Komunikaty

pagina

Aktualności

Pominąłeś menu

menu

KOLEBKA FANTASTYKI. Poznań jest fantastyczny!

Określenia "kolebka" zwykło się używać w odniesieniu do miejsca, w którym coś się narodziło. Kiedy jednak mowa o Poznaniu jako kolebce fantastyki naukowej, warto rozważyć pozostałe wskazane w słownikach znaczenia tego słowa... Zapraszam na 1. felieton z serii "Kolebka fantastyki", które będą ukazywać się na łamach Kulturapoznan.pl.

Utrzymany w mrocznych kolorach plakat konwentu science fiction. - grafika artykułu
Plakat poznańskiego Euroconu z 1976 r., fot. z kolekcji Marcina Kłaka

Fantastyka sama w sobie nie przyszła na świat w Poznaniu, bo nie narodziła się przecież nawet w Polsce. Na temat miejsca gdzie to nastąpiło i od kiedy w ogóle możemy mówić o istnieniu tego gatunku wciąż trwają naukowe i publicystyczne spory. Byli i są tacy, którzy jego korzeni dopatrują się w starożytnym Sumerze, inni wskazują konkretną datę - rok 1816, gdy podczas pobytu Mary Shelley nad Jeziorem Genewskim powstał "Frankenstein", bądź rok 1818, kiedy książka ta została opublikowana. Ciągle podejmowane są też próby zdefiniowania, czym SF w ogóle jest. Według definicji zaczerpniętych ze słownika wyrazów obcych PWN są to: "zjawiska fantastyczne, niezwykłe, często nadprzyrodzone i wytwór fantazji, a science fiction to literacka beletrystyka, w której fantastyka dotyczy opisywania przewidywanych niezwykłych osiągnięć nauki i techniki i ich wpływu na życie społeczeństwa lub jednostki". Przyjmując takie definicje gatunku na potrzeby tej serii felietonów zaznaczmy, że interesować nas ona będzie głównie jako zjawisko społeczne, a nie literackie. Jako fenomen, który w okresie PRL zakorzenił się na dobre w świadomości polskich odbiorców kultury popularnej, inspirując ich do podejmowania rozmaitych działań. Te z kolei skutkowały konkretnymi konsekwencjami widocznymi w obszarze szeroko rozumianej kultury.

Fantastyka rozumiana w ten sposób wykształciła się w swej polskiej odmianie dopiero w połowie lat siedemdziesiątych. Wcześniej, po zakończeniu II wojny światowej i następującej po niej, trwającej kilka lat ery socrealizmu, treści należące do domeny tego gatunku sączyły się do mediów w ograniczonej liczbie i niewielkim tempie, choć konsekwentnie. Narastająca stopniowo kumulacja publikowanych dzieł zaowocowała wreszcie przesileniem, dzięki któremu możemy dzisiaj pisać o fantastycznym boomie lat siedemdziesiątych. W połowie dekady przybrał on formę organizującego się spontanicznie ruchu miłośników SF zwanych fanami. Była to oczywiście spontaniczność kontrolowana, a więc za zgodą odpowiednich czynników i pod czujnym okiem ulokowanych w strukturach władzy instytucji.

W drugiej połowie lat 50., po zamknięciu mrocznego okresu stalinowskiego, rozpoczęto regularną publikację polskich opowiadań w czasopiśmie "Młody Technik", a niebawem państwowe wydawnictwa zaproponowały - choć w bardzo ograniczonym zakresie - pojedyncze antologie prezentujące także dokonania pisarzy zagranicznych. Są one dobrze wspominane do dzisiaj, a prymat wśród przywoływanych przez dawnych fanów tytułów wiodą "Rakietowe Szlaki" (1958) i "Kryształowy sześcian Wenus" (1966), a także złożona z 6 tomów seria "Kroki w nieznane" (1970-1976). Wydania te, rozpalając wyobraźnię młodych ludzi, przygotowały grunt pod dynamiczny rozwój fenomenu, który mógł rozkwitnąć, gdy tylko zaistniały ku temu sprzyjające warunki. A najlepsze warunki zapanowały w roku 1976, właśnie w Poznaniu.

