Kultura Poznań.pl

Sztuka

opublikowano:

Nieludzkie istoty w hermetycznym świecie człowieka

Tatiana Czekalska i Leszek Golec wystawą Catering dla najdłużej przebywających w galerii gości zakończyli styczniowe plany Galerii Miejskiej Arsenał. Wystawa potrwa aż do połowy marca, mamy zatem sporo czasu, by zapoznać się z kuratorskim przedsięwzięciem Bogny Błażewicz. Pozostaje pytanie - czy warto? 

fot. Klaudia Strzyżewska
fot. Klaudia Strzyżewska

"Przyszedł czas, żeby wpisać do konstytucji zwierzęta. W Indiach delfiny zostały uznane za osoby niebędące ludźmi. (...) Od wielu lat używam określenie istota ludzkaistota nieludzka. Przyszedł czas, żebyśmy zaczęli traktować zwierzęta nie jak przedmioty, maszyny, tylko jak osobne istoty. Prawdopodobnie gdybym wpisała to do konstytucji, poszłyby za tym prawa. Pierwszym prawem byłoby prawo do godności. (...) Konstytucje wielu krajów dojrzały do tego, by uznać godność zwierząt. Wierzę, że w najbliższych latach będzie się to działo" - mówiła podczas jednego ze swoich ostatnich warszawskich spotkań Olga Tokarczuk. 

Dyskusje dotyczące przedmiotowego postrzegania zwierząt toczą się od dawna i funkcjonują już jako stały element dyskursu społeczno-politycznego - w Polsce wybrzmiewają jednak ciszej i wydaje się, że budzą czujność jedynie środowisk zaangażowanych. Wizualną manifestacją niedawno wypowiedzianych przez Tokarczuk słów, są artystyczne działania Czekalskiej i Golca.

Sztuka zaangażowana ekologicznie

Tworzona przez artystów sztuka jest jednak niezwykle specyficzna, nie ogranicza się bowiem tylko do wizualnej prezentacji, ale dociera do znacznie głębszych poziomów. Wymyka się słownym definicjom i sytuuje bardziej w metaforycznych przestrzeniach ludzkiego umysłu - dla jednych może wydawać się praktyką niezrozumiałą, dla innych zaś intrygującą. 

Bogna Błażewicz określa Golca i Czekalską jako "artystyczną parę pionierską dla polskiego posthumanizmu i sztuki zaangażowanej ekologicznie". W istocie, artyści wątki ekologiczne poruszali już w latach 90., kiedy w Polsce nikt jeszcze nie przeczuwał, że sztuka już za kilka lat będzie stała ramię w ramię z naturą, a w ekstremalnych przypadkach - nawet w nią ingerowała. Tu dochodzimy do kolejnego, kluczowego aspektu - akcje charakterystyczne dla Golca i Czekalskiej w Polsce wciąż zaskakują, jednakże z perspektywy zachodniej nie są to bynajmniej działania rewolucyjne. 

Tandem Czekalska & Golec to dla mnie dobrze znany artystyczny zespół. Pierwsza ich praca,  o której przeczytałam, właściwie swojego rodzaju instalacja zahaczająca o performans, to umieszczenie owcy Melanii w łódzkim Atlasie Sztuki. Cała akcja była dokładnie przemyślana, bowiem artyści - zarówno w życiu prywatnym, jak i w realizowanych projektach - na pierwszym miejscu stawiają sytuację zwierząt - promują weganizm i propagują etyczne zachowania nie tylko względem zwierząt, ale dotyczące wszystkich żywych istnień. Pomimo troski o Melanię i dokładnego monitorowania owcy, umieszczenie zwierzęcia w przestrzeni galerii wydawało się wówczas, a właściwie wydaje się nadal, dość kontrowersyjne. 

Poczęstunek dla gości

Przekraczając próg Arsenału w piątkowy wieczór, spodziewałam się zatem dwóch rzeczy - zaskakującej, może nawet nieco kontrowersyjnej wystawy oraz wielu gości pragnących poznać historię Golca i Czekalskiej. O dziwo, w porównaniu do ostatnich wernisaży, ten nie zgromadził akurat tłumów, które uniemożliwiałyby percepcję całej wystawy, co zadziałało tylko na plus. White cube'owe pomieszczenie Galerii Miejskiej zamieniło się w ascetyczną przestrzeń wypełnioną niewielkimi kościelnymi artefaktami. Sala znajdująca się na pierwszym piętrze budynku nie należy do najmniejszych, dlatego też zgromadzenie w tejże przestrzeni nielicznych przedmiotów, od samego początku emanowało pustką. Prezentowane dzieła nie były także podpisane, co zawsze wprawia mnie w drobne poirytowanie. Na szczęście artyści i kuratorka przygotowali mapkę z krótkimi danymi dotyczącymi poszczególnych artefaktów. 

