Kultura Poznań.pl

Varia

opublikowano:

Unikanie sprzeczności

- Uważam, że jeśli podejmuję taką tematykę w sztuce, to postawę ekologiczną powinnam przyjmować również we własnym życiu, aby te dwie sfery się uzupełniały - mówi Diana Lelonek*, artystka, fotografka, ekodziałaczka.

. - grafika artykułu
Diana Lelonek, fot. archiwum prywatne

Dlaczego zajmuje się Pani problematyką ekologiczną?

Był to obszar, który mnie interesował, gdy zaczęłam tworzyć sztukę w czasie studiów. Wątki roślinne, koegzystencji w przyrodzie pojawiały się w moich pracach fotograficznych od samego początku. Później eksplorowałam tę tematykę coraz głębiej, starając się ją podejmować też z różnych perspektyw. Ewoluowało też u mnie samo pojęcie o tym, czym jest natura, ekologia. Zbiegło się to również z angażowaniem się w akcje ekologiczne i społeczne.

W jakich akcjach brała Pani udział?

Pomagałam przy Strajku dla Ziemi, Obozie dla Puszczy, Obozie dla Puszczy Karpackiej. W ten sposób wykorzystuję swój czas wolny. To nie działania artystyczne, a aktywność dodatkowa. Posługuję się jednak głównie narzędziami, które oferuje mi sztuka - w ten sposób opowiadam o problemach ekologicznych i katastrofie klimatycznej.

Czy wypłynęło to u Pani naturalnie z ekologicznego stylu życia?

Odbyło się to równolegle. Uważam, że jeśli podejmuję taką tematykę w sztuce, to postawę ekologiczną powinnam przyjmować również we własnym życiu, aby te dwie sfery się uzupełniały. Robię rzeczy, które każdy z nas może robić indywidualnie - dotyczą diety czy wyboru odzieży. Myślę też o kwestiach związanych z produkcją sztuki i tym, jak wewnątrz niej przestawić swoje działania na bardziej ekologiczne. Czasem tworzenie przeczy takim ideom. Jeśli na przykład instytucja organizuje dużą, międzynarodową wystawę, to zaprasza artystów z całego świata, co przekłada się na ich podróż i transport samych prac. Sama sztuka jest też produkowana z różnych materiałów. Bogate instalacje wymagają często dużych nakładów. Generalnie system sztuki charakteryzuje nadprodukcja, a artyści za dużo pracują. Wydaje mi się, że produkcja sztuki powinna się opierać również na bardziej ekologicznym traktowaniu samego siebie, lepiej pracować dłużej i bardziej wnikliwie nad jednym projektem, niż produkować jeden za drugim jak na wyścigi.

Jakie ekologiczne rozwiązania stosowała Pani w sztuce?

W ramach wystawy z grudnia 2019 roku Raport w BWA w Bydgoszczy, poświęconej katastrofie klimatycznej, topnieniu lodowców, środki na katalog powystawowy przeznaczyłam na zakup dwóch ekranów fotowoltaicznych. Ten budynek posiada duży, płaski dach, który świetnie się dla nich nadawał. Spotkałam się z pozytywną reakcją dyrekcji, bo ta galeria ma bardzo proekologiczne nastawienie. Ekrany zasilały ekspozycję energią słoneczną i okazały się zaskakująco wydajne. Wystawa odbywała się zimą, więc przy pochmurnych dniach instalacja przełączała się na zasilanie z sieci elektrycznej. Był to gest, który miał być przede wszystkim punktem wyjścia do dyskusji.

Z instytucjami wiąże się cała machina urzędowa: rozpisuje się grant, a potem trzeba zrobić publikację, aby w ten sposób rozliczyć różne rzeczy. Uznałam, że te ekrany - czyli coś praktycznego - potraktuję jako instalację artystyczną i katalog powystawowy. Do dziś pozostały one na dachu i pracownicy mogą do nich podczepiać urządzenia na sali wystawienniczej.

Czy nie zdarza się również tak, że instytucje czy artyści sięgają po ekologizm cynicznie, podążając po prostu za modnym tematem w sztuce? A za ich hasłami nic się nie kryje?

