odbiorcę w sytuację, z powodu której podmiot staje się jeśli nie źródłem, to na pewno pryzmatem wszelkiej fikcji:

"taka jest prawda

na mój temat

zgodna z równaniem

gdzie schizofrenia to moja matka

wielka dramatopisarka

rzucająca cień w kolorze schizofrenii

to ja jestem cieniem

[...]"

[s. 7]

Wskazana powyżej zależność prezentuje pewne stałe w tomiku: prawda jest czymś relatywnym, prawa fizyki (optyki), które powinny być obiektywne, można naginać do własnych celów po to, by było widać to, co trzeba. Ponadto powracająca w książce metafora matki dramatopisarki korzysta ze znaczeniowej niejednorodności słowa "dramat" i niesie w sobie zarówno ładunek emocjonalny, jak i odniesienie do utworu scenicznego rozpisanego na głosy. Szkopuł polega na tym, że nigdy nie można być pewnym, która jego wersja zostanie zdetonowana.

"Fakty tysiąca i jednej nocy" prezentują historię rodziny, która wpadła w żarna systemu. Matka choruje, ojciec jest uzależniony, a dwie córki wchodzą w buty rodziców, biorąc na siebie odpowiedzialność za wszystko i próbując być równocześnie najlepszymi wersjami dzieci, które można dostrzec - w kościele, przed sądem rodzinnym i w historii świata w ogóle.

"jak dwa wory łakoci z niemieckiej taśmy

i skuteczna w tym niczym niemiecki płyn

do płukania tkanin

aby wszyscy na mnie czekali

a potem wychwalali że rozpływam się w ustach

i najgorsze zabrudzenia rozpuszczam

[...]"

["słodka i dobra", s. 16]

W książce powraca motyw słodyczy jako cechy pożądanej, jednak osiągalnej nadludzkim wysiłkiem. Musi być utylitarna: zapewniać bezpieczeństwo i przychylność; ma być skuteczną maską, której podporządkowuje się wszystko, co pod nią. Słodycz rozumiana jako przyjemność odbiorcza ma w tym świecie większą wartość niż zęby, które mogą połamać się przy gryzieniu twardych cukierków. W praktyce nawet choroba nie jest tym, co uprawnia do taryfy ulgowej.

Takie ustawienie sprawy - zwłaszcza w kontekście dziewczynek - wprowadza dodatkowo może nieco pobocznie, choć wciąż wyraźnie, kwestię sposobu formowania zachowania kobiet do stosownego funkcjonowania w społeczeństwie. Wskazuje też na tragiczne konsekwencje w wymiarze osobistym:

"[...] moje wiersze

mówią jak było naprawdę

mając przy tym finezyjne kolory

fryzury dykcję i modulację

[...]

piętrami metafor można schodzić

coraz niżej aż do

potknięcia się

o własne nogi"

["zbyteczne są interpretacje", s. 33]

To, co zwraca uwagę przy lekturze "Faktów..." to fabularność tomiku. Jako czytelnicy z pewnością mamy do czynienia z czymś więcej niż ze zbiorem wierszy na temat; to podzielona na fragmenty narracja, przemyślana i sprawna konstrukcyjnie. Tutaj tytuł każdego kolejnego wiersza jest odwołaniem do zakończenia poprzedniego, a czasem jest nawet pierwszym wersem kolejnego. Dzieje się tak nawet w przypadku ostatniego utworu pod tytułem "czy można wyjść z cienia". Kończy się on słowami:

"jestem ja sama opiszę więc skórę

w świetle faktów

oraz gdy zgaśnie"

[s. 46]

Tymczasem pierwszy, przywołany już na początku, wiersz zatytułowany "pod kątem prostym" otwiera strofa:

"jeśli ustawię się odpowiednio do światła

staję się cieniem schizofrenii"

[s. 7]

Uważny odbiorca wyłapie od razu ten oczywisty dowód przebywania w fikcji, w której kompozycja jest konieczna dla jej uwiarygodnienia i najbardziej zauważalnym sygnałem udawania jednoczesnie. Gdy się nad tym głębiej zastanowić, także lekkość opisu niezwykle trudnych spraw wskazuje, że słyszymy słowa dziecka wypowiadane jednak z perspektywy dorosłego. Podobnie jak w "Baśniach z tysiąca i jednej nocy", do której nawiązuje tytuł tomiku Oliwii Stępień, tak i w tej książce odpowiednio podana fikcja to kwestia przetrwania. Czasem bowiem kłamstwem jest fakt, że prawda jest do życia koniecznie potrzebna.

Joanna Żabnicka

  • Oliwia Stępień, "Fakty tysiąca i jednej nocy"
  • WBPiCAK
  • Poznań 2026

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2026