Kultura Poznań.pl

Rozmowy

opublikowano:

SESJA FOTOGRAFICZNA. Muszę wyzwalać swoje demony

- Nie wierzę w skakanie po łączce i w motylki. Ten świat do mnie nie trafia, nie jesteśmy cukierkowi. Dlatego nawet jeśli na zdjęciu mam dużo kolorów, to nie jest ono infantylne - mówi Ksenia Shaushyshvili*, sopranistka, aktorka i fotograf.

.
fot. K. Shaushyshvili

Jak połączyć bycie artystą scenicznym i fotografem?

Najczęściej robię kilka rzeczy na raz: na słuchawkach mam to, co będę śpiewać, przed sobą rozłożone nuty na które co jakiś czas spoglądam, a na komputerze obrabiam zdjęcia. Do tego wszystkiego z boku biega synek. W sezonie śpię po cztery godziny, na szczęście mojej energii wystarcza, by to połączyć. Czasami nie wiem jak to mi się udaje.

Nie potrafisz usiedzieć na miejscu?

Z początku miałam być aktorką, skończyłam nawet szkołę w Brześciu, ale rodzice odradzali mi bycie pełnoetatową aktorką. I dobrze zrobili - okazało się, że śpiew to jest to co mi wychodzi lepiej niż aktorstwo. Choć oczywiście, to wieloletnie doświadczenie aktorskie mi pomaga. Zdarza się, że śpiewam robiąc zdjęcia. Chcę być wszędzie i być we wszystkim dobra, chociaż wiem, że tak się nie da.

Obycie artystyczne pomaga Ci w fotografii?

Uczy wrażliwości artystycznej. Tak w teatrze jak i muzyce czy przy zdjęciach, kreuję własną rzeczywistość. Ale cały czas nie mam pewności, czy mogę się nazywać fotografem. Może po prostu artystą? Nie mam wielkiego mniemania o sobie, zarówno jeśli chodzi o fotografię jak i śpiew czy aktorstwo.

Dlaczego?

Bo patrzę na kolegów i koleżanki po fachu, oglądam dużo zdjęć, zwłaszcza ze Wschodu, takich twórców jak Marat Safin, Igor Capli, Igor Bulgak, ale także chociażby Anne Leibovitz i widzę ile mi brakuje.

Kim jeszcze się inspirujesz?

Zazwyczaj nie są to zdjęcia. Najczęściej to kino dobrego reżysera. U Tarantino uwielbiam jego ujęcia - kąty widzenia, dynamikę. A gdy oglądałam Breaking Bad to tak mnie poszczególne sceny zachwycały, że robiłam zrzuty ekranu.

Odtwarzasz potem ujęcia?

Nie, mam to w głowie i częściowo na tym bazuje. Szukam emocji i światła. Kill Billa oglądałam patrząc praktycznie tylko na światło, które Tarantino wykorzystał. Inspiracje są wszędzie, trzeba tylko ich poszukać. Albo teledyski! Thunder Image Dragons, widzę w nim niesamowitą geometrię i grę kształtów. Polecam przejrzeć inne prace reżysera Josepha Kahna. Inspiracją dla mnie są też nowe twarze które fotografuję. Gdy ich nie znam, poznaję je dopiero na planie i uczę się ich.

Spiewasz, grasz na scenie. Twoi modele też muszą grać?

Koniecznie! Gra aktorską w moich autorskich projektach jest bardzo ważna. Gdy szukam modeli patrzę na ich portfolio pod kątem tego jak ustawiają się do zdjęć, pod kątem ich twarzy i malujących się na nich emocji. Na przykład na zdjęciu na którym dziewczyna wyłania się z bagna chciałam wydobyć z niej więcej poruszenia, więc wydawałam z siebie taki ryk, by ją zmotywował do działania. Czasem pokrzykuję na modeli, zdarza mi się prosić by modelki biegały w kółko i się rozluźniły. Nie mogę powiedzieć, że to są tylko moje zdjęcia. Ja je zawsze tworzę z modelką czy modelem. Ich wkład w efekt końcowy jest bardzo duży.

Twoja praca na planie to improwizacja? Czy niczym u wspomnianej przez Ciebie Leibovitz wszystko masz zaplanowane?