Często trudno jest to jednoznacznie określić. Na pewno teraz wzrosło zainteresowanie tym tematem - i więcej osób zaczęło się nim zajmować. Można też zauważyć samozaprzeczenia wewnątrz tego zjawiska. Zdarzały się wystawy dotyczące antropocenu, ekologii czy kryzysu klimatycznego, których ekspozycje były wykonane z plastikowych elementów bądź specjalnie na nie produkowano dużo nowych rzeczy.

Jak duże instytucje radzą sobie z wewnętrzną sprzecznością swoich działań?

Brałam udział w wystawie The art of being good w Estonii. Kurator przeliczył sobie, ile jego instytucja - Tallin Art Hall - produkuje śladu węglowego, na przykład zapraszając artystów i kupując im bilety lotnicze. Stwierdził, że musimy wybrać inny środek transportu. Było to dla mnie w porządku - z Warszawy do Tallina akurat jeździ autobus. Ostatecznie zdecydował, że lepiej, żebyśmy nie przyjeżdżały, bo każdy środek transportu jest emisyjny. Zadałam sobie pytanie: czy na kolejne wernisaże wystaw, które nie będą dotyczyły ekologii, artyści też będą przyjeżdżać pociągami, czy instytucja wróci do biletów lotniczych? Często przy ekosytuacjach staramy się być ekologiczni, a potem już o tym zapominamy. Inna kwestia to budżety - podróżowanie pociągami jest znacznie droższe. I to tu leży realny problem.

Mówi się, że pandemia COVID-19 miała pozytywny wpływ na środowisko ze względu na ograniczenie zanieczyszczeń. Jak było w przypadku sfery sztuki?

W tym roku nie odbyły się duże międzynarodowe biennale i festiwale, które faktycznie produkują sporo śladu węglowego. COVID-19 spowodował duże spowolnienie w świecie sztuki. Myślę, że COVID-19 na dłużej zmieni charakter międzynarodowej współpracy. Z drugiej strony obawiam się, że to tak jak ze wszystkim - najbardziej uprzywilejowani artyści nadal będą po świecie wystawiać, ale dla większości udział w międzynarodowym obiegu może stać się o wiele mniej dostępny (z powodu cofnięcia środków finansowych na projekty) lub wręcz nieosiągalny.

Czy nie jest przy tym tak, że kwestia pandemii przysłoniła problem ekologii, a ludzie, martwiąc się zarażeniem, zapomnieli o katastrofie klimatycznej? Zresztą podobnie zrobiły same media, skupiając się prawie wyłącznie na pandemii, odnotowywaniu kolejnych zarażeń i zgonów.

O wiele gorsze konsekwencje od samej pandemii będą wiązały się z nadchodzącym kryzysem gospodarczym. Poza tym coraz większe problemy przyniesie też ze sobą narastający kryzys klimatyczny. Pandemia rozwinęła się nagle i była przez to bardziej widoczna. Kryzys klimatyczny jest bardziej rozłożony w czasie, a jego skutki są rozproszone. Trudniej jest przez to o nim pamiętać, zwłaszcza gdy z powodu koronawirusa zamykane są wszystkie miasta. Trzeba zauważyć, że eksploatacja zwierząt również przyczynia się do zmian klimatycznych, a wszystkie ostatnie duże epidemie dotyczyły wirusów odzwierzęcych - nietoperzy, świń, ptaków... Wirus SARS-CoV-2 jest efektem wyzysku zwierząt.

Rozmawiał Marek Bochniarz

*Diana Lelonek - ur. 1988, absolwentka Wydziału Komunikacji Multimedialnej Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu (2014), gdzie ukończyła też Interdyscyplinarne Studia Doktoranckie, doktorat w zakresie sztuk wizualnych (2019). W swoich pracach odnosi się do relacji człowieka i innych gatunków, redefinicji pojęcia Natury. Używa różnych mediów - od fotografii, obiektów, instalacji po zielarstwo i produkcję soków. Laureatka wielu nagród, m.in. Paszportu Polityki (2019). Swoje prace pokazywała m.in. na Międzynarodowym Biennale Sztuki Współczesnej RIBOCA w Rydze, na festiwalach i wystawach w Bazylei, Lozannie, Kolonii, Tokio, Tallinie.

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2020