"Pomimo, że byli kiedyś z Frippem starymi kumplami z ławy szkolnej, otwierał się pomiędzy nimi rozdźwięk, który na długie lata stał się źródłem osobistej urazy i wrogości" - pisał autor książki "Na Dworze Karmazynowego Króla" o okolicznościach odejścia Gordona Haskella z zespołu King Crimson. Odejścia, które było jednym z najdramatyczniejszych momentów w biografii artysty.
Współpraca wokalisty z tym legendarnym zespołem, która była w istocie jedynie krótką przygodą, na długo - a może i na zawsze - naznaczyła biografię Haskella, choć w znacznej mierze wbrew jego woli. Tak jak dziś, tak i wówczas wolał piosenkowy, czasem balladowy nastrój (lubił muzykę w klimacie Nat King Cole'a i Raya Charlesa), a jego ambicją było, aby King Crimson zaczęło wykorzystywać jego kompozycje.
Stało się jednak inaczej i choć rozstał się z zespołem - oraz jego liderem Robertem Frippem - w stanie wojny, wszyscy recenzenci do dziś wspominają (czy może wypominają mu) tamten epizod.