Ten koncert był jednym z ważniejszych wydarzeń podczas tegorocznej edycji festiwalu. Muzyk rozpoznawany jest przez szerzą publiczność głównie dzięki swojej wieloletniej współpracy ze Stingiem, choć w artystycznym dorobku ma też wspólne projekty z takimi artystami jak Phil Collins, Tina Turner czy Pat Metheny. Mimo licznych osiągnięć na rzecz kolektywnej pracy twórczej, Miller interesuje się też produkcją samodzielnych, niezależnych projektów. Jego autorskie utwory to przede wszystkim urokliwe lecz niebanalne kompozycje na gitarę akustyczną. Poszczególne utwory zaskakują licznymi zmianami tonacji oraz zgrabnym operowaniem nastrojowością, która płynnie lawiruje między kojącą delikatnością a zamaszystą energicznością. W zeszłym roku nagrał płytę "Silent Light", która stanowiła punkt odniesienia dla poznańskiego koncertu. Podczas piątkowego wystąpienia na scenie pojawili się także perkusista Miles Bolud oraz basista Nicolas Fiszman, dopełniając pokaz rytmicznymi, głębokimi brzmieniami.
Na wyróżnienie zasługuje zmyślnie zbudowana kompozycja całego koncertu. Miller zręcznie żonglował napięciem, zaczynając wystąpienie od spokojniejszych utworów, a następnie stopniowo podkręcając tempo bardziej żywiołowymi melodiami. Kompozycje gitarzysty, choć w dużej części spokojne i momentami nostalgiczne, nie wprowadzały w stan melancholijnej hipnozy. To raczej pogodne, przyjemne brzmienia, które nie zachęcają słuchacza do eksplorowania głębi własnej zmysłowości i wyobraźni, lecz wprowadzają w stan łagodnego zadowolenia. Szczególnie w drugiej części koncertu usłyszeć można było melodie niezwykle rozbudowane, wieloczęściowe, gwałtownie zmienne, o energicznym, sangwinicznym wręcz zacięciu. Podczas gdy na wstępie koncertu jazzowe utwory Millera ocierały się momentami o bossa novę, finalne dzieła mocniej korespondowały z twórczością Neila Younga, którego nazwisko zostało przywołane przez Millera w momencie refleksji nad ulubionymi wykonawcami. Wybrzmiały też oczywiście utwory znane z płyty Stinga, takie jak "Shape Of My Heart", czy "Fields of Gold", tym samym wprawiając publiczność w entuzjazm. W ramach dowcipu wytrącającego ze atmosfery spokoju, muzycy zagrali znany przebój "Staying Alive" zespołu Bee Gees. Grając, pobudzali widzów do wtórowania sobie podczas refrenu. Jednym z ostatnich utworów jakie dało się usłyszeć podczas koncertu była melodia inspirowana muzyczną tradycją Argentyny, w której gitarzysta się urodził. Miller operował pełną gamą dźwięków, wykorzystując rozmaite gitarowe techniki. W jego melodiach króluje koncept, który podczas koncertu dobrze rozwijany był przez interpretacje muzyczne basisty i perkusisty.
Kunszt i wirtuozeria wykonania nie idzie u Millera w parze z arogancją. Podczas koncertu dbał o kontakt z publicznością w sposób nienachalny i niewymuszony. Żartował i opowiadał krótkie anegdoty, które umilały odbiór i stanowiły przyjemny przerywnik między utworami.
Choć artysta wielokrotnie wyrażał entuzjazm wobec koncertowania w Auli UAM, która podobała mu się przez klasyczny wystrój, w moim odczuciu dobór miejsca działał na niekorzyść koncertu. Surowość i powaga wystroju sali nieprzyjemnie kontrastowały ze swobodą i lekkością zarówno dźwięków, jak i zachowania muzyków, którzy starali się utrzymać aurę intymności.
Nieskrępowanie i autentyczność zakłócane było przez atmosferę ufryzowanej, groteskowej sztywności. Oficjalny charakter Auli UAM niszczył nastrojowość, która mogła być największym atutem tego koncertu. Zdawałoby się, że odejście od karykaturalności sadzania na numerowanych miejscach o złotych podłokietnikach to praktyka dość pospolita, niemniej organizatorzy nie przewidzieli negatywnego wpływu jaki wywoła dobór tego miejsca na wydźwięk koncertu. Miller wyznał, że nie zdarza mu się występowanie w podobnych aranżacjach i zazwyczaj gra w klubach odznaczających się mniejszym splendorem. W moim odczuciu, taka przestrzeń pozwala na lepszą komunikacje z publicznością i przełamuje dystans, który tym razem został zachowany. Na szczęście gitarzysta okazał się niezwykle pogodną i dowcipną osobą, przez co nieco nadęta aura klasycyzującego wnętrza została nieco rozluźniona.
Mimo poczucia zmarnowania potencjału nastrojowości koncertu, odbiór koncertu przez publiczność był bardzo entuzjastyczny. Owacje na stojąco i wiwaty rozbrzmiewały jeszcze długo po ostatnim utworze. Z kolei Miller opuszczając scenę wyraził gotowość następnego przyjazdu do Polski i cieszył się, że zakończył sezon koncertowy właśnie w Poznaniu.
Julia Niedziejko
- Dominic Miller - koncert w ramach Festiwalu Akademia Gitary
- 31.08, g. 20
- Aula UAM
© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2018