Kultura Poznań.pl

Opinie

opublikowano:

PROSTO Z EKRANU. Pożegnanie z babcią

Zupełnie zignorowane przez Akademię Filmową chińsko-amerykańskie Kłamstewko odbiło sobie brak jakiejkolwiek nominacji do Oscarów wygraną cenionej statuetki Independent Spirit w kategorii Najlepszy Film. I w oscarowym tygodniu wydaje się w polskich kinach najciekawszą premierową propozycją.

.
fot. materiały dystrybutora

Mieszkająca od dziecka w Nowym Jorku 30-letnia Billi dowiaduje się, że jej babcia Nai Nai jest chora na raka płuc, a lekarze dają jej trzy miesiące życia. Kłopot polega na tym, że sama zainteresowana o tym nie wie, cała rodzina postanowiła bowiem zataić przed nią informację o postępującej śmiertelnej chorobie. Wszyscy chcą ją jednak godnie pożegnać. W tym celu wymyślają fortel - ogłaszają ślub jednego z wnuków Nai Nai, by pod wygodnym pretekstem zebrać się całą rozsianą po świecie rodziną w jednym miejscu. Do Chin przylatuje również Billi, która emocjonalnie czuje się z nestorką silnie związana.

W scenie otwarcia, w której przechadzająca się ulicami Nowego Jorku Billi rozmawia przez telefon z przebywającą w chińskim szpitalu Nai Nai, reżyserka Lulu Wang umiejętnie ustanawia ton filmu - dialog ten składa się z małych kłamstewek, dzięki którym kobiety nie chcą się wzajemnie martwić. Jest jednak też w tej rozmowie dużo ciepła i trochę humoru - i takie jest również całe skromne dzieło chińsko-amerykańskiej reżyserki.

Lulu Wang oparła swój film na osobistych doświadczeniach, dzięki czemu doskonale oddaje złożoność sytuacji, na którą wpływ mają nie tylko rodzinny zjazd i ukrycie prawdy przed seniorką, ale również różnice kulturowe między krewnymi, którzy od lat mieszkają w różnych częściach świata - kilka osób w Ameryce, paru w Japonii, a pozostali w ojczyźnie. Już samo tytułowe kłamstewko rodzi więc w wychowanej w kulturze zachodniej Billi moralne wątpliwości, ale w Chinach wydaje się to normą - mieszkańcy Państwa Środka wierzą bowiem, że ludzie umierają nie od samej choroby, ale od strachu, jaki ona w nich budzi, dlatego ukrywają przed bliskimi prawdę.

Reżyserka nie ocenia jednak decyzji filmowych krewnych, nie prawi im morałów - przeciwnie, świetnie rozgrywa ich spotkanie i przedstawia je na tyle naturalnie, że łatwo się w tym odnaleźć, poczuć się wręcz członkiem tej zwyczajnej, choć w pewnym sensie nietypowej familii. Niektóre elementy rodzinnej rzeczywistości okazują się bowiem w Kłamstewku uniwersalne - któż, pozostając singlem, nie słyszał niewygodnych pytań od cioć i wujków albo nie miał do czynienia z żenującymi zachowaniami podpitych krewniaków w trakcie wesela?

Fantastyczną kreację stworzyła Awkwafina, raperka, która od kilku lat z powodzeniem podejmuje aktorskie wyzwania. W Kłamstewku jako Billi jest bezpretensjonalna i wyrazista, dzięki czemu nie sposób nie utożsamić się z jej skrywanymi, a jednak wyczuwalnymi emocjami - szczególnie gdy mamy w swojej rodzinie kogoś, z kim jesteśmy połączeni wyjątkowo silną więzią.

Nie mam wątpliwości, że gdybym ciężko zachorował i zostałoby mi kilka miesięcy życia, chciałbym się o tym dowiedzieć, by móc domknąć istotne sprawy, pożegnać się z ważnymi dla mnie ludźmi. Po seansie Kłamstewka całkowicie jednak rozumiem zachowanie bohaterów zgodne z chińską tradycją, dostrzegam w nim głęboki sens. Nie dlatego, że reżyserka moralizuje, bo tego nie robi. Nie stawia też żadnych tez ani nie formułuje konkluzji. Jest tak przekonująca dlatego, że w szczery i bezpośredni sposób opowiada rodzinną historię, a przemyślanym zakończeniem podwójnie chwyta za serce.

Adam Horowski

  • Kłamstewko
  • reż. Lulu Wang

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2020