Jak podkreśla Michał, "Piosenki..." dojrzewały ponad dwa lata. I ten czas wyraźnie słychać nie tylko w ich gęstości, ale i wyważeniu oraz selekcji. Włodarczyk - choć "z pasji bałaganiarz i zbieracz odgłosów, a wieczorami kolekcjoner zdań" - tworzy jak ktoś, kto mniej goni za efektem, a bardziej pozwala mu się naturalnie wyłonić. Tym samym jego pierwsza płyta to zestaw numerów, które otwierają się na dalsze ciągi, istniejące już tylko po stronie słuchacza. To mikro-opowieści - szkice filmów, które nigdy nie powstały, a mimo to mają swoją dramaturgię, rytm i napięcie. W tej wyobrażonej przestrzeni pojawia się nawet obsada - w jednej z głównych ról sam Michał od Kości widziałby... Toma Hanksa. I coś w tym jest, bo emocjonalna wiarygodność, zdolność operowania detalem i obecność bez nadmiaru gestów, to zdecydowanie domena obu panów.
Pisanie u Włodarczyka ma charakter pracy warsztatowej, niemal rzemieślniczej. Pierwsze impulsy przychodzą spontanicznie - ot, zdanie usłyszane na ulicy, prosty obraz, dziwna sytuacja. Później zaczyna się proces: przepisywanie, skracanie, odrzucanie, budowanie na nowo. Tekst musi "unieść" historię - dopiero wtedy trafia do muzyki. Jego twórczość niemal zawsze zaczyna się poza studiem. W przestrzeniach, które funkcjonują jako tło dla innych - na ulicy, w lesie, przypadkowych miejscach. Michał od Kości kolekcjonuje dźwięki i zdania, zawsze traktując je jak materiał do dalszej obróbki. "Bałaganienie" - jak sam to określa - jest jego najważniejszą strategią. I dobrze, bo w jego rękach z tego chaosu wyłania się konkretna forma.
Jak sam przyznaje, w dzieciństwie fascynowały go drzewa - wysokie, ciężkie i zawsze obecne. Dziś mówi, że nadal rosną w jego głowie. Przekłada ich kształty na częstotliwości. Tym samym struktury jego utworów przypominają czasem zupełnie naturalne, organiczne procesy - rozwijają się, zagęszczają, zatrzymują. Brzmieniowo oznacza to wyraźny balans - żywe instrumenty i subtelna elektronika funkcjonują na równych prawach. Gitara, pianino, perkusja i syntezatory tworzą układ naczyń połączonych. Dźwięk ma ciężar, ale przypomina przepuszczalną tkaninę.
Porównywanie go do piosenkarki Kaśki Sochackiej wydaje się uzasadnione. To ten sam rodzaj wrażliwości, choć w praktyce ich drogi rozchodzą się na poziomie konstrukcji emocji. Sochacka prowadzi narrację w zwartej linii, tymczasem Włodarczyk - "samouk-podróżnik, który śpiewa na poważnie, choć często żartem" - rozszerza ją ile sił w płucach, wpuszczając do swojej kawałków mnóstwo życiodajnego powietrza.
Fonograficzny debiut zaliczył w 2023 roku, a rok później zaczął serwować coraz ciekawsze single, będące formą wprowadzenia do większej, dziś właśnie odsłanianej całości. "Pisane wierszem", "Ciosy proste", "Wielgachne karuzele", "Dziury w podszewce", "Taniec" - każdy z tych utworów testował inny aspekt języka, razem wchodzących na mainstreamowe playlisty na Spotify, takie jak "Alternatywna Polska", "New Music Friday" czy "Fresh Finds Polska". Zwłaszcza "Pisane wierszem" osiągnęło szczególną widoczność - setki tysięcy odtworzeń w obiegu, który zwykle trudno zdobyć bez zaplecza. Przełom przyniósł jednak "Dzisiaj raczej nie sprzątam" (2025) - utwór, który świadomie przesuwa akcent od metafory w stronę bezpośredniości, z deszczowym pianinem, przyjemnym lo-fi i zapadającym w pamięć tekstem o zmęczeniu, potrzebie zatrzymania i przestrzeni na rozmowę z samym sobą.
Zarówno w poprzednich piosenkach, jak i na pierwszym albumie, jako ukryta energia w muzyce Michała od Kości funkcjonuje ukochany, choć kochany nie bezrefleksyjnie Śląsk. By do niego nawiązać, Włodarczyk nie potrzebuje jednak jakichś dosłownych odniesień - wystarczy znaczący sposób pracy: dokładny, konsekwentny, oparty na cierpliwości. Czyli taki jak jego własny, kiedy akurat nie śpiewa, ale leczy - jako ortopeda w jednym z krakowskich szpitali.
Jak lubi mówić, najważniejsze napięcie w swojej muzyce rozgrywa się między słowem a ciszą, z których oba te elementy traktuje jako równorzędne. Zdania kolekcjonuje, zapisuje, układa. Ciszę zostawia jako przestrzeń, w której te zdania mogą wybrzmieć. Siłą "Piosenek do filmów, których nie było" jest ich "zdolność do zostawania", obecność bez nachalności. Wierzcie, że docierają głęboko - od skóry aż do kości.
Sebastian Gabryel
- Michał od Kości
- 24.04, g. 20
- Pan Gar
- bilety
© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2026