Powoli i trochę leniwie (takie są w końcu jego główne założenia!) budził się w pierwszym dniu festiwalu Generator Malta, czyli otwarta dla wszystkich przestrzeń na Placu Wolności. Swoiste "osiedle" w mieście, miasto w pigułce: z piekarnią, ekologicznym targiem, kuchnią, barem, czytelnią, strefą relaksu i dwoma scenami - teatralną i klubową. Z dźwiękami, głosami, hałasami i ciszą. Eksperyment Malty - zaproszenie do spotkania. Od samego rana wypełniały go twarze: przypadkowe i nieprzypadkowe. Ciekawe i ciekawskie. Życzliwe i sceptyczne.
W kolorowych hamakach bujały się dzieci i dorośli, energiczna grupa bębniła we wszystko, co przypominać mogło instrumenty perkusyjne, na kolorowych matach w skupieniu wytrwali ćwiczyli jogę, a krawiec na oczach wszystkich kroił tkaninę, siadał do maszyny i szył. To wszystko w jednym czasie, w sąsiadujących ze sobą strefach.
Tu serwują kawę i croissanty, tu kanapki z wędzonym łososiem. Lokal Kuchnia na obiad proponuje też m.in. chłodnik i lasagne. W okolicach południa przy ladzie robi się tłoczno, a kolejka niebezpiecznie wydłuża. Ale tutaj na nikim nie robi to wrażenia. Bo Generator Malta do strefa WOLNO. Obowiązuje tu zdecydowane ograniczenie prędkości (życia). Wrzucamy niższy bieg... Zwalniamy...
Sylwia Klimek, ng