Kultura Poznań.pl

Opinie

opublikowano:

Malta Festival. Pocztówka skądkolwiek

Polana, na horyzoncie rysują się industrialne zabudowania, jednak drzewa odcinają nas od szumu miasta. Sielanka. Jesteśmy daleko. 

.
fot. Sanne Peper/Malta Festival Poznań

Po kilku minutach w zaroślach dostrzec można osobę, która zmierza w stronę widowni. Plener wywołuje jednak niepewność, czy to aktor, czy przypadkowy przechodzień, który zaraz dostrzeże stu obserwatorów. Wątpliwość znika, gdy niewzruszony rozsiada się naprzeciwko nas i zaczyna bawić się trawą. Polana stopniowo się zaludnia sztafażem. Bohaterowie "Wasteland" snują się w głębi, a oddalenie odbiera im tożsamość. Przypominają figurki. Trudno przeniknąć sens ich działań. Chodzą, siedzą, kopią. Mogłoby to wydarzać się gdziekolwiek. Czas zastyga.

Chwilami akcja gwałtownie przyspiesza. Obserwujemy kradzieże, morderstwa, dzielenie się ubraniami ofiar. Każdorazowo trwa to moment i można tę scenę przeoczyć, gdyż wydarzenia z jednej części polany, nie wywołują oddźwięku w innej. Brak reakcji wynika z braku relacji. Bohaterowie to rozproszone jednostki, chcące przetrwać, ale i to bez przekonania, gdyż ostatecznie poddają się bez walki oprawcom.

Taka konstrukcja niejednorodnego czasu nie zostawia miejsca na stawianie pytań o przyczyny i skutki. Definiuje świat, w którym przemoc jest przypadkowa, wydarza się. Nie można jej zrozumieć, nie można jej przewidzieć, co skłania bohaterów do zaakceptowania jej jako koniecznej składowej. Wynikająca stąd bierność uderza najmocniej.

Bezpieczny dystans

Przez brak dialogów, nie możemy dookreślić bohaterów, odgadywać ich przeszłości albo dochodzić zasad, które rządzą ich okrutnymi zachowaniami. Nie mogąc zrozumieć, nie możemy się zidentyfikować. To dodatkowo oddziela nas od nich. Są obcymi. A my bezpiecznie siedzimy na widowni.

Oddalenie od przestrzeni akcji to przewrotne działanie reżyserki. Tworzy ona sferę komfortu dla nas, obserwatorów drastycznych scen. Pozwala wycofać się, znaleźć ukojenie w myśli, że uczestniczymy w spektaklu. Zwykłe przeniesienie wzroku nie zapewnia podobnego spokoju, gdyż przemoc może wydarzyć się w każdym miejscu w dowolnym momencie, na przykład właśnie tam, gdzie spojrzeliśmy, by nie oglądać morderstwa. Paradoksalnie jednak świadomość poszukiwania tej wygody rodzi dyskomfort, skłaniając do pytania, czego i dlaczego nie chce się oglądać. Dlaczego wybiera się sielankowy pejzażyk zamiast dostrzec stojącą za nim potworność.

Zagęszczenie

Oglądając "Wasteland" można się dystansować, można się nawet nudzić, oczekując. Do tego nieustannie trzeba odrzucać pytanie "Dlaczego?", które uparcie powraca, choć pozostaje retoryczne. Spektakl wymusza postawę kontemplacji raczej niż analizy.

Gdy sama próbowałam wykonać krok w tył i na chwilę uciec, okazywał się to niemożliwe. Obrazy, które wykreowała Lotte van den Berg mają zbyt dużą siłę, by dało się je zwyczajnie wymazać. Zagęszczają się, a my paradoksalnie uodporniamy się, przez co mimo narastającego niepokoju możemy przyswajać ich coraz więcej, by w końcu stać się gotowymi na finał, w którym "Wasteland" przekształci się w No man's land. Przeczucie nieuniknionej zagłady rodzi się znacznie wcześniej, tym razem ta przewidywalność nie zmniejsza siły rażenia spektaklu.

O jego wyjątkowości nie stanowi historia o katastrofie albo okrucieństwie ludzi, gdyż do takich narracji aż za bardzo się przyzwyczailiśmy. Poza tą warstwą jest jeszcze jedna, którą nieuchronnie dostrzegamy prędzej czy później - nas jako widzów. Zauważamy dyskomfort związany z obserwowaniem i wynikające z niej poszukiwanie ucieczki. Musimy się zdefiniować  w tej niewygodzie, by podejmować świadomie decyzje, na co i jak patrzyć. Nie tylko w teatrze.

Agnieszka Dul

  • Malta Festival Poznań 2016: "Wasteland" Compagnie Dakar/Lotte van den Berg
  • Most Jordana
  • 24 i 25.06 g. 19