Nie umiem i nie lubię dokładnie planować, wolę spontanicznie działać. Większość zdjęć z moją ulubioną modelką Michaliną powstała właśnie spontanicznie. Jestem przekonana że każdą pogodę, każde światło i każde miejsce można wykorzystać do zdjęć. I dzień, i noc. I las, i parking, i stację benzynową. Tak samo jest z obróbką zdjęć - nigdy nie wiem jak dokładnie ona wyjdzie.

Czyli nie masz w głowie końcowego efektu?

Mam ogólny zarys, ale może wyjść inaczej. Niekiedy zmieniam go na etapie obróbki komputerowej.

Na swoich fotografiach kreujesz różne światy.

Jestem kobietą, jestem zmienna. Każdy ma stronę jaśniejszą i ciemniejszą. Czasem jest bajkowo, a czasem nie.

Nawet Twoje bajkowe zdjęcia są mroczne, tajemnicze. To raczej bracia Grimm niż Walt Disney.

Nie wierzę w skakanie po łączce i w motylki. Ten świat do mnie nie trafia, nie jesteśmy cukierkowi. Dlatego nawet jeśli na zdjęciu mam dużo kolorów, to nie jest ono infantylne.

Każdy obrazek który robię to jestem ja. Po prost, to co robię jest emanacją mnie.

Odbijasz się w swoich fotografiach?

Każde zdjęcie, każdy projekt który robię, pozwala zrozumieć na jakim etapie życia jestem. Mój stan duszy odbija się na zdjęciach i w kolorystyce. Tonacja i charakter zdjęć zmieniają się wraz ze mną. Gdy byłam niedawno przesycona ślubami, musiałam wręcz na siłę zrobić coś innego. Potrzebowałam takiej chamskiej odskoczni. I wtedy powstała sesja w bagnie która sprawiła, że było mi lepiej. Dużo się uśmiecham, ale jak każdy człowiek potrzebuję równowagi.

Używałaś własnego ciała do realizacji swoich wizji?

Nie, ale kiedyś pozowałam dla innych fotografów i miałam z tego ogromną frajdę. Bardzo mile wspominam współpracę z Krzysztofem Kurłowiczem. Nasze sesje były napełnione mistycyzmem. To moje pozowanie miało ogromny wpływ na to, jak teraz pracuję z modelką.

Dlaczego?

Wiem, że nie mogę się wywyższać, być nad modelką, że musimy być równe. W relacji  fotograf-modelka musi wytworzyć się emocjonalna, intymna więź. Wtedy jest szansa na dobre zdjęcia. Z Krzysztofem znaleźliśmy wspólny język, rozmawialiśmy o różnych rzeczach - niekiedy mrocznych - wymienialiśmy się doświadczeniami życiowymi. Bo to właśnie te rzeczy lepsze czy gorsze kształtują nas jako artystów i naszą gospodarkę duchową. Z modelką muszę mieć pewien rodzaj wspólnoty. Pośmiać się, porozmawiać, jak trzeba to popłakać czy ponarzekać na facetów. Trzeba mieć też w zanadrzu parę żartów by rozluźnić atmosferę.

Mocno rozgraniczasz swoją pracę artystyczną od komercyjnej.

Większość odbiorców chce fast food, czyli pokazuje mi czyjeś fotografie i mówi, że chciałaby być sfotografowana w taki sposób. Muzycy - a z nimi bardzo często współpracuję - są bardzo wybredni i mają swój określony wizerunek. Rzadko się zdarza, by ktoś dał mi kompletnie wolną rękę i zdał się na moją fantazję.

Moja praca indywidualna to dla mnie swego rodzaju odpoczynek. Coś, co mnie ładuje, w pewien sposób buduje w fotografii, generuje nowe pomysły na zdjęcia, w tym również te komercyjne. Bardzo boję się popadnięcia w rutynę, czasem aż się duszę. Muszę mieć tą odskocznię, wyzwolić czające się we mnie demony.

rozmawiał Adam Jastrzębowski

*Ksenia Shaushyshvili - sopranistka, aktorka i fotograf pochodząca z Białorusi. Zajmuje się fotografią artystyczną i komercyjną. Mieszka i pracuje w Poznaniu.

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2018