Komunikaty

pagina

Aktualności

Pominąłeś menu

menu

ALE KINO! Zwyczajni superbohaterowie

Obraz brytyjskiego reżysera Michaela Caton-Jonesa pt. "Urban Hymn" to rzecz o tym, że prawdziwy heroizm nie rzuca się w oczy, a realni bohaterowie nie szukają poklasku. I że o tym kim jesteśmy, w głównej mierze decyduje przypadek. Absolutna - bo zrealizowana jeszcze w tym roku - festiwalowa "świeżynka", niestety nie zaspokaja potrzeb bardziej wymagającego widza i nie wnosi do tematu "trudnej młodzieży" niczego odkrywczego. 

. - grafika artykułu
Kadr z filmu "Urban Hymn", fot. materiały Ale Kino!

"Urban Hymn" rozpoczynają autentyczne nagrania z sierpnia 2011 roku, kiedy na ulicach Londynu wybuchły zamieszki zakończone plądrowaniem sklepów i niszczeniem mienia na ogromną skalę. Bunt o podłożu politycznym? Niezadowolenie społeczne? Bieda? Do dziś nie wyjaśniono bezpośrednich przyczyn tamtych wydarzeń, w których wzięło udział wielu młodych ludzi.

Nastoletnie Jamie i Leanne to papużki nierozłączki, które każdą wolną chwilę spędzają razem. Obie stoją u progu dorosłości, więc ich notoryczne igranie z prawem za chwilę może się skończyć tragicznie - więzieniem. Zbuntowanym dziewczynom pomóc próbuje pracownica opieki społecznej, Kate, która w ten sposób zmaga się z własnymi demonami. "To jeszcze dzieci, mogą popełniać błędy" - tłumaczy, doskonale rozumiejąc, że zło jakim epatują wychowankowie domu dla trudnej młodzieży nie wzięło się znikąd. Jest wynikiem traumatycznego dzieciństwa, braku miłości i przygnębiających perspektyw.

Temat, jaki został podjęty w tej produkcji, to oczywiście wciąż niewyczerpana studnia pełna pytań i wątpliwości dotyczących tego, co determinuje to, kim stajemy się w dorosłym życiu. Owszem, piękny obraz zwyczajnego, codziennego heroizmu, który nie szuka uznania i nie nadaje się na pierwsze strony gazet, lecz ostatecznie jednak nic poza tym. Mam wrażenie, że oglądałam już dziesiątki podobnych historii, a kolejna z nich niestety nie wnosi niczego nowego. A już na pewno nie zaskakuje, bo u Caton-Jonesa rozwój wypadków momentami jest na wskroś przewidywalny, a przez to... banalny. W gruncie rzeczy nieskomplikowana historia Jamie, która dzięki pasji do muzyki wychodzi na prostą i po raz pierwszy w życiu ma jakiś cel, jest zrównoważona (a przez to bardziej wiarygodna) jedynie przez nieco bardziej kontrastową postać jej przyjaciółki Leanne, która miota się między uczuciem lojalności i przyjaźni, a kompletnym brakiem uczuć. Nadal jednak mamy do czynienia ze spłyceniem problemu, o którym mowa i momentami nieznośnym moralizatorstwem, z którego wynika wyłącznie uniwersalna prawda: "jeśli coś jest dla ciebie ważne, to jest to w stanie wiele w twoim życiu zmienić".

- Z momentem kiedy oddaję swój film, przestaje on już być mój - mówił na spotkaniu z widzami Michael Caton-Jones. Szkoda, że przed oddaniem go publiczności, reżyser nie pokusił się o niesztampową i pogłębioną refleksję na temat genezy zła i źródła naszych życiowych wyborów. Taką, która na dłużej zostałaby w pamięci widzów, przynosząc wymierne efekty, a być może i kolejnych "zwyczajnych superbohaterów".

Anna Solak

  • 34. Międzynarodowy Festiwal Filmów Młodego Widza Ale Kino!
  • "Urban Hymn", reż. Michael Caton-Jones, 2016
  • 29.11
  • kolejny seans: 1.12, g. 19.30, Multikino 51