Kultura Poznań.pl

Rozmowy

opublikowano:

Najznakomitszy Nos Łazarza

- Kiedy już nie mógł pracować, codziennie chodził na Głogowską. Załoga szczerze płakała po jego śmierci  - o Tadeuszu Rogali opowiada Paweł Pawrowski*, autor książki Perfumiarz z Łazarza.

. - grafika artykułu
Zdjęcie katalogowe wód kolońskich fabryki J & S Stempniewicz wykonane w latach 20., fot. ze zbiorów Izabelli Krysztop

Odkrył Pan niezwykle ciekawą dla nas historię. Mówię  "odkrył", bo chyba tylko nieliczni poznaniacy wiedzą, że w międzywojniu mieliśmy na Łazarzu największą w Polsce fabrykę perfum?

Ale że na tyłach Głogowskiej, między Śniadeckich a parkiem Wilsona, funkcjonowała przez wiele powojennych lat Lechia, to pamiętają już chyba wszyscy. Niedawno na tym terenie rozpoczęły się prace budowlane, dziś już z Głogowskiej niewidoczne, bo zasłonięte ogromnym, efektownym ekranem z napisem "Perfumernia". Powstanie tu kameralne osiedle mieszkaniowe, a ponieważ od lat związany jestem z deweloperem, który je buduje - firmą Garvest (to ta od naszego słynnego Bałtyku) - postanowiłem bliżej przyjrzeć się tej inicjatywie. Dowiedzieć więcej i o samym miejscu, i o historii istniejących tu niegdyś budynków.

Efektem tych poszukiwań jest właśnie Perfumiarz z Łazarza, a bohaterami książki nie są Stempniewiczowie, właściciele fabryki, ale... "Nos największej fabryki perfum międzywojennej Polski". Czyli Tadeusz Rogala.

O Stempniewiczach oczywiście też piszę: pochodzili z Ostrzeszowa, małego miasta na krańcach Wielkopolski, i dzięki swym zdolnościom, przedsiębiorczości, a także, rzecz jasna, łutowi szczęścia, stali się fabrykantami pełną gębą. Reklamy firmy dosłownie dwoiły i troiły mi się w oczach, gdy przeglądałem przedwojenne dzienniki. Jednak pełne światło reflektora skierowałem na człowieka, który w ich fabryce odegrał kluczową rolę.

Myślę, że dotarcie do jego zapisków było mocnym argumentem decydującym o wyborze głównego bohatera książki. Pisze Pan zaraz na wstępie: "Język mnie urzekł, nie historia. Poczułem go, grzebiąc w starych gazetach, słuchając ludzi, którzy rodzili się niemal sto lat temu, ale najwyraźniej - w pamiętnikach ich ojców. Ma inną od naszej melodię, inny zapach, jest gęstszy, barwniejszy, mięsistszy". Wynika z tego - i oczywiście z pełnego rozmachu stylu książki - że Pana pasją jest pisanie.

Skończyłem co prawda socjologię, ale jeszcze przed studiami rozpoczęła się moja dziennikarska pasja. Jeszcze jako bardzo  młody chłopak, piętnastoletni, rozpocząłem współpracę ze "Światem Młodych", potem był ciąg dalszy w prasie. Teraz, od lat, prowadzę blog o architekturze... I to wszystko, łącznie z moją aktualną pracą, popchnęło mnie w kierunku perfumerii Stempniewiczów. Miałem bardzo dużo szczęścia: udało mi się dotrzeć do rodziny Tadeusza Rogali i z jej strony spotkałem się z nadzwyczajną życzliwością i zrozumieniem. Nie tylko mogłem czerpać ze wspomnień mojego bohatera, ale od jego bliskich dowiadywałem się wielu rzeczy, których tam nie było. Zupełnie serio twierdzę, że książkę napisaliśmy wspólnie z wnuczką pana Rogali, czyli Joanną Skworz, bo to ona przede wszystkim była moją przewodniczką, bardzo kompetentną.

Przekopał się Pan, dosłownie, przez archiwa, stare dzienniki, publikacje.

Dzięki digitalizacji było to w dużej mierze ułatwione. Dodatkowo w przybliżaniu historii miasta i jego mieszkańców pomagała mi "Kronika Miasta Poznania". Było i jest to dla mnie źródło nieocenione - nie tylko ze względu na artykuły specjalistów, ale też zamieszczane tam wspomnienia i rozmowy z ludźmi, którzy dzielą się swymi doświadczeniami, przyjaźniami, opisują miejsca, które już nie istnieją.

Zatem zupełnie zrozumiała jest dla mnie Pana fascynacja wspomnieniami Tadeusza Rogali. Ja też czytałam je z wielką ciekawością i podziwem. Np. te z czasów okupacji, kiedy to ze względu na fachowość pozwolono mu kierować firmą: "[...] zajmowałem się  przede wszystkim załogą fabryki, dbając o utrzymanie ducha polskiego w niej; chroniłem ją w ramach możliwości od przykrych następstw i dzieliłem się po ojcowsku kłopotami i radościami całej polskiej załogi".

I proszę czytać dalej. Już 24 stycznia 1945 roku pan Rogala oznajmia załodze: "Kierownictwo techniczne fabryki obejmuję ja. Prace i ruch chciałbym utrzymać w ramach możliwie normalnych. Praca rozpocznie się wobec tego, że tramwaje nie kursują, o godzinie 8 i potrwa z przerwami dotychczasowemi do 4. Do pracy niech się stawią wszyscy, jak dotychczas. Wypadki wyjątkowe, gdzie warunki tego wymagać będą, uwzględnię, ale nie chciałbym, by zakorzenił się bałagan. Wymagać będę pracy uczciwej i obowiązkowej, a przede wszystkim nie ścierpię kradzieży. Bądźmy w naszych myślach trzeźwi i rozumni"." Tak mówi prawdziwy menadżer. A jednocześnie wszyscy podkreślają jego ojcowski stosunek do załogi. Pracował w fabryce od 1926 roku, a zmarł w 1964. Kiedy już nie mógł pracować, codziennie chodził na Głogowską. Załoga szczerze płakała po jego śmierci.

Wielkim atutem książki jest warstwa wizualna. Analizuje Pan reklamy, ich styl, język, dla wielu jest Pan bardzo krytyczny. 

Bardzo zależało mi na tym, by fotografie jak najlepiej, jak najdokładniej reprodukować. Można z nich odczytać emocje, stan ducha, miejsce w hierarchii fabryki. Z oczu, z postawy, nawet z ustawienia osób można się rzeczywiście bardzo dużo dowiedzieć. Dla mnie ta analiza była bardzo interesująca i z tego, co Pani mówi, wynika, że również dla czytelnika.

Przedstawmy teraz może Pana rozmówczynie, które pomogły wejść w świat zapachów, zupełnie nieznany ludziom spoza branży, i opowiadały o "Nosie"?

Zdzisława Heydel, zwana konsekwentnie Sławą - to jej "Nos" dawał pierwsze lekcje i potem czuwał nad jej rozwojem - i Halina Sybilska, autorka wielu kompozycji zapachowych. Obu paniom zawdzięczam mnóstwo fachowych objaśnień, opis sposobów czy wybiegów, jakie trzeba było stosować, by w PRL-u produkować perfumy. W wielu wypadkach z sukcesem, choć skali trudności, jaką trzeba było pokonać, nie możemy sobie dziś jednak wyobrazić! Nie będę tu przywoływał konkretnych nazw, chociaż Poemat, chluba Lechii, czy powstała poza Poznaniem Pani Walewska, dzieło Haliny Sybilskiej, w pełni zasługują na nasz podziw. Były porównywane ze słynnym przebojem świata perfum z 1921 roku, czyli Chanel No 5.

To dopiero była sztuka! Dzięki pracy nad książką zdobył Pan - z punktu widzenia laika - niemal specjalistyczną wiedzę z chemii i sztuki komponowania zapachów, nie tylko perfum, również mydeł i innych kosmetycznych i drogeryjnych artykułów, ale także od podszewki poznał Pan Zameczek - czyli miejsce, które zagospodarowała później fabryka Stempniewiczów.

O Zameczku wiedzą dziś tylko zapaleni miłośnicy Łazarza, a to tam spragnieni przestrzeni i powietrza poznaniacy spędzali wolny czas. W sąsiedztwie była szkółka ogrodnicza, późniejszy park Wilsona, no i zrealizowany w pobliżu wspaniały projekt urbanistyczny i architektoniczny. Do dziś zachwyca dawna Nowoogrodowa, czyli Matejki! Bardziej dziś niż dwie dekady temu, bo sporo kamienic, wybitnych dzieł architektury, odzyskuje dawną urodę. Przyznam, że nie byłem świadomy aż tak wysokiej rangi tego założenia. Na zakończenie dopowiem, że książka nie traktuje wyłącznie o fabryce i tajnikach zawodu perfumiarza. Nawiasem mówiąc, Tadeusz Rogala był zatwardziałym palaczem, ale to zupełnie nie przeszkadzało mu w pracy! Talent ponad wszystko! Z przyjemnością i podziwem śledziłem jego pozazawodowe pasje i opowieści o rodzinie, której był bardzo oddany.

A dystrybucja książki? Nie widziałam jej w żadnej księgarni.

Zdecydowaliśmy z wydawcą, że będzie dostępna tylko w bibliotekach. I już tam jest, dostaliśmy mnóstwo podziękowań. A teraz marzy mi się, żeby była czytana!

Rozmawiała Grażyna Wrońska

*Paweł Pawrowski - przyjezdny z Mazur, zakochany w Poznaniu od czasu studiów. Dziennikarz, copywriter, prowadzi blog o architekturze na garvest.com/blog. Stolarz z zamiłowania.

  • wystawa plenerowa Poznaj perfumiarza z Łazarza
  • 11-22.08
  • 11.08 - spotkanie z autorem książki Perfumiarz z Łazarza na schodach Bałtyku
  • Przystań Sztuki przed Bałtykiem
  • wstęp wolny

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2021