Kultura w Poznaniu

Sztuka

opublikowano:

Prosto z nieba

- W zeszłym roku minęło 550 lat od urodzenia Mikołaja Kopernika. Kolejna okazja do pokazania dzieł świadczących o recepcji jego myśli w tak rozbudowanym kształcie, może się zdarzyć za następne pięćdziesiąt lat, a może i nigdy. Zależało mi na tym, żeby te obiekty pokazać, żeby ludzie mogli przyjść i je zobaczyć, pozachwycać się nimi - mówi kurator wystawy Astronomia i księgi. Wokół "De revolutionibus" Mikołaja Kopernika, prof. Piotr Pokora z Działu Zbiorów Specjalnych Biblioteki Raczyńskich.

Mężczyzna z brodą, w garniturze, uśmiecha się znad starego woluminu otwartego na rozkładówce z mapą nieba. - grafika artykułu
Prof. Piotr Pokora, fot. Grzegorz Dembiński

O rewolucyjnej książce Mikołaja Kopernika O obrotach sfer niebieskich (De revolutionibus orbium coelestium) z 1543 roku słyszał chyba każdy. Ile pierwszych wydań jest udokumentowanych w tej chwili?

Pierwotnie wydrukowano około 500 egzemplarzy. Z nich zachowało się ponad 270 na całym świecie, z czego 14 znajduje się w Polsce. Wydania drugie i trzecie miały już większe nakłady.

Nie każdy jednak miał okazję zobaczyć je na żywo. W lutym Biblioteka Raczyńskich pozwoli to nadrobić z nawiązką.

Wielokrotnie dzieła te są udostępniane przez biblioteki w całości w formie cyfrowej. Tak więc obejrzenie i przekartkowanie ich na ekranie komputera nie jest żadnym wyzwaniem dla zainteresowanych. Natomiast zobaczenie go na żywo to już zupełnie coś innego. To doświadczenie absolutnie unikalne.

Na naszej wystawie pokażemy blisko trzydzieści starych druków, w tym aż trzy wydania Kopernika. Będzie to pierwsze wydanie norymberskie z 1543 roku, wydanie bazylejskie z 1566 roku - i to są obiekty, które znajdują się w zbiorach Biblioteki Raczyńskich, oraz trzecie wydanie amsterdamskie z 1617 roku, ze zbiorów Biblioteki Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk. Chcemy uświadomić ludziom, że oczywiście to pierwsze wydanie jest najbardziej znane, ale O obrotach sfer niebieskich ukazywało się jeszcze dwukrotnie, a pod wpływem Kopernika i jego dzieła pozostawali też późniejsi astronomowie. To nie tak, że ono przestało funkcjonować i nikt tej książki nie czytał, mimo że trafiła ostatecznie na Indeks Ksiąg Zakazanych.

Założeniem wystawy jest także pokazanie czegoś przedkopernikańskiego. Jednym z najciekawszych obiektów tego typu z pewnością będzie ptolemeuszowska Geografia, czy też Kosmografia, bo w literaturze dzieło to jest różnie nazywane. To unikatowy inkunabuł z końca XV wieku, należący do Biblioteki Kórnickiej Polskiej Akademii Nauk. Zostanie nam wypożyczony na trzy tygodnie trwania wystawy. Bardzo o to zabiegałem, bo jest absolutnie wyjątkowy.

Czym się wyróżnia?

Tym, że wszystkie znajdujące się w nim mapy są barwne. Jest to obiekt niesamowicie przyciągający wzrok i uwagę. Wymaga też pewnego pietyzmu - przynajmniej trzy razy podczas trwania wystawy przełożymy jego karty. Założenie jest takie, że będziemy eksponować jedną z map nie więcej niż przez tydzień, by chronić iluminowane mapy znajdujące się w tym druku.

A co z księgami, które ukazały się już po wydaniu rewolucyjnego dzieła Kopernika?