Wtedy, za sprawą poznańskiego pisarza Czesława Chruszczewskiego, odbył się w naszym mieście międzynarodowy konwent zwany III Europejskim Kongresem Science Fiction, "Eurocon". Imprezę przeprowadzono bardzo sprawnie, a obecni goście, w tym Brian Aldiss (brytyjski pisarz science-fiction, krytyk i wydawca fantastyki - przyp.red.), wyrażali opinię, że był to najlepiej zorganizowany z dotychczasowych kongresów. W konwencie uczestniczyło dwustu delegatów z dwudziestu krajów, w tym dziewięćdziesięciu z tzw. krajów kapitalistycznych. Zaprezentowano liczne prelekcje, przeprowadzono interesujące dyskusje z udziałem pisarzy, redaktorów i krytyków. Polscy fani stanowili mniejszość, ale ci którzy byli obecni mieli okazję zapoznać się z metodyką prowadzenia podobnych imprez oraz podpatrzeć w jaki sposób działają zorganizowani koledzy z Zachodu. Jak powiedział Marek Oramus (dziennikarz, pisarz science fiction i publicysta - przyp.red.), wracający do swoich miejscowości fani, którzy uczestniczyli w Euroconie "ponieśli w Polskę to zarzewie".

Jeszcze w tym samym roku, krótko po zakończeniu Euroconu, w całej Polsce jak grzyby po deszczu zaczęły wyrastać kluby miłośników science fiction, a ambicją każdego z nich było zorganizowanie lokalnego konwentu oraz stworzenie czasopisma umożliwiającego członkom klubu popularyzację gatunku oraz publikowanie pisanych przez siebie opowiadań.

W oficjalnym obiegu wzrosła ilość fantastycznych treści, opowiadania i artykuły dotyczące tematu zaczęto publikować w czasopismach takich jak "Itd.", "Argumenty", "Nurt", czy "Nowy Wyraz", którego cały numer specjalny przeznaczono na teksty polskich autorów SF.

Było to z pewnością pokłosie poznańskiego spotkania, zwłaszcza, że - jak ustalił i opisał w swej pracy "Kryptonim "Nemo". III Europejski Kongres Science Fiction w obiektywie SB", Łukasz Komorowski - w raporcie z "operacyjnego zabezpieczenia" imprezy napisano: "Podczas czterodniowych obrad plenarnych oraz w dyskusji w ramach tzw. okrągłego stołu omówiono problemy fantastyki naukowej w twórczości literackiej, plastycznej i filmowej. W wielu wypowiedziach uczestników Kongresu dominowało przekonanie, że twórczość fantastyczno-naukowa winna jak najaktywniej uczestniczyć w humanizowaniu współczesnego świata.". Któż nie chciałby wesprzeć dzieła humanizowania świata?

Odnotowano także informację o tym, że w toku działań operacyjnych nie stwierdzono faktu wrogich czy szkodliwych wypowiedzi, ani czynów uczestników. Nie uzyskano również informacji świadczących o nawiązaniu kontaktów "o bliżej nieustalonym charakterze" twórców naszego kraju z przedstawicielami krajów kapitalistycznych. Skoro tak, działalność fantastów można było zaakceptować i potraktować jako jeden z wentyli bezpieczeństwa, pozwalających rozładować społeczną energię w sposób niezagrażający systemowi.

Poznańscy fani również ponieśli z dumą sztandar fantastyki, a prężna działalność lokalnego klubu została wkrótce dostrzeżona nawet na arenie międzynarodowej. Niebawem pojawiły się inne związane z fantastyką inicjatywy, których bijący z Poznania blask promieniował na całą Polskę, jak chociażby Telewizja Młodych Kosmonautów "Orbita" czy Klub Miłośników Filmu Science Fiction "Nostromo". Wszystkie te zdarzenia warto opisać, a pamięć o nich zabezpieczyć dla potomnych.

Kolebka to według słownika nie tylko miejsce, w którym coś się rozpoczęło czy pojawiło po raz pierwszy, ale też kołyska dla narodzonego już dziecka, które przecież pewnego dnia z niej wyjdzie. Może to być także pojazd konny, którego używano w zamierzchłych czasach. We wszystkich wypadkach określenie to pasuje do Poznania jako miejsca, w którym rozgrywały się wydarzenia związane z rozwojem ruchu fanów SF. Jego idea wyrosła z zasadzonego tutaj ziarna i ruszyła dalej. A po latach wróciła, dojrzała i silna, czego dowiodła materializując się w postaci organizowanego co roku (od ponad 25 lat - przyp. red.) Pyrkonu - imprezy gromadzącej obecnie dziesiątki tysięcy miłośników fantastyki z całego kraju. Warto prześledzić historię dojrzewania i rozwoju tego zjawiska, którą przedstawię w kolejnych felietonach. Zapraszam do wzięcia udziału w fantastycznej podróży w czasie.

Jakub Turkiewicz

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2026