Kultura Poznań.pl

Opinie

opublikowano:

FESTIWAL FABUŁY. Sposób na poznawanie świata

Co łączy książki Ewy Winnickiej, Cezarego Łazarewicza i Mariana Sworzenia? Powstały z "nadmiaru historii". Autorzy byli gośćmi trzeciego dnia Festiwalu Fabuły.

.
Cezary Łazarewicz, Ewa Winnicka i Marian Sworzeń, fot. M. Kaczyński/CK Zamek

"1968. Czasy nadchodzą nowe" to wspólne dzieło Ewy Winnickiej i Cezarego Łazarewicza. - Ta książka powstała z ciekawości - przyznała na spotkaniu autorka. Reportażystka obecnie bardzo rzadko pisze na zamówienie, wspomniany tytuł jest wyjątkiem. - Redaktorzy przyszli do nas i powiedzieli, że chcą książki o 1968 roku - wyjaśniała. - Mieli na nas pomysł - dodał Łazarewicz.

Winnicka z Łazarewiczem obawiali się, że mają napisać kolejną pozycję o ówczesnych wydarzeniach marcowych, ale okazało się, że mają całkowitą swobodę. - Znamy Mikołaja Grynberga i wiedzieliśmy, że będziemy się spotykali u tych samych bohaterów. Tak z resztą raz się stało. Ale to, co było atrakcyjne to pewna wolność, jaką dało nam wydawnictwo. I założenie, żebyśmy nie skupiali się na Polsce, żeby ta książka nie była polskocentryczna - tłumaczyła reportażystka.

Podczas pracy nad książką okazało się, że wydarzenia, jakie miały miejsce w 1968 roku w Polsce w ogóle nie interesowały świata. Prasa wówczas wolała rozpisywać się np. o tym, co działo się w Czechosłowacji albo Francji. - Spotykamy się z zarzutami, że wielu rzeczy brakuje, że to skandal, że nie piszemy np. o zdjęciu z afisza "Dziadów" Dejmka - mówiła autorka. Ale wyjaśniła również, że to wydarzenie, o którym wszędzie można znaleźć informacje. Że sami skupili się na historii mniej znanej. - Zajmuję się pisaniem, by odpowiedzieć na pytania, które są dla mnie ciekawe. To pytania np. o to dlaczego coś się wydarzyło - tłumaczyła. - Reportaż to dla mnie sposób na poznawanie świata. 

O czym przeczytamy w "1968"? Np. o amerykańskim rodzeństwie z San Francisco, które uczyło znajomych z Gliwic, czym jest LSD i jak być hipisem, o szesnastolatku, który przygotowywał rewolucję we Francji albo urzędującym w tym czasie w Sosnowcu mecenasie Rozencwajgu.

Łazarewicz pojawił się na spotkaniu również jako autor reportażu "Żeby nie było śladów", którego bohaterem jest śmiertelnie pobity przez milicję w 1983 roku Grzegorz Przemyk. - Mój kolega z redakcji mówił, że pisanie książki na etacie jest jak wymiana oleju podczas jazdy samochodem - żartował. Wspomniał o tym, bo pracował wówczas w redakcji i pisanie wspomnianej książki wyglądało zupełnie inaczej niż tej o roku 1968. - To nie jest tak, że nagle wpadam na genialny pomysł. Zwykle myślę o tym, rozmawiam i on się powoli rodzi - przyznał. Opowiedział o tym, że w przypadku tej książki najpierw pojawiło się hasło "Przemyk", a dopiero potem wpadł na pomysł, by opisać tę historię nie ze strony ofiar, ale mechanizmu, który wywiera presję na ludzi, na świadków. - To było ekscytujące. Nikt jeszcze tak nie pisał - mówił. To jednak, czego również nie ukrywał, było trudniejsze od rozmów z ofiarami. - Opowieści ofiar - z całym szacunkiem dla ich cierpienia, są zawsze do siebie podobne - mówił.

Nieco dalej w przeszłość cofnął się natomiast trzeci bohater spotkania, czyli Marian Sworzeń. Autor opowiedział o "Czarnej ikonie", swojej ostatniej książce, którą jak stwierdził "dosiedział". Punktem wyjścia do napisania tego liczącego blisko 800 stron tytułu był rejs sowieckich pisarzy po Kanale Białomorskim w 1933 roku, który zorganizował GPU oraz lektura historii jego budowy. - Ta książka jest okropna, ale są tam też momenty porywające - przyznał Sworzeń. - Osobiście jestem wyczulony na historię. Ale znam ludzi, których ona nie obchodzi - mówił.

W rejsie po nowo otwartym kanale, którego budowa pochłonęła tysiące ofiar, udział wzięło (według wielu źródeł) 120 pisarzy sowieckich. Ale tylko 36 z nich opisało go w "Wielkiej księdze". - Postanowiłem policzyć tych pisarzy, sprawdzić kiedy płynęli, kto ich wezwał, kto ich spisał, kto ich żywił, kto płacił honoraria - wyliczał Sworzeń. Autor odnalazł w źródłach niemal wszystkie nazwiska uczestników rejsu. Spośród znanych pisarzy byli to m.in. Gorki, Jasieński, Katajew, Szkłowski, Tołstoj i Zoszczenko.

Sworzeń, wyliczając ich wszystkich, dokumentując ich losy, przeciwstawił się tendencji do zacierania śladów tego niesławnego rejsu w zbiorowej pamięci. - Bycie pisarzem w Rosji komunistycznej nie oznaczało oddawania się swobodzie twórczej. Było się utalentowanym urzędnikiem - mówił. - A to oznaczało etat, wielotysięczne nakłady, spotkania autorskie dzień w dzień i podróże po Związku Sowieckim [...] Każdy pisarz o tym marzył - wyjaśniał.

Tego rodzaju spotkania są dla czytelników bezcenne. A jakie znaczenie mają dla samych autorów? - Mówienie o sobie przed dwie godziny to jednak jakiś komfort - żartowała Winnicka. - Mój mąż wszystko już o mnie wie, więc o nic nie pyta - dodała. - Uczę się - powiedział z kolei Sworzeń.

Monika Nawrocka - Leśnik                                                                    

  • Festiwal Fabuły 2018: Reportaż historyczny
  • goście: Ewa Winnicka, Cezary Łazarewicz, Marian Sworzeń
  • prowadzenie: Bartłomiej Krupa
  • CK Zamek, Sala Wielka
  • 23.05

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2018