Kultura Poznań.pl

Sztuka

opublikowano:

Rozmowa z kimś, kto jest bardzo uparty

Czwarta odsłona projektu Bieguny - dialogi młodych: INNY konfrontuje widza z dwiema grupami wykluczonymi z głównej narracji - mieszkańcami wsi oraz imigrantami. Marta Markiewicz i Melanie Wróblewska przygotowując prace na wystawę wykorzystały elementy badań socjologiczno-antropologicznych, w których zrezygnowały z zimnego obiektywizmu na rzecz empatii, częściowo przyjmując optykę Innego.

. - grafika artykułu
fot. Ewa Kulesza, Marta Markiewicz, Melanie Wróblewska

Marta Markiewicz świat wsi traktuje w pewnym stopniu jako przestrzeń małego miasteczka. Sama pochodząc ze wsi, obserwowała z niesmakiem zjawisko miejskiego szowinizmu - terminu, którym posługuje się Izabella Bukraba-Rylska. - Wiele osób przyjeżdża z miasta na wieś i albo próbuje z góry traktować jej mieszkańców albo ich podejście cechuje "humanitaryzm". Bardzo dziwne rzeczy mają miejsce w tej relacji, stąd zawsze chciałam ją zburzyć - przyznaje artystka.

Tak jak w przypadku dyplomu Witaj, strudzony żniwiarzu (2020), imponującego skalą "witacza dożynkowego" zbudowanego na łące, Markiewicz sięgnęła po słomę. Zwróciła uwagę na konieczność "zagospodarowania" przejściowej przestrzeni docelowej, w której miała być prezentowana wystawa w Galerii Miejskiej Arsenał. Ta przestrzeń zawiera elementy oznakowań i obiektów związanych z wymogami BHP - to choćby podświetlona na zielono tabliczka "WYJŚCIE EWAKUACYJNE", szafka z wężem strażackim, gaśnica, czy wydrukowana mapka.Plan obiektu i warunki ewakuacji. Te i inne elementy (instalacja elektryczna, architektura bocznej ściany budynku...) składają się na długą listę wizualnych "przeszkadzaczy" sprawiających, że nie mamy do czynienia ze sterylnością white cube, lecz przechodnim "pokojem" z dużą ilością obiektów rozpraszających uwagę widza. Artystki świadomie skorzystały z tej przechodniości i związanych z nią ograniczeń - konstruując z założenia niedoskonałą, szkicową ekspozycję z pozornie przypadkowym uporządkowaniem prac.

Dramatyzm Konopielki

- Kukły przyjeżdżają do miasta w odwiedziny - i co teraz może się stać? - pyta Markiewicz. Wyściełając słomą podłogę galerii, zbudowała też z tego materiału dwie kolumny zabezpieczone ażurową siatką metalową, odwołując się w ten sposób do wiejskiej architektury dworkowej. -  Kolumny są w dalszym ciągu elementem wizualności na współczesnej wsi. Przechodząc różne zmiany, przetrwały do dziś - posiadają je również nowe budynki - opowiada artystka.

Poza tym na wystawie Bieguny można zobaczyć też jedną słomianą kukłę i przyczepione do ścian monochromatyczne, "antropologiczne" zdjęcia Markiewicz. - Dużo myślałam wykonując zdjęcia na wsi. Miałam etyczne dylematy związane na przykład z fotografowaniem artystów dożynkowych, którzy o godzinie siódmej rano w roboczych ubraniach tworzą swoje rzeźby. Robiąc zdjęcia w pewnym sensie przekazuję dalej stereotyp o wsi. Zastanawiając się początkowo, że warto od tego uciec uznałam, że lepiej będzie jednak wręcz podkreślić tradycjonalizm - tłumaczy artystka. W tych staromodnie wyglądających fotografiach Markiewicz odnosi się do postrzegania wsi jako przestrzeni kulturowo zacofanej. - Przeczytałam, że gdy kręcono Konopielkę, zdecydowano się na czarno-białe zdjęcia, aby podkreślić dramatyzm tego filmu, uciec od komizmu. Uznałam, że ta poetyka dobrze odnajdzie się również w moich pracach - wyjaśnia.

Prace Marty Markiewicz konfrontują mieszkańców miasta ze stereotypowymi wyobrażeniami o wsi poprzez posługiwanie się aż do przesady obrazami wiejskiej kultury czy ostentacyjnym, krytycznym użyciem takich zabiegów jak dokumentacja antropologiczna. Przypisywany tego rodzaju zdjęciom obiektywizm badacza skompromitował się w humanistyce w toku refleksji nad tym, w jaki sposób świat nauki niegdyś budował konstrukty Innego, opierając się w większej mierze na gotowych wyobrażeniach, niż na otwartości, chęci poznania czegoś obcego.

Gościnność czy hipokryzja?

