Komunikaty

pagina

Aktualności

Pominąłeś menu

menu

(Nie)zupełnie inny Rossini

Mamy wśród muzyków taki branżowy żart - kiedy chcemy przekonać kogoś do utworu nielubianego przezeń kompozytora, mówimy: to jest zupełnie inny Moniuszko, zupełnie inny Schubert. Znamienne, że są to zwykle twórcy stylistycznie stali i raczej niekontrowersyjni.

. - grafika artykułu
fot. o. Jacek Wróbel SJ

Podobnie można by przymknąć oko na odmienność sakralnych dzieł Gioacchino Rossiniego - zaledwie dwóch kompozycji w tym gatunku po niemal czterdziestu operach. Bo nie ma co ukrywać - Mała Msza Uroczysta, która zabrzmiała w niedzielę w kościele oo. Jezuitów, to trochę jakby sakralna opera. Nie wiedzieć czemu, Rossini nazwał ją swoim "ostatnim grzechem śmiertelnym" - a przecież pozostał w tym dziele wierny prześpiewnym ariom, romantycznym ansamblom i unoszącemu się aż pod sklepienie bel canto. I co najważniejsze, wbrew pozorom jego charakter doskonale wpisuje się w modlitewną treść - właśnie poprzez szczerość języka muzycznego, który pokazuje, że uroczyste nie musi być równoznaczne z podniosłym lub pompatycznym.

Nie doceniłabym jednak tej kompozycji, gdybym oddzieliła ją od wykonania. Chór Św. Jerzego, czyli połączone siły Młodego Ewangelickiego Chóru Kościelnego Św. Jerzego i Chóru Hugo Distlera z Hamburga, choć średnia wieku jego członków daleko odbiega od zawartej w nazwie sugestii, włożył w śpiew ogromną energię. Dyrygent Ingo Müller, dla którego występ ten był jednym z przystanków na ostatniej trasie koncertowej przed emeryturą, prowadził zespół w bardzo zwartej, niemieckiej formie, natomiast w brzmieniu chóru słychać było gruntowną, nastawioną na wyłuskiwanie najdrobniejszych walorów muzycznych pracę. Ani przez chwilę nie dawało się odczuć, że jest to zespół amatorski - tak profesjonalne było ich skupienie, zaangażowanie, zapatrzenie w dyrygenta i rozmiłowanie w wykonywanej muzyce, a co za tym idzie - także brzmienie. Na uwagę zasługuje także gra Michaela Dornera - pianisty, który bezbłędnie interpretując wszystkie niuanse (zwłaszcza artykulacyjne) kompozycji, miał spory wkład w ostateczny kształt wykonania.

Jednak największy hołd Rossiniemu złożyli soliści - bodaj najlepszy kwartet wokalny, jaki dane mi było słyszeć na żywo. Dorothee Fries (sopran), Stephanie Klein (mezzosopran), Stephan Zelck (tenor) i Joachim Gebhardt (bas) to postacie do tej pory mi nieznane. Cieszy mnie, że w programie koncertu nie zawarto ich życiorysów artystycznych; wystarczyło, że wylegitymowali się niesamowitym występem - każdy z nich jako solista, ale także kameralista wyczulony na muzykalność towarzysza. W łacińskich słowach mszy, interpretowanych z niezwykłą i zupełnie niespodziewaną w tym kontekście czułością, artyści odnaleźli mnóstwo emocji, kojarzonych raczej z rozterkami ze scen operowych niż z modlitewnymi uniesieniami, ale idealnie współbrzmiących z romantycznym językiem muzycznym Rossiniego, Śpiewacy dali również kilka pozamuzycznych dowodów, że Mała Msza Uroczysta jest dla nich dziełem szczególnym, że wspomnę choćby nieskrywane łzy mezzosopranistki po wykonaniu finałowego Agnus Dei czy tenora i basa, nie mogących się powstrzymać od śpiewania także partii chóralnych.

"Czy może być coś piękniejszego, niż wysłuchanie arcydzieła Rossiniego w ciepły letni wieczór"? Słowa te, otwierające plakat z informacją o koncercie Chóru św. Jerzego, wzbudziły we mnie początkowo - jakże niesłusznie - lekko ironiczny uśmiech. Teraz przyznaję, że nic piękniejszego tego lata jeszcze moich uszu nie spotkało.

Magdalena Mateja

  • Koncert Chóru św. Jerzego z Hamburga
  • Gioacchino Rossini - Mała Msza Uroczysta
  • dyrygent - Ingo Müller
  • kościół oo. Jezuitów
  • 23.07