Komunikaty

pagina

Aktualności

Pominąłeś menu

menu

BLISKO Z WERSAMI. Poza gniazdem

Jednym z głównych tematów w "podlotach", czyli debiucie poetyckim Michaliny Cendrowskiej, jest kwestia organizacji świata. Wiele miejsca poświęca się tutaj młodzieńczemu rekonesansowi: cielesności, zasad społecznych czy progów przynależności.

Na okładce rysunek - grupka dzieci w kolorowych ubraniach siedzi pod wysokim, rozłożystym drzewem. Czytają książki, nastrój - sielski, retro. - grafika artykułu
Michalina Cendrowska, "podloty", fot. materiały prasowe

Autorka pokazuje w swoich utworach, że dojrzewanie polega nie tylko na konstruowaniu na nowo swojego otoczenia, ale przede wszystkim na uczeniu się zastanego porządku. Na początku wiersza "cyrkówka", otwierającego książkę, czytelnik spotyka chłopca w masce truffaldino (postaci z commedii dell'arte utożsamianej z głodnym, naiwnym, a zarazem sprytnym sługą) oraz tytułową artystkę cyrkową. Wspomina się w nim także o linie, która jest "rozpięta między kościołem i ratuszem" i która zarazem wyznacza jedną z osi świata. Jakby w tej rzeczywistości nie chodziło o pokonanie odległości, zachowując balans - jak wydaje się chłopcu - ale uznanie tego, że te dwie instytucje są tym, co w ogóle umożliwia akrobatyczne popisy. W omawianym tomiku warto zwrócić uwagę na koegzystencję wielu perspektyw.

Tytułowe podloty to wyrośnięte pisklęta, które przebywają już poza gniazdem, nie są jednak jeszcze w stanie pokonywać dużych odległości, a pożywienie wciąż zapewniają im rodzice. Nieopierzeni bohaterowie wierszy są pełni nadziei i energii, zaludniają i urozmaicają poetycki krajobraz, sypią brokatem i eksplorują zmysłową warstwę świata, co ma wpływ na jego oblicze:

"ten dom już od dawna stoi pusty

porósł wściekle gęstym zielonym aż cały pulsuje

wydaje się więc mniej martwy"

(***, s. 27)

Wiersze Cendrowskiej korzystają ze sztafażu wsi, który, jak się wydaje, ma wrzucić odbiorcę w powszechnie znany kontekst. Można wręcz odnieść wrażenie, że tak zastosowane "przebranie" paradoksalnie podbija klarowność przekazu, a same wiersze zaczynają funkcjonować niemal jako przypowieści.

Znana scenografia, której nie trzeba poświęcać zbyt wiele uwagi, umożliwia skupienie narracji na przykładowo temacie poszukiwań cielesnych, serwując niekiedy smakowite estetycznie kąski, jak ten o wsuwaniu palców w zatęchły modlitewnik. Podobnie eksponowane próby auto- i homoerotycznej fascynacji pozostają jednak domeną młodzieńczej prywatności, a o wstydliwości (proszę jednak nie mylić jej z obciążającym wstydem!) mówi się tu także w mniej bezpośredni sposób:

a maryjki przy dróżce świeciły jasno jak słońce

i raz po raz to ukradkiem zerkały

to jakby zawstydzone przechylały głowę

(ja krowa, s. 9)

W tomiku roi się od kobiet, ma się wręcz wrażenie, że pejzaż zamieszkiwany jest głównie przez przedstawicielki tej płci. Tym bardziej więc uwagę zwraca powracająca postać ojca charakteryzowana jako "pijak" i "analfabeta", a do którego podmiotka wierszy ma mimo wszystko bardzo czuły stosunek. Jest on bowiem kimś, kto pochodzi z odmiennej rzeczywistości:

"w jego szarych oczach kręciła się tęsknota

w szarych oczach ojca odbijał się świat

którego nie wolno mi było poznać"

("diabli", s. 11)

Jest coś wzruszającego w tym współistnieniu światów u Cendrowskiej, których jest się świadomym, a których granice pozostają nieprzekraczalne. Tym samym można odnieść wrażenie, że niepiśmienny ojciec oraz "ja" liryczne ustalają kolejną oś opisującą świat. Jednak kiedy czytelnikowi już zaczyna wydawać się, że uchwycił podstawowe reguły, perspektywa znów fika koziołka:

"powoli zaczynam dostrzegać rzeczy

niby w chaosie

a na swój sposób uporządkowane

[...]

świat poskładany z rzeczy prostych i ładnych

dopóki ktoś twardą ręką nie oddzielił ich od siebie słowami"

("wobec pamięci", s. 15)

Język ujawnia się w tomiku nagle jako brutalny żywioł, który choć daje wiele możliwości, to równocześnie narzuca swoje ograniczenia. Słowa znienacka stają się widzialne, a organizujące je reguły przekształcają się w te powszechne - tylko jakie to niesie konsekwencje? Okazuje się, że jako odbiorcy od samego początku lektury byliśmy świadkami efektu pracy języka i uświadamiamy sobie, że przez cały ten czas mieliśmy na twarzy maskę truffaldino.

Joanna Żabnicka

  • Michalina Cendrowska, "podloty"
  • wyd. WBPiCAK

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2026