Wśród druków późniejszych znajdzie się Galileusz i Heweliusz. I tak Cometographia Heweliusza z 1668 roku wybrana została m.in. dlatego, że w tym samym roku został wybrany nowy arcybiskup salzburski Maximilian v. Gandolf, który bardzo szybko sprowadził i kazał dla siebie oprawić to dzieło. Na woluminie, który jest w zbiorach kórnickich, znajduje się jego przepiękny superekslibris. To świadczy o tym, że zainteresowanie badaniami nad kosmosem było czymś naturalnym wśród ówczesnych elit, ludzi wykształconych. Byli oni świadomi rozwoju tej dziedziny nauki, pozostawali niemalże na bieżąco. Ktoś, kto był arcybiskupem na drugim końcu Europy kazał to dzieło sprowadzić i oprawić. Mało tego! Nosi ono ślady czytania!

Prace Heweliusza mają też to do siebie, że są pięknie zdobione grafikami miedziorytniczymi. Szczególnie chciałbym zwrócić uwagę na jedną z tych grafik w dziele Machinae Celestis. Zazwyczaj za osiągnięciami mężczyzn stoą wspierające ich kobiety, żony, pozostające jednak najczęściej w cieniu mężów. W przypadku dzieła Heweliusza jest taka sytuacja, że na jednej z tych grafik, w których wykonanie angażował się on osobiście, jest przedstawiona także jego żona, która wspierała go w badaniach. I to jest rzecz ciekawa, zarówno dla nas, współczesnych, jak i dla ludzi z jego epoki.

W jakim kontekście się tam pojawiła?

Jest tam wizerunek, na którym Heweliusz wspólnie z żoną prowadzą obserwacje astronomiczne w obserwatorium na dachu swojego domu w Gdańsku.

Na wystawie pokażemy też trochę mniej znanych w powszechnej świadomości astronomów, na przykład de Sacrobosko czy Tycho Brahe, których dzieła były równie ważne. Znajdą się też u nas dwa atlasy Andreasa Cellariusa z XVI i XVIII wieku. Na pozór są identyczne, ale różnią się pewnym istotnym drobiazgiem, szczegółem. Wydanie XVIII-wieczne jest iluminowane, więc patrząc na nie - poza wartością merytoryczną - widzimy dodatkowo dzieło sztuki. Równie piękny jest pochodzący z Paryża z 1792 roku globus nieba kartografa Roberta de Vagondy, który również chcemy pokazać. Po dwóch tygodniach obrócimy go o 180 stopni, żeby można było oglądać również jego dolną część.

Na wystawę będzie ponadto zapraszać 17 tablic zaprojektowanych przez prof. Krzysztofa Białowicza, które przedstawiają woluminy pierwszego wydania De revolutionibus w zbiorach polskich. Część z nich stanie przy Al. Marcinkowskiego, część w holu Biblioteki. Planujemy też oprowadzania autorskie, by jak najlepiej przybliżyć zwiedzającym pokazywaną treść. Całości wystawy będzie dopełniać XIX-wieczny obraz Jana Gładysza przedstawiający Kopernika, który pochodzi ze zbiorów Muzeum w Kórniku. Nie jest to klasyczne, matejkowskie przedstawienie, które wszyscy znamy - odbiega nieco od najbardziej popularnych wyobrażeń jego wizerunku, choćby tego z podręczników historii czy starego 1000-złotowego banknotu.

Myślę, że to ciekawy zabieg. Pozwoli przypomnieć sobie, że Kopernik nie był pomnikiem, a człowiekiem z krwi i kości.

Zgadzam się. Był przecież jednym z wielu poddanych polskiego króla, księdzem katolickim, kanonikiem warmińskim, urzędnikiem, lekarzem, matematykiem, ekonomistą i oczywiście astronomem, ale też czyimś synem i bratem. Astronomia była tylko jednym z aspektów jego działalności, obok ekonomii i medycyny. Przejście tej postaci do kultury masowej spowodowało jej odczłowieczenie. W efekcie jedziemy do Torunia, gdzie przed ratuszem stoi jego pomnik z brązu, i myślimy sobie: "O, ten Kopernik to był wielki!". A przecież był też człowiekiem, miał życie prywatne, sukcesy i porażki, był podejrzewany przez biskupa Jana Dandyszka o życie w konkubinacie ze swoją gospodynią. Sądzę, że przełamanie utartego schematu myślenia o Koperniku jest nam potrzebne.

Rozmawiała Anna Solak

  • Wystawa Astronomia i księgi. Wokół "De revolutionibus" Mikołaja Kopernika
  • 16.02-11.03
  • Biblioteka Raczyńskich, Galeria Atanazego
  • wstęp wolny

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2024