Catering dla najdłużej przebywających w galerii gości to szkatułkowa wystawa, która polega przede wszystkim na "uważności" i samodzielnym odkrywaniu poszczególnych artefaktów - niekiedy ukrytych, innym razem udających przedmioty, które nie są częścią ekspozycji. Tekst kuratorski nie zdradza wiele i w połączeniu ze szczątkowymi informacjami dotyczącymi prezentowanych artefaktów buduje dość spore niedopowiedzenie, które może oddziaływać na odwiedzających różnorako. Mniej informacji to bowiem większe pole do własnej interpretacji, odnajdywania fascynujących połączeń i formułowania indywidualnych konotacji. W przypadku widza niezorientowanego w narracji prowadzonej przez artystów percepcja wystawy może okazać się jednak problematyczna. Przed spacerem do Arsenału proponuję zatem zapoznać się z twórczością Golca i Czekalskiej lub wybrać się bezpośrednio na oprowadzanie kuratorskie (5.02, godz. 17). 

By zatem nie zdradzać niespodzianek czekających w Arsenale i przypadkiem nie dekonstruować indywidualnych interpretacji, zwrócę uwagę na pojedyncze prace, które wydają mi się istotne nie tylko w kontekście styczniowej wystawy w poznańskiej galerii, ale także w odniesieniu do twórczości artystycznego duetu.

Motyw kota jest w sztuce Czekalskiej i Golca elementem powracającym. Para prywatnie opiekuje się kotkiem - wegetarianinem i to właśnie ta istota często pojawia się w ich artystycznych przedsięwzięciach. Na jednej z wystaw artyści postanowili nawet zaprosić kota do czynnego uczestnictwa w wystawie, w roli kuratora. W pracy SECRET DIRECTION Sadżadża / Musalla artyści wykorzystali bawełniany, modlitewny dywanik, który został pokryty sierścią kota perskiego; przed dywanikiem umieszczono JARMUŁKĘ wykonaną ze sztucznego jedwabiu, którą Żydzi muszą przywdziewać przy okazji modlitwy bądź studiowania Tory. Jarmułka została tu sprowadzona do roli miseczki, do której wsypano wegańską karmę dla kota. 

Nieopodal instalacji z sierścią kota znajduje się MOZZETTA, czyli mucet - narzuta charakterystyczna dla stroju noszonego przez duchownych katolickich. Artyści przygotowali szczegółowy opis składu stroju, mianowicie: "Futro, serża, jedwabny adamaszek przesiąknięte tiaminą i ryboflawiną - potencjalne źródło wyżywienia. Nić z włókien fibroinowych, sklejonych serycyną, drewno lakierowane". Ów artefakt, zajmujący niemal centralne miejsce w przestrzeni wystawowej, majestatycznie oświetlony, jest środowiskiem, swego rodzaju płótnem dla mola - istota nieludzka występuje więc w roli czynnej, porównywalnej do tworzenia czy też modyfikacji dzieła sztuki. 

Catering dla najdłużej pozostających w galerii gości to zbiór osobliwych artefaktów. Niektóre z nich są środowiskiem umożliwiającym tworzenie (lub niszczenie), inne pełnią funkcję specjalnych wehikułów, dzięki którym możemy ratować najmniejsze nawet istoty, a jeszcze inne powstały jako poczęstunek dla mniejszych gości pojawiających się na wystawie. Ekspozycję warto zwiedzać uważnie i powoli, z należytym rozczuleniem odkrywać niewidoczne konotacje; dostrzegać, że ktoś - lub coś - śledzi dynamikę naszego ruchu, nie zapominając przy tym o zaangażowanych fundamentach działań Golca i Czekalskiej. Powtarzając za Bogną Błażewicz - wszyscy goście są zaproszeni! 

Klaudia Strzyżewska

  • Tatiana Czekalska, Łukasz Golec, wystawa Catering dla najdłużej przebywających w galerii gości
  • Galeria Miejska Arsenał
  • Kuratorka: Bogna Błażewicz
  • wystawa czynna do 15.03

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2020