Kultura Poznań.pl

Opinie

opublikowano:

UKRAIŃSKA WIOSNA. Cena marzeń

Reżyser i podróżnik Leonid Kanter blisko rok temu popełnił samobójstwo. W pożegnalnym liście poprosił swojego przyjaciela o to, by ten dokończył jego film. Nie chciał, żeby obraz był smutny, miał traktować o miłości. I chyba się udało. Pokaz "Człowieka z taboretem" w reżyserii Jaroslava Popova zakończył kolejną edycję Ukraińskiej Wiosny.

.
Kadr z filmu "Człowiek z taboretem", fot. materiały prasowe

- Jego filmy zawsze opowiadały o życiu, ale ostatnio również o śmierci - mówiła na spotkaniu w Zamku, tuż po pierwszym pokazie dokumentu "Człowiek z taboretem" w Polsce, Kateryna Mizina, producentka filmu i przyjaciółka Leonida Kantera. - W związku z tym teraz chcieliśmy zrobić rzecz o pozytywnym życiu - dodała.

Leonid Kanter popełnił samobójstwo w czerwcu minionego roku. Możemy tylko przypuszczać, dlaczego się tak stało. - Nie mogę powiedzieć, że to wojna w stu procentach doprowadziła go do śmierci. Gdyby to nie był Leonid nie zgłosiłby się sam do wojska i nie poszedł na wojnę. I tylko on mógł ją przeżyć tak mocno - opowiadała Mizina. Dlaczego nikt mu nie pomógł? Dlaczego nikt nie zareagował, choć "Człowiek z taboretem" jest świadectwem tego, iż zmiana jaka w nim zaszła została przez bliskich zauważona? - Leonid rok wcześniej odwrócił się od przyjaciół. A sam nigdy nie poprosiłby o pomoc - mówiła zaproszona na festiwal producentka. Dodała: Swoje życie projektował jak film. W życiu, podobnie jak w kinie, nie uznawał kompromisów.

Kanter osierocił trójkę dzieci, rok wcześniej rozstał się z żoną. Zawsze marzył o tym, by żyć w zgodzie z naturą. We wsi Obyrok, po kilku latach poszukiwań odpowiedniego miejsca, założył osadę twórczą, gdzie np. odbywa się festiwal chleba. Jest reżyserem takich tytułów jak m.in. "Ukraińcy" o obronie donieckiego lotniska czy "Mit" o Wasylu Slipaku, światowej sławy śpiewaku operowym, który zginął od kuli snajpera na wojnie w Donbasie.

Taboret znaczy wolność

Ale reżyser uwielbiał też podróżować, chciał jak mówią jego przyjaciele "nakręcić cały świat". Efektem tej "słabości" jest po części "Człowiek z taboretem", którego reżyserii ostatecznie podjął się Jaroslav Popov. Punktem wyjścia do realizacji była roczna podróż Kantera na Przylądek Horn. Nie była to jednak samotna wyprawa twórcy, ale przedsięwzięcie, w którym udział wzięło aż dwadzieścia osób z pięciu krajów. Artysta postanowił, że nad każdym z czterech oceanów (Atlantyckim, Spokojnym, Indyjskim i Arktycznym) postawi pomnik, że na brzegu każdego z nich siądzie na taborecie z kijowskiej kuchni. I tak zwiedzamy z grupą marzycieli m.in. Kanadę, Stany Zjednoczone, Meksyk, Peru, Argentynę i Chile. W poszukiwaniu wolności przemierzamy pustynię, morza, Amazonkę (film zachwyca zdjęciami). Jesteśmy gośćmi w wiosce Majów i asystujemy przy narodzinach drugiej córki reżysera, która to przyszła na świat... w taksówce. Z filmu dowiadujemy się, że był to pewien kompromis, bo Diana, żona reżysera, chciała urodzić Patagonię w domu, ale ten się nie zgodził. Poznajemy twórców i spełniamy ich marzenia. Niewiele tak naprawdę dowiadujemy się o miejscach, które odwiedzają.

Autorzy łączą w filmie gatunki - dokument z animacją, w wyniku czego powstaje ciekawy kolaż. Wykorzystują archiwalne nagrania, których autorem albo bohaterem jest sam Kanter (z podróży i z wojny), oraz materiały, które powstały już po jego śmierci. - Diana nie miała żadnych zastrzeżeń, pierwsza zobaczyła film. Zmieniła tylko kilka drobnych rzeczy. "Człowiek z taboretem" pomógł jej zrozumieć i wybaczyć - opowiadała Mizina. Animacje natomiast nadają obrazowi lekkości i są ściśle związane z bajkami, które dzielą kolejne etapy podróży. O dwóch lamach, magicznej gitarze albo trzech świnkach, opowiada  dziecko. Być może jest to Magdalena, najstarsza córka Kantera, która odbyła tę podróż wraz z nimi. "Człowiek z taboretem" to żaden eksperyment, tylko książkowo zrealizowany biograficzny dokument i filmowy protest song. Wciąga, gdyż z prostej historii człowieka, który kocha żyć, rozrasta się do hymnu o miłości, traktatu o tym, co jest ważne. Nie można, choć właściwie nawet nie sposób, myśleć o nim wyłącznie w kategorii kina drogi, gdyż po jego obejrzeniu mnożą się pytania (zasypano nimi producentkę po pokazie): o relacje jakie łączyły bohatera z żoną i jego bezwzględność, odwagę twórcy, którą wielu może nazwać głupotą albo kolejną bezsensowną śmierć weterana...

Monika Nawrocka-Leśnik

  • Festiwal Kultury Ukraińska Wiosna: pokaz filmu "Człowiek z taboretem" i spotkanie z Kateryną Miziną
  • CK Zamek, Sala Kinowa
  • 12.05

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2019