Melanie Wróblewska prezentuje na wystawie książkę artystyczną Kieratka, w której wykorzystuje poetykę książki dla dzieci. Można to zauważyć w samej formie - na lekkim, akwarelowym tle umieszczone są krótkie teksty. Na jedną stronę przypadają cztery wersy po trzynaście sylab. - Sama treść jest mało dziecięca i nie wiem czy dla dziecka byłaby to szczęśliwa lektura, ale morał jest bardzo pozytywny - śmieje się artystka. Wróblewska uznała, że stworzy prosty tekst, z pomocą którego będzie mogła porozmawiać z "kimś, kto jest bardzo uparty i nie chce zmienić swojej postawy". Kieratka to, jak informuje autorka we wstępie, "urządzenie do napędu maszyn rolniczych poruszane przez dwójkę imigrantów w zaprzęgu. Ciężka jednostajna praca z licznymi kłótniami". Podczas niedawnej podróży do Stanów Zjednoczonych artystka po kilkunastoletniej nieobecności odwiedziła swoje rodzinne miasto Chicago. Spotkaniom z polonią, dawnymi mieszkańcami Podhala, żyjącymi tam od 20-30 lat, towarzyszyły ich pełne nienawiści komentarze względem nowych sąsiadów, migrantów z Meksyku.

- Nie życzą sobie żadnych zmian i trwają w bańce hipokryzji - pomimo tego, że sami są imigrantami i przeżyli gehennę, by przyjechać do Ameryki, a ich sytuacja jest bardzo podobna do sytuacji nowych imigrantów. Przez to, że przebywają w Chicago ciut dłużej, biorą na własność i całe USA, i całą Polskę. Posiadają bardzo bujną wyobraźnię. Czują się nawet lepsi od Polaków, bo uważają się za polskie województwo na Zachodzie - podczas gdy "my" dalej siedzimy na Wschodzie, nie pojedziemy za nimi i nie stworzymy drugiego imperium - opowiada z rozbawieniem artystka.

Mając świadomość jak bardzo powszechnym tematem jest polska autokrytyka, artystka zdecydowała się w Kieratce uciec od "topornej opowieści o tym, jak to Polak jest złym człowiekiem". - Kiedy czyta się tekst i jest w nim jakiś związek z polskością, na ogół jego funkcją jest krytyka naszego kraju. Jest to również obudowane bardzo smutną otoczką. Skoro powracają czasy większego żalu i większej krytyki, to ja staram się znaleźć w tym jakiś balans. Odszukuję znajdujący się w tym wszystkim element komizmu, codziennej prostoty. Chciałam uniknąć wymądrzania się - jak w eseju, w którym pokazujemy, że jest źle z tego czy innego powodu, jednocześnie zalewając czytelnika faktami historycznymi. Czy powinnam być osobą, która innych wybawia i nawraca przez trzy minuty spotkania z nimi? Wydaje mi się, że z osobą pozbawioną argumentów, która powtarza, że jej sąsiad jest głupi, bo nie jest "stąd", trzeba polemizować bardzo podobnym językiem - zauważa Wróblewska.

"Udają, że wszystko wokół jest piękne, ale w środku zawsze gemela"

W Kieratce "kością niezgody" stają się odmienne zwyczaje spożywcze. Polscy imigranci czują się zagrożeni przez nowych przybyszów - zwłaszcza, że przez lata rozwinęli prywatną mitologię o Chicago, którego nie zamierzają "oddać" obcym. Artystka pokazuje projektowanemu czytelnikowi z polonii, że przeżywany przez niego szok i lęk zbudowany jest na dość absurdalnych podstawach. Jeśli popatrzeć na trudne emocje z perspektywy kultury słowa i kuchni, może stać się nawet zabawny, a więc i w jakiś sposób obłaskawiony. I właśnie to kuchnia i gościnność symbolicznie godzi w Kieratce starych polskich przyjezdnych z nowymi, meksykańskimi:

Obok książki artystycznej, Wróblewska przygotowała na wystawę obiekty odnoszące się do historii opowiedzianej w Kieratce. Początkowo planowała wykonać rzeźby z pluszowego materiału, reprezentujące postaci z książki. Ostatecznie zdecydowała się jednak na wypieki z chleba. -Chciałam powrócić do eksperymentów, które prowadziłam na studiach, w różnych mediach. Najpierw pracowałam z gliną, a gdy nabrałam w tym wprawy sięgnęłam po ciasto. Mam piekarnik "na zapałkę", który grzeje tylko od dołu, przez co dół prezentowanych na wystawie obiektów jest bardzo spalony, a góra bladziutka. Dało to wizualny efekt końcowy niewypieczonego chleba - opowiada artystka.

Obiekty z chleba przedstawiają trzy maski, które odnoszą się do konwencji dramatu antycznego, a także do zakładania "maski konformizmu" przez polskich emigrantów w Stanach Zjednoczonych. - Polscy imigranci nie powiedzą do sąsiada o innej narodowości "Wynocha stąd!", tylko zawsze przybierają ten bardzo nieszczery amerykański uśmiech - kulturowy element Ameryki. Udają, że wszystko wokół jest piękne, ale w środku zawsze gemela - mówi Wróblewska.

Marek S. Bochniarz

  • Bieguny. Dialogi młodych: INNY, edycja 4.
  • Marta Markiewicz i Melanie Wróblewska
  • Galeria Miejska Arsenał
  • wstęp wolny
  • czynna do 28.03

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2021