Kultura Poznań.pl

Opinie

opublikowano:

PROSTO Z EKRANU. Taka piękna katastrofa

W 2003 roku, podczas dwóch tygodni wyświetlania, kosztująca 6 milionów dolarów produkcja zatytułowana "The Room" zarobiła zaledwie 1800 dolarów. Dziś mówi o niej cały filmowy świat, a do kin wszedł właśnie "Disaster Artist" - historia przyjaźni odtwórców głównych ról kultowego obrazu, który po latach zyskał miano "najgorszego filmu świata".

.
fot. materiały dystrybutora

Nieśmiały 19-latek Greg Sestero poznaje w szkole aktorskiej Tommy'ego Wiseau - niepoprawnego marzyciela i samozwańczego artystę, który wkrótce zamierza zrealizować swój amerykański sen. Zaprzyjaźniają się i w pogoni za karierą przeprowadzają do Los Angeles. Długo nie mogą się przebić, aż w końcu Tommy postanawia wziąć sprawy w swoje ręce i nakręcić własne dzieło, w głównych rolach obsadzając siebie i Grega. Po rozpoczęciu zdjęć ekipa szybko orientuje się, że scenariusz jest koszmarnie zły, a Tommy nie ma za grosz talentu aktorskiego ani jakiegokolwiek pojęcia o reżyserii. Nie przeszkadza mu to jednak we wcielaniu swojej wizji w życie.

Jeden z gości pojawiających się na początku "Disaster Artist", tłumacząc fenomen "Obywatela Kane'a złego kina", stwierdza, że gdyby wziąć dowolnych pięciu sprawnych reżyserów, to żaden nie zdołałby świadomie stworzyć czegoś takiego jak "The Room". Po pierwsze dlatego, że Wiseau wlał w swoje dzieło całe serce, a każda filmowa klatka to nuta melodii grającej mu w duszy - szybko staje się jasne, że tak pokręconej muzyki nie da się zagrać na żadnym innym instrumencie. Po drugie, prawdopodobnie gdyby "The Room" był odrobinę lepszy, to nie dałoby się go oglądać. Wiseau bowiem, przy wszystkich swoich aspiracjach, osiągnął poziom artystycznej katastrofy nieosiągalny dla innych śmiertelników. Nic dziwnego, że jego dzieło doczekało się statusu kultowego, a on sam stał się żywą legendą.

Postanowił się z nią zmierzyć James Franco, który wzorem Tommy'ego nie tylko obsadził siebie i swego brata Dave'a w głównych rolach, ale także zajął się produkcją i reżyserią. Posiłkując się autobiograficzną książką Grega Sestero, stworzył zabawną opowieść o wielkiej sile przyjaźni, a także bezkompromisowym podążaniu za marzeniami. Franco, zręcznie lawirując między komedią a dramatem, nieustannie puszcza oko do tych, co doskonale bawili się już na oryginale. Przyjemność z oglądania jest więc podwójna - "Disaster Artist" jest bowiem nie tylko sam w sobie znakomitym filmem, ale też wielokrotnie odtwarza sceny z "The Room", niepostrzeżenie wchodząc na poziom metafilmowy. Co najzabawniejsze, opowieść o najgorszym reżyserze świata zdobyła już szereg prestiżowych nagród i ma realną szansę na dorzucenie do puli Oscara (za scenariusz adaptowany). Jak widać, w tym szaleństwie jest jakaś metoda.

Jednak "Disaster Artist" to przede wszystkim popis aktorski. W tle pojawiają się takie znakomitości, jak Bryan Cranston, Zac Efron, Seth Rogen czy Sharon Stone, ale najjaśniejszą gwiazdą błyszczy Franco wcielający się w Tommy'ego. Mimo różnic anatomicznych, jest fenomenalny. Doskonale imituje mimikę i ruchy, wyraźnie bawi się rolą i zapewne spora w tym zasługa tego, że ego ma niewiele mniejsze niż oryginał (przy znacznie większym talencie). A najważniesze w tym jest to, że nie robi z Wiseau błazna. Przeciwnie - nadaje mu rys tragiczny, pokazuje też, że jego bohater, przy całej swojej miłości do życia, był również całkiem zręcznym, choć może nie do końca świadomym manipulatorem. Dzięki temu i na szczęście dla widza film wykracza poza ramy ciągu żartów, gagów i ekscentrycznych zachowań.

Jedyne, co można zarzucić obrazowi, to dość zachowawcza krytyka przemysłu filmowego. Owszem, pojawiają się tu bezwzględne i antypatyczne postacie dzierżących władzę w krainie Hollywoodu, ale Franco zaledwie prześlizguje się po temacie. Zamiast tego woli grać na emocjach i wychodzi mu to świetnie. Najlepiej widać to w scenie premiery kinowej, kiedy widzowie oglądający "The Room" bezpardonowo zarażają śmiechem widzów oglądających "Disaster Artist". Trudno o bardziej błyskotliwy hołd złożony ekscentrycznemu, pozbawionemu talentu Tommy'emu, który obdarzył filmowy świat czymś absolutnie wyjątkowym. Nawet jeżeli tym czymś jest najgorszy film w dziejach kina.

PS. Po napisach pojawia się dodatkowa scena, warto poczekać.

Adam Horowski

  • "Disaster Artist" (2017)
  • reż. James Franco

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2018

Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku, zmień ustawienia swojej przeglądarki.