Kultura Poznań.pl

Historia

opublikowano:

Autobusy minionej epoki

40 lat temu na ulice Poznania wyjechały pierwsze autobusy marki Ikarus. Chociaż z dzisiejszej perspektywy "przegubowce" wyglądają na staroświeckie, to sprawdzały się w codziennej eksploatacji. Pasażerowie doceniali ich pojemność. I była to chyba ich jedyna zaleta.

. - grafika artykułu
fot. MPK Poznań

Kultowe ikarusy produkowano od 1972 roku w fabryce Karosszéria-és Járműgyár w Budapeszcie na Węgrzech. Do 2002 roku, w którym zaprzestano produkcji, powstało ich prawie 70 tys. W latach 80. XX wieku kraje obozu socjalistycznego kupowały je chętnie ze względu na niską cenę i dużą dostępność. W Polsce pierwszym użytkownikiem ikarusów było MPK Katowice, które sprowadziło je już w 1974 roku. W 1978 roku rozpoczął się eksport do Polski ikarusa 280.11. Do 1979 roku do Warszawy dostarczono aż 400 autobusów tego modelu, a 300 trafiło do Katowic. Autobusy te miały liczne wady, które usunięto dopiero w modelu 280.26. Oczywiście nie oznaczało to, że wyeliminowano je wszystkie.   

W czasach PRL-u autobusów nie kupowały miasta ani miejscy przewoźnicy, przydzielało je państwo. Poznań miał chyba dobre notowania "na górze", bo jako czwarty w Polsce (po Warszawie, Łodzi i Katowicach), otrzymał doskonałe (jak je wtedy reklamowano) autobusy typu Ikarus 280. 13 października 1981 roku do Poznania przyjechał pociąg wiozący 13 autobusów, a do końca roku do naszego miasta dostarczono w sumie 55 ikarusów. "Głos Wielkopolski" chwalił je, jeszcze zanim wyjechały na trasy - miały być ciche, solidne, łatwe w prowadzeniu i pojemne. Początkowo obsługiwały linie 61, 63, 64, 69, 81, 82 i 87.

Poznańskie ikarusy stacjonowały w nowo zbudowanej zajezdni autobusowej przy ul. Kaczej na Kopaninie. Ich znakiem rozpoznawczym był czerwony kolor oraz gumowa harmonijkowa osłona przegubu pośrodku pojazdu. Ten element sprawiał problemy i właśnie ze względu na niego na długie ikarusy mówiono "gumowe". Gumowy przegub po kilku latach eksploatacji niestety pękał. Często dziury w materiale były tak wielkie, że z autobusu można było wysunąć rękę lub nawet głowę, a pasażerowie mieli bezpośredni kontakt z naturą. Zdarzało się, że w czasie deszczu do przedziału pasażerskiego lała się woda, a zimą wdzierał się śnieg i mróz. Drzwi w ikarusach też nie były szczelne, więc wewnątrz zawsze hulał wiatr, a ogrzewanie montowano chyba tylko na pokaz. Często zdarzały się usterki na trasie, bywało, że "przegubowiec" dojeżdżał na pętlę przechylony na bok lub z otwartymi drzwiami. 

Pasażerowie, którzy jeździli ikarusami w godzinach szczytu, zaobserwowali szybko, że autobusy te mają zdolność do "rozciągania". Ich pojemność określono na 160 osób, ale nawet do najbardziej zatłoczonego autobusu, w którym pasażerowie jechali już "z plecami na drzwiach", mieściło się jeszcze 30 uczniów lub 15 studentów. Jak się okazuje, te cechy zainspirowały zespół Poszła Czołgiem, który w 1991 roku nagrał piosenkę Gumowe autobusy.

Nowością w ikarusach była również wydzielona (zamknięta) kabina kierującego. Dziś trudno to sobie wyobrazić, ale wcześniej kierowca był oddzielony od pasażerów tylko metalową rurką i krótką zasłonką za siedzeniem. Sprzyjało to zaczepkom, namawianiu kierowców do zmiany trasy i doradzaniu, jak należy jeździć. W "nowoczesnych" ikarusach już się to nie zdarzało.

Dzięki dostawie ikarusów w 1981 roku w Poznaniu zażegnano kryzys komunikacyjny, który trwał od wielu miesięcy, gdy do licznych starych autobusów brakowało części zamiennych. Zmusiło to MPK do zawieszenia lub skrócenia części linii. Dla mieszkańców dzielnic podmiejskich była to prawdziwa tragedia, gdyż samochód nie był jeszcze wtedy produktem dostępnym na wyciągnięcie ręki. M.in. dzięki ikarusom na początku lat 80. nastąpił znaczny rozwój sieci autobusowej w Poznaniu i poza miastem. W 1984 roku MPK Poznań wykorzystywało już 120 ikarusów 280.26, 55 typu 280.02 i 25 typu 260.04. Oprócz tego spółka miała kilkaset autobusów innych typów, głównie jelcze i autosany. W 1987 roku MPK przejęło teren w Biskupicach w gminie Swarzędz, gdzie powstało zaplecze remontowe obsługujące poznański tabor. W 1998 roku wyodrębniono z MPK Zakład Napraw Autobusów i przekształcono w samodzielne przedsiębiorstwo. Remontowano tam i naprawiano autobusy,  a nawet montowano nowe pojazdy. W 1994 roku skonstruowano tam 20 ikarusów, w tym 19 przegubowych.

W tym okresie rozpoczęły się zmiany, które były zwiastunem prawdziwej rewolucji w poznańskiej komunikacji publicznej. Po pierwsze, ze względów ekologicznych wprowadzono olej napędowy, co pozwoliło na zmniejszenie emisji zanieczyszczeń. Po drugie, w 1995 roku kupiono pierwszy niskopodłogowy autobus typu Jelcz M121M. Po trzecie, władze miasta podjęły odważną decyzję, wzięły kredyt i kupiły "hurtowo" 122 niskopodłogowych autobusów z silnikami spełniającymi normy czystości spalin Euro-1. Ten zakup, choć był ogromnym obciążeniem finansowym dla miasta, pozwolił na rozruszanie produkcji autobusów w okolicach Poznania. Np. niskopodłogowe  autobusy MAN dla Poznania montowano w podpoznańskich Biskupicach, wkrótce ruszyła też produkcja w Bolechowie.

Łącznie w Poznaniu eksploatowano przez 30 lat 266 ikarusów typu 280.26 i 19 typu 280.70A. 14 stycznia 2010 roku był ostatnim dniem ich pracy na liniach dziennych, a 16 stycznia odbyło się oficjalne pożegnanie, uświetnione paradą. Tego dnia z pewnością odetchnęli z ulgą pasażerowie o słabszej kondycji, seniorzy czy niepełnosprawni, ponieważ wchodzenie po wysokich stopniach do ikarusa naprawdę wymagało sprawności fizycznej. Podłoga miała 92 cm, co dla niektórych było przeszkodą nie do pokonania. Także rodzice z radością pożegnali ikarusy, bo wniesienie do środka wózka dziecięcego było karkołomnym zadaniem i wymagało udziału dwóch osób.

Chociaż ikarusy w Poznaniu nie obsługują już regularnych linii, to nadal można zobaczyć je w Poznaniu. Dzięki staraniom Klubu Miłośników Pojazdów Szynowych zachowano jednego krótkiego ikarusa typu 260 i jednego przegubowego typu 280.26. Ten drugi jeździ na linii turystycznej.

Na przełomie 2009/2010 roku przeszedł kompleksowy remont, w czasie którego przywrócono mu historyczny wygląd. Jest wielką atrakcją dla miłośników komunikacji miejskiej i budzi zachwyt młodszych pasażerów. Natomiast starsi z pewnością są zadowoleni z faktu, że jest to już tylko pojazd historyczny i nie muszą nim codziennie jeździć do pracy. Zwykle bowiem była to jazda w smrodzie spalin, z wodą z dachu za kołnierzem i z plecami na drzwiach.

Szymon Mazur

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2021