Komunikaty

pagina

Aktualności

Pominąłeś menu

menu

Ducholodzy ze Śląska

W środę 4 kwietnia w Meskalinie wystąpi Coals. Pod tą nazwą kryje się duet Ślązaków - wokalistki Katarzyny Kowalczyk i muzyka Łukasza Rozmysłowskiego. Rok temu wydali album "Tamagotchi", z którym cofają się do kultury lat 90.

. - grafika artykułu
Coals, fot M. Bernacka

Coals bywają porównywani do The Dumplings, bo oba duety faktycznie łączy wiele podobieństw. To choćby postawienie nacisku na estetykę DIY (ang. do it yourself - zrób to sam) czy szybki rozwój kariery. Coals błyskawicznie przeszli z amatorskiego tworzenia (gdy Kasia i Łukasz spotkali się w 2014 roku by na próbę nagrać jedną wspólną piosenkę - "Night Train") na koncerty na ważniejszych polskich festiwalach, jak Open'air, Off i Soundrive, a następnie zwrócenie uwagi zagranicznych krytyków, występy na zachodnich festiwalach i w mediach takich jak amerykańskie radio KEXP czy wreszcie trasy koncertowe po Europie.

Kowalczyk i Rozmysłowski urodzili się w połowie lat 90-tych. Choć byli wówczas jeszcze małymi dziećmi, to właśnie ta dekada stała się głównym punktem odniesienia w ich onirycznej, trochę mrocznej podróży sentymentalnej, którą odbywają na debiutanckim albumie "Tamagotchi". Tytuł odnosi się do bardzo popularnej wówczas elektronicznej zabawki, która niepodzielnie królowała wśród polskiej młodzieży szkolnej. Pamiętacie?

Sentyment do tamtej dekady jest czymś więcej, niż tylko odwołaniami retro, o czym pisała Olga Drenda w książce "Duchologia polska. Rzeczy i ludzie w latach transformacji". Tak młode polskie zespoły jak Coals ze wzruszeniem, rozbawieniem i sentymentem sięgają po duchologiczne wskrzeszanie tego, co w latach 90. było kultowe z poczuciem, że są do tego uprawnieni. Bo ci, którzy przeżyli tę dekadę bardziej świadomie, zapamiętali ją z pewnym wstydem jako czas, gdy Polacy w przyspieszonym tempie i naiwnie uczyli się zachodniej popkultury, nośnikami dla filmów były kasety VHS, nosiło się ortaliony, a typowym pejzażem były postkomunistyczne bloki i podwórka, na których wyrastały liche i przypadkowe nadbudowy nowego świata.

W swoich teledyskach Coals sięgają po tak modną dziś estetykę kaset VHS, przywdziewają ortalionowe ciuchy i proponują muzykę w prosty sposób piękną, której nie sposób odruchowo nie polubić. Śpiewają rzecz jasna po angielsku, bo zdecydowanie bliżej im emocjonalnie do zagranicznych zespołów - urodzili się przecież w czasach transformacji i dane im było o wiele więcej, niż pokoleniu ich rodziców. Ich młodzi fani muszą się w nich przeglądać jak w zwierciadle.

Coals to też znak czasów, gdy zachodnia Europa i świat zachwycają się modą na soviet chick. Grające na ich festiwalowych scenach młode polskie zespoły brzmią świeżo i wywołują zachwyt. Coals przekazują publiczności zapośredniczone, nigdy nie przeżyte na własnej skórze doświadczenie transformacji, które było przecież bardzo trudne, nierzadko bolesne dla polskiego społeczeństwa. Nic dziwnego, że "Tamagotchi" brzmi w gruncie rzeczy tak bardzo ponuro i potrafi przytłoczyć duszną atmosferą.

Marek Bochniarz

  • koncert The Coals
  • 4.04, g. 19
  • Klubokawiarnia Meskalina
  • bilety: 30 i 35 zł

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2018

Odwiedź także: