Kultura Poznań.pl

Rozmowy

opublikowano:

Muzealny lockdown

- Po ogłoszeniu lockdownu w Polsce mieliśmy zamkniętą i górną, i dolną część ekspozycji. Od połowy maja pokazywaliśmy co prawda część zewnętrzną, ale chcieliśmy być uczciwi wobec zwiedzających, obniżyliśmy więc cenę biletów do 5 zł - mówi Krzysztof Jankowiak*, kierownik w Muzeum Uzbrojenia. Szymon Mazur rozmawia z nim o pierwszym, wiosennym lockdownie oraz jego konsekwencjach, a także o nowych eksponatach, które prawdopodobnie będzie można obejrzeć już po 29 listopada.

. - grafika artykułu
Ekspozycja w Muzeum Uzbrojenia, fot. Muzeum Uzbrojenia

Muzeum Uzbrojenia na Cytadeli bardzo długo było zamknięte z powodu obostrzeń wynikających z pandemii koronawirusa. Co prawda już od maja można było oglądać samoloty, czołgi i inne pojazdy na ekspozycji plenerowej, ale do środka nie można było wejść aż do końca października! A przecież dla wielu poznaniaków spacer po Cytadeli wiąże się z obowiązkową wizytą w muzeum. Na szczęście muzeum jest już otwarte i wiem, że nie zmarnowaliście czasu zamknięcia, bo na ekspozycji widać dużo zmian.

Okres całkowitego zamknięcia między marcem a majem spożytkowaliśmy na tzw. prace papierkowe i przygotowania dalszych działań. Pozwoliło nam to dobrze wykorzystać okres połowicznego zamknięcia. Połowicznego, bo od 18 maja mieliśmy już czynną ekspozycję zewnętrzną, ale wystawa w pomieszczeniach muzeum była zamknięta od marca aż do października. Ten czas, dla nas trudny i smutny, bo w muzeum nie było zwiedzających, staraliśmy się dobrze wykorzystać. Była to wyjątkowa okazja do przebudowy ekspozycji i wprowadzania zmian. Nie da się ukryć, że dzięki temu, że w muzeum nie było ludzi, mieliśmy swobodę i wygodę działania. Zależało nam na tym, by po otwarciu na nowo udało się zaskoczyć zwiedzających, nawet tych, którzy znają nasze muzeum i odwiedzali nas wcześniej. Chodzi o to, by mieli po co do nas ponownie przyjść, więc chcemy ciągle przyciągać czymś nowym.

Na co warto zwrócić uwagę, wchodząc do środka?

Wystawa czasowa to święto muzealników, coś, co nadaje sens naszej pracy. Najpierw więc zapraszamy do pierwszej sali, gdzie od 27 października będzie prezentowana wystawa Dragoni Stanisława Maczka. Rzeszów 1938 - Świętoszów 2020. Cieszymy się bardzo, że pokażemy wystawę o dziejach ciekawej jednostki, jaką był 10. Pułk Dragonów. Od września 1939 roku walczył on jako Dywizjon Rozpoznawczy 10. Brygady Kawalerii dowodzonej przez ówczesnego pułkownika Maczka, potem został odtworzony na Zachodzie, w 1944 roku wylądował w Normandii i w składzie 1. Dywizji Pancernej nacierał później w głąb III Rzeszy. Od 1995 roku jego tradycje pułkowe przejął 10. batalion zmechanizowany ze Świętoszowa. Wystawa o Dragonach to opowieść, która poprowadzi nas przez ponad 80 lat historii jednej jednostki z naciskiem na najbardziej chwalebne lata walk pod koniec II wojny światowej. Otwarcie tej wystawy to impuls, dzięki któremu wracamy do prezentowania całej naszej kolekcji, a nie tylko pleneru. W drugiej sali jest nadal pokazywana bardzo ciekawa wystawa stała Za mundurem panny sznurem, którą też oczywiście polecam.

Najwięcej zmian dostrzeżemy w części poświęconej walkom o Poznań w 1945 roku. Nastąpiła tam rearanżacja głównej części ekspozycji, która zatytułowana jest Między Wehrmachtem a Armią Czerwoną, czyli polski punkt widzenia. Pozbyliśmy się gablot z poprzedniej epoki, mamy nowocześniejszą formę prezentacji, odczuwalny jest powiew nowego. Eksponaty, np. broń maszynowa, nie są już pokazywane poziomo, nie leżą w gablotach, Dzięki ich zawieszeniu w powietrzu zwiedzający mogą je oglądać z każdej strony, można powiedzieć, że w formacie 3D. Część gablot na wystawie ustawiliśmy w specyficzny sposób, dzieląc na część niemiecką i radziecką, przyjmując klucz "geograficzny". To znaczy, że mundury, uzbrojenie czy sprzęt niemiecki będą zawsze po lewej stronie (jak Niemcy na mapie), a broń i sprzęt Armii Czerwonej zawsze po prawej (od wschodu). Ułatwi to zwiedzającym odbiór treści i porównywanie typów broni i wyposażenia jednej i drugiej strony walczącej o nasze miasto w 1945 roku. Ponieważ zwiedzający bardzo lubią oglądać dioramy, w jednym miejscu dokładnie odtworzyliśmy scenę uwiecznioną na zdjęciu z 1945 roku - jest to żołnierz radziecki strzelający z moździerza 82 mm. Ponieważ walki o Poznań toczyły się w styczniu i lutym, prezentujemy umundurowanie i wyposażenie zimowe. Nasze manekiny mają ciepłe zimowe płaszcze lub białe kurtki, rękawice, szale i podhełmówki. Co ważne, eksponaty są w większości oryginalne.

Oryginalne, czyli pochodzące z terenu Cytadeli i miasta Poznania?

Tak, większość eksponatów, które pokazujemy, znaleziono w Poznaniu lub w okolicach. Tak jest np. z flagą sowiecką z sierpem i młotem, którą kilka lat temu odkryto na strychu jednej z kamienic na ul. Półwiejskiej. Jest ona eksponowana w gablocie z radzieckimi pociskami rakietowymi, m.in. pociskiem słynnej katiuszy. Pocisk można zobaczyć w środku, a samą wyrzutnię katiusza na naszej zewnętrznej ekspozycji. Zwiedzający mogą więc zobaczyć broń i amunicję do tej broni. Mamy w muzeum jeszcze wiele oryginalnych znalezisk z terenu Cytadeli, które w przyszłości wydobędziemy na światło dzienne z części ekspozycji przedstawiającej pobojowisko. Chcemy je lepiej pokazywać, przede wszystkim podwieszając pod sufitem. Muzeum Uzbrojenia jest niewielkie, dlatego chcemy wykorzystać każdą dostępną przestrzeń. W planach mamy także stworzenie kolejnych dioram pokazujących w skali 1:1 sceny z okresu walk o Poznań. Chcemy też powiększyć dioramę przedstawiającą radzieckich artylerzystów z działkiem ppanc., bo bardzo się ona podoba zwiedzającym. Plany są szerokie, ale wszystko rozbija się o brak środków. Bardzo zależy nam, by dogonić zachodni model prezentowania historii danej bitwy w naszym muzeum.

No właśnie. Jak pandemia wpłynęła na finanse muzeum?

Po ogłoszeniu lockdownu w Polsce mieliśmy zamkniętą i górną, i dolną część ekspozycji. Od połowy maja pokazywaliśmy co prawda część zewnętrzną, ale chcieliśmy być uczciwi wobec zwiedzających, obniżyliśmy więc cenę biletów do 5 zł.  W tym czasie straciliśmy co najmniej 10 tysięcy zwiedzających w stosunku do zeszłego roku, a to oznacza wymierne straty finansowe, mniejsze wpływy do budżetu. W marcu wszystkie plany inwestycyjne i ekspozycyjne poszły do zamrażarki, bo nie ma na nie środków, ale też możliwości organizowania wystaw. Chcemy jednak kontynuować wystawy czasowe i modernizować ekspozycję stałą, co jakiś czas pozyskując nowe eksponaty.

Niedawno udało się Wam zdobyć coś bardzo cennego!

Tak, pozyskaliśmy od policji niemiecki pistolet maszynowy MP-40 z 1943 roku. Znaleziono go w czasie remontu dachu w Sycowie. Trzeba zaznaczyć, że zainteresowanie przejęciem tej broni zgłosiliśmy policji w 2013 roku. Pozyskanie tego egzemplarza trwało aż siedem lat ze względu na konieczne procedury formalne. Po dokończeniu formalności i przeprowadzeniu zabiegów konserwacyjnych postaramy się jak najszybciej umieścić go na ekspozycji, by cieszył oczy naszych zwiedzających.

Muzeum Uzbrojenia wróciło więc do normalności, ale nie do końca, bo nadal obowiązują zasady bezpieczeństwa związane z Covid-19.

Tak, zwiedzający muszą zasłaniać nos i usta oraz zachowywać 1,5 metra odległości od innych. Przesunęliśmy część eksponatów bliżej ścian, by zrobić trochę więcej przestrzeni. Oczywiście obowiązuje też stara zasada muzealników "nie dotykać eksponatów". Chociaż zwiedzający tego nie lubią, musimy jej przestrzegać i będziemy to egzekwować jeszcze bardziej rygorystycznie. Te eksponaty i urządzenia, które można było dotykać, są czasowo niedostępne, zaklejone taśmami lub wyłączone. To działania podejmowane dla bezpieczeństwa nas wszystkich.

Rozmawiał Szymon Mazur

*Krzysztof Jankowiak - adiunkt, z wykształcenia politolog. W Muzeum Uzbrojenia pracuje od 2013 r. W 2019 r. objął funkcję kierownika oddziału. W wolnym czasie zajmuje się rekonstrukcją historyczną i kolekcjonowaniem artefaktów związanych z 34. Brygadą Kawalerii Pancernej z Żagania.